facet patrzacy przez lornetke

Efekt potwierdzenia: dlaczego widzimy tylko to, co chcemy?

Efekt potwierdzenia (błąd konfirmacji) to skrzywienie poznawcze, które powoduje, że zamiast dociekać obiektywnej prawdy, szukamy argumentów na potwierdzenie tego, w co wierzymy.

Efekt potwierdzenie może przejawiać się w następujących skłonnościach:

  • Poszukiwaniu i preferowaniu dowodów potwierdzających nasze poglądy.
  • Trwalszym zapamiętywaniu informacji zbieżnych z naszymi poglądami.
  • Interpretowaniu dowodów na korzyść konkretnej tezy (szczególnym przypadkiem jest stosowanie absurdalnego wyjaśnienia, że wyjątek potwierdza regułę).
  • Wykorzystywaniu błędnych przekonań do błędnego, ale zbieżnego z naszymi poglądami, zrozumienia sytuacji.
  • Unikaniu sytuacji, które mogą zagrozić naszym przekonaniom („Nie będę z Tobą o tym dyskutował”).
  • Ignorowaniu danych nie pasujących do naszego światopoglądu.

W języku polskim, i nie tylko, funkcjonuje wiele utartych sformułowań, które doskonale obrazują to, czym jest efekt potwierdzenia:

Wierz w co chcesz!
Słyszysz tylko to, co chcesz.
Żaden argument nie przekona mnie, że…

Dlaczego tak chętnie się oszukujemy?

Z popularnych teorii warto wskazać poniższe:

  1. Ludzie co do zasady preferują pozytywne myśli zamiast negatywnych[1], dlatego dla zachowania „dobrego samopoczucia” szukają argumentów i dowodów chroniących ich światopogląd przed rozpadem.
  2. Zdolność człowieka do radzenia sobie ze złożonymi zadaniami jest ograniczona, dlatego powszechnie stosuje skróty myślowe zwane heurystykami[2]. Na przykład tzw. heurystyka dostępności powoduje, że formułujemy wnioski na podstawie informacji, które jesteśmy w stanie bez trudu przywołać z pamięci. W praktyce oznacza to, że jeśli dzień przed odlotem na Malediwy usłyszymy o katastrofie lotniczej, to większe obawy będzie w nas wzbudzać lot samolotem, niż dojazd samochodem na lotnisko, pomimo faktu, że istnieje o wiele większa szansa na uczestnictwo w wypadku samochodowym niż katastrofie lotniczej.
  3. Ludzie, oceniając informacje, nie dążą do odkrycia obiektywnej prawdy, ale próbują uniknąć najkosztowniejszych błędów[3].

Jakie problemy tworzy efekt potwierdzenia?

Duże.

Na przykład:

  1. Media społecznościowe tworzą bańki informacyjne, do których nie docierają (lub docierają w zubożonej formie) informacje z zewnątrz. Przykładem takich baniek są np. profile polityków, partii politycznych czy zaangażowanych celebrytów, tematyczne grupy polityczne (szczególnie te skierowane przeciwko komuś), profile prywatne, na których najczęściej otrzymujemy więcej poklasku niż krytyki za publikowanie głupot, etc. Izolację informacyjną i betonowanie status quo wzmacniają algorytmy społecznościowe, które pokazują nam to, co chcemy widzieć, czyli w praktycznym sensie żerują na ułomności naszych aparatów poznawczych preferujących „bezpieczne” środowisko informacyjne.
  2. Psycholodzy społeczni zauważyli dwie skłonności w sposobie poszukiwania i interpretowania przez ludzi informacji na swój temat. Po pierwsze dążymy do wzmocnienia obrazu siebie; po drugie, poszukujemy pozytywnej informacji zwrotnej na swój temat. Jak można przewidzieć, mamy skłonność do ignorowania i zapominania negatywnej informacji zwrotnej na swój temat[4][5] w poczuciu, że nie jest wystarczająco wiarygodna[6].
  3. Szczególnie podatna na efekt potwierdzenia jest nauka. Wielokrotnie zauważono, że naukowcy oceniają korzystniej badania, których wyniki są zbieżne z ich wcześniejszymi przekonaniami[7][8]. O ile jednak tzw. „twarde” nauki (fizyka, matematyka, chemia) mają skłonność do samooczyszczania się z biegiem czasu, o tyle tzw. „miękkie” nauki (psychologia, socjologia) – niekoniecznie, czego przykładem są wciąż robiące furorę sztuczne kategorie typu inteligencja emocjonalna, psychologia pozytywna czy wciąż dobrze mające się wyniki zdyskredytowanych badań (szczegóły pod linkami).

Jak się przed tym bronić?

Po pierwsze: zadawaj pytania. I staraj się robić to mądrze.

Przykład: jeśli bierzemy udział w dyskusji na temat globalnego ocieplenia i strona przeciwna twierdzi, że człowiek nie jest odpowiedzialny za zmiany klimatyczne, to co do zasady w pierwszej kolejności poszukamy argumentów potwierdzających wpływ człowieka na owe zmiany, a nie odwrotnie.

Tymczasem dla wyrobienia sobie w miarę obiektywnego światopoglądu, wpierw należałoby zadać następujące pytania:

Czy człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie?

Szukając odpowiedzi na powyższe konieczne jest poznanie i zważenie argumentów obu stron:

Człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie.
Człowiek nie jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie.

Poznawszy argumenty, należy określić ich wiarygodność:

Skąd wiadomo, że człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie?
Skąd wiadomo, że człowiek nie jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie?

Problem można i należałoby pogłębić:

W jakim stopniu człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie?

Problem z powyższymi pytaniami polega jednak na tym, że od samego początku obarczone są błędem potwierdzenia, ponieważ zawierają w sobie tezę, że człowiek ma jakiś wpływ na globalne ocieplenie (co może, ale nie musi być prawdą).

Zanim więc zapytamy o rolę człowieka w powstaniu problemu, musimy wejść na wyższy poziom ogólności i zapytać:

Co powoduje globalne ocieplenie?
Co wpływa na ocieplenie klimatu?

Lub jeszcze wyżej:

Czym jest globalne ocieplenie?
Czy globalne ocieplenie ma miejsce?
Skąd wiadomo, że globalne ocieplenie ma miejsce?

Wielu z nas najczęściej przyjmuje znaczenie popularnych pojęć intuicyjnie, bezkrytycznie i jako pewnik. Skoro wszyscy mówią o globalnym ociepleniu, to znaczy, że coś musi być na rzeczy. Z tym konkretnym zagadnieniem problem jest o tyle większy, że mało kto przed dołączeniem do dyskusji w ogóle fatyguje się, aby przeczytać, co to takiego jest to globalne ocieplenie. Bo właściwie co takie innego może to oznaczać niż „wzrost temperatury na całym świecie”? Nawet jeśli faktycznie tak jest, zasadne jest poznanie fachowej definicji, dzięki czemu unikniemy nieporozumień.

Po drugie: nie bój się różnicy zdań.

Masz prawo mieć opinię, nawet jeśli nie masz bladego pojęcia, o czym mówisz. Oczywiście w Twoim interesie powinno być, aby (jeśli już koniecznie musisz) wyrażać na głos te opinie, które jesteś w stanie merytorycznie obronić, a całą resztę zachować dla siebie.

Po trzecie: nie musisz mieć zawsze racji.

Pod warunkiem, że nie bierzesz udziału w teleturnieju „Jeden z dziesięciu”, odpuść sobie usilne wyciąganie „swojego” na wierzch. Po co Ci to? Nie tylko nikt nie lubi mądralińskich, ale przede wszystkim dowodzenie „swojej racji” nie jest w żaden sposób ubogacające intelektualnie. Ani dla Ciebie, ani dla Twojego otoczenia.

Co więcej, nie musisz i pewnie nie powinieneś/aś się na wszystkim znać. Zresztą nawet nie jest to specjalnie możliwe. Dlatego o wiele mądrzejsze wydaje się skupienie na możliwie najpełniejszym zgłębieniu jednego, dwóch, trzech zagadnień, zamiast napinanie się na każdy popularny w danej chwili temat.

Lepiej znać się bardzo dobrze nawet na jednej rzeczy, niż „tak o” na wszystkim.

___
[1] Matlin, Margaret W. (2004), “Pollyanna Principle”, in Pohl, Rüdiger F. (ed.), Cognitive Illusions: A Handbook on Fallacies and Biases in Thinking, Judgement and Memory, Hove, UK: Psychology Press, pp. 255–72

[2] Friedrich, James (1993), “Primary error detection and minimization (PEDMIN) strategies in social cognition: a reinterpretation of confirmation bias phenomena”, Psychological Review, 100 (2): 298–319,

[3] Friedrich, James (1993), “Primary error detection and minimization (PEDMIN) strategies in social cognition: a reinterpretation of confirmation bias phenomena”, Psychological Review, 100 (2): 298–319,

[4] Swann, William B.; Read, Stephen J. (1981), “Self-verification processes: How we sustain our self-conceptions”, Journal of Experimental Social Psychology, 17 (4): 351–72

[5] Story, Amber L. (1998), “Self-esteem and memory for favorable and unfavorable personality feedback”, Personality and Social Psychology Bulletin, 24 (1): 51–64

[6] Swann, William B.; Read, Stephen J. (1981), “Acquiring self-knowledge: The search for feedback that fits”, Journal of Personality and Social Psychology, 41 (6): 1119–28

[7] Hergovich, Andreas; Schott, Reinhard; Burger, Christoph (2010), “Biased evaluation of abstracts depending on topic and conclusion: Further evidence of a confirmation bias within scientific psychology”, Current Psychology, 29 (3): 188–209

[8] Koehler, Jonathan J. (1993), “The influence of prior beliefs on scientific judgments of evidence quality”, Organizational Behavior and Human Decision Processes, 56: 28–55

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Komentarze

  • Twoje postrzeganie jest tylko na poziomie języka. Nie wierzysz, jeśli nie dotkniesz. Gdyby wiatr nie dotknął ciebie, nie uwierzyłbyś w jego istnienie!

  • W pierwszym zdaniu autor napisał; “Błąd potwierdzenia (konfirmacji) to skrzywienie poznawcze…” Wywnioskowałem więc, że konfirmacja to błąd poznawczy. Dlatego na potwierdzenie mojego toku myślenia zajrzałem do Słownika Języka Polskiego a tam pod hasłem “konfirmacja wytłumaczenie, że jest to określenie z dziedziny religijnej a dotyczące
    1. w protestantyzmie: uroczyste przyjęcie do gminy kościelnej młodzieży w wieku od 14 do 18 lat;
    2. w judaizmie: ceremonia utwierdzania w wierze, dokonywana w 13. roku życia;
    3. w katolicyzmie: bierzmowanie.

    Proszę o wyjaśnienie. Może ja jestem w błędzie i przyjąłem zły tok myślenia.

    • Cześć, chodzi oczywiście o “błąd konfirmacji” (z ang. confirmation bias) jako alternatywna nazwa dla błędu potwierdzenia. Osobiście nie lubię zangielszczenia, ale niektórzy tak mówią, więc informacyjnie dodałem w nawiasie, że istnieje taka wersja.