inteligencja emocjonalna

Czy Inteligencja Emocjonalna to PSEUDO nauka?

Co to jest inteligencja emocjonalna?

Najogólniej mówiąc, jest to zdolność obserwowania własnych emocji i emocji innych ludzi, rozróżniania emocji i wykorzystywania „informacji emocjonalnej” do poprawy myślenia i kierowania zachowaniem. Z założenia inteligencja emocjonalna (EI) ma być nowym konstruktem psychologicznym (narzędziem ułatwiającym rozumienie ludzkich zachowań) umożliwiającym skuteczniejsze przewidywanie osiągnięć zawodowych i akademickich ponad to, co można przewidzieć dzięki inteligencji ogólnej.

Samo pojęcie ‘inteligencja emocjonalna’ (EI), mimo że historycznie sięga początków XX wieku, na salonach zagościło w 1995 roku dzięki bestsellerowi dziennikarza naukowego Daniela Golemana, Emotional Intelligence[2], zyskując nie tylko popularność, ale i uwagę wielkiego biznesu. Za „praojca” EI uważa się jednak Reuvena Bar-Ona, izraelskiego psychologa, który w swojej pracy doktorskiej rozwinął psychometryczny model „kompetencji emocjonalnych i społecznych”. Jego celem miało być stworzenie narzędzia do mierzenia tzw. „współczynnika emocjonalnego” (EQ) analogicznego do testów IQ. O ile jednak sam Bar-On prawdopodobnie nie aspirował do nazywania swojego wynalazku „inteligencją”, to już Salovey i Mayer, a później Goleman – tak.

Współcześnie, dwa główne modele EI funkcjonujące w literaturze to:

  • EI jako zdolność (eng. ability model) – model aspirujący do miana właściwej inteligencji, którego pionierem są Salovey & Mayer[3];
  • EI jako cecha (eng. trait model) – badana w ramach cech osobowości, obejmuje m.in. model Petridesa[4], Bar-Ona[5], Golemana[6], przy czym ostatni znany jest również jako mixed model (model mieszany).

Według Salovey & Mayer inteligencja emocjonalna obejmuje cztery zdolności:

  1. postrzeganie emocji – zdolność wykrywania i rozszyfrowywania emocji na twarzach, zdjęciach, w głosach i artefaktach kulturowych – w tym zdolność do rozpoznawania własnych emocji;
  2. korzystanie z emocji – umiejętność wykorzystania emocji w celu ułatwienia różnych czynności poznawczych, takich jak myślenie i rozwiązywanie problemów;
  3. zrozumienie emocji – umiejętność rozumienia języka emocji i doceniania skomplikowanych relacji między emocjami;
  4. zarządzanie emocjami – umiejętność regulowania emocji zarówno w nas samych, jak i w innych.

Daniel Goleman, dziennikarz naukowy, który spopularyzował EI, definiuje ją jako wachlarz kompetencji i umiejętności podnoszących skuteczność przywództwa:

  1. samoświadomość – umiejętność poznawania własnych emocji, mocnych i słabych stron, popędów, wartości i celów oraz ich wpływu na innych;
  2. samoregulacja – obejmuje kontrolowanie lub przekierowywanie emocji i impulsów zakłócających spokój oraz dostosowywanie się do zmieniających się okoliczności;
  3. umiejętności społeczne – dobre zarządzanie relacjami z innymi ludźmi;
  4. empatia – uwzględnianie uczuć innych ludzi, szczególnie przy podejmowaniu decyzji;
  5. motywacja – świadomość tego, co nas motywuje.

(Na marginesie należy nadmienić, że książka Golemana to swoisty manifest ideologiczny oparty na słabych danych, nieuzasadnionych tezach, błędnych wnioskowaniach i pobożnych życzeniach. Na dodatek manifest ubrany w naukowe szaty, co wydaje się głównym grzechem autora).

Z przyczyn praktycznych w dalszej części tekstu nie będziemy zagłębiać się w arkana innych prób zdefiniowania EI, ponieważ nie wnoszą one niczego nowego do zagadnienia, a wręcz komplikują i tak już nader skomplikowany temat.

Ile inteligencji w inteligencji emocjonalnej?

Aby zrozumieć problem z inteligencją emocjonalną, musimy najpierw uporządkować zamieszanie pojęciowe.

Inteligencja to czynnik definiujący fenotyp funkcjonowania intelektualnego[1].

Dla jasności wyjaśnijmy, czym jest fenotyp:

zespół cech organizmu, włączając w to nie tylko morfologię, lecz również np. właściwości fizjologiczne, płodność, zachowanie się, ekologię, cykl życiowy, zmiany biologiczne, wpływ środowiska na organizm. Fenotyp jest ściśle związany z genotypem, bowiem to właśnie oddziaływanie między genotypem a środowiskiem daje fenotyp. Dlatego ten sam genotyp może dać różne fenotypy w różnych środowiskach, lub odwrotnie – mimo odmiennych genotypów uzyskać podobny fenotyp (Wikipedia).

W bardzo dużym uproszczeniu (za które nie mam zamiaru umierać), inteligencja to zdolność używania intelektu warunkowana czynnikami genetycznymi i środowiskowymi.

Czym jest emocja? Emocja, również w bardzo dużym uproszczeniu, to zautomatyzowana odpowiedź organizmu na bodziec warunkowana wrodzonym/nabytym systemem wartości (czyli jeśli bodźcem jest zagrożenie infekcji COVID-19, to zautomatyzowaną reakcją organizmu będzie emocja strachu przed potencjalnymi nosicielami patogenu; jeśli dresiarz kojarzy nam się z guzem, to w ciemnym zaułku na widok gentlemana w ortalionie nie zaproponujemy mu dyskusji o egzystencjalizmie w prozie Dostojewskiego).

Z powyższych definicji można wnioskować, że inteligencja i emocje stanowią wyposażenie organizmu odpowiadające za różne, względnie konkurencyjne aspekty funkcjonowania człowieka. Z powodzeniem można argumentować, że emocje mają przywilej względem intelektu (np. na widok węża nie kontemplujemy zasadności brania nogi za pas, tylko instynktownie wiejemy gdzie raki zimują, a kontemplacje przedsiębierzemy co ewentualnie po fakcie). Bezpiecznym wnioskiem wydaje się zatem, że nie można rozumować za pomocą emocji. Rozumować można co najwyżej o emocjach, a w psychologii nazywamy to introspekcją.

Do określenia zarówno inteligencji, jak i inteligencji emocjonalnej, najczęściej używa się rzeczownika ‘zdolność’. Czy słusznie? Trochę tak, trochę nie.

Wyraz ‘zdolność’ można rozumieć jako:

  • predyspozycję, potencjał (ang. capacity) – czyli zdolność wrodzoną,
  • umiejętność (ang. ability) – czyli zdolność wyuczoną.

Słowniki języka polskiego i encyklopedie z reguły nie biorą pod uwagę tego jakby nie patrzeć istotnego rozróżnienia i definiują inteligencję jakozdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych[7], co musi powodować szereg nieporozumień zarówno w nauce jak i w literaturze popularnej. I powoduje.

Jeśli zgodzimy się, że inteligencja (ogólna zdolność poznawcza, ang.  General Mental Ability, GMA) człowieka jest predyspozycją (ang. capacity)[8][9][10], a nie umiejętnością (ang. ability), to musielibyśmy się zgodzić, że inteligencja emocjonalna również jest predyspozycją. Problem w tym, że ze wszystkich przytoczonych modeli wynika, iż EI nie jest predyspozycją, tylko szeregiem umiejętności, cech osobowości lub po prostu inteligencją ogólną wykorzystaną w sferze emocji.

Inteligencja emocjonalna nie jest więc nowym rodzajem inteligencji tylko  zbiorem dobrze ugruntowanych i zbadanych konstruktów psychologicznych, z czego kluczowe to inteligencja i osobowość. Dane psychometryczne zdają się zresztą potwierdzać tę obserwację, ponieważ wykazano, że inteligencja emocjonalna w najlepszym wypadku nie przewiduje osiągnięć akademickich i/lub zawodowych ponad to, co przewidują inteligencja i osobowość[11][12][13][14][15][16][17]. A prościej mówiąc, jeśli wyłączymy z równania inteligencji emocjonalnej dwa wymienione konstrukty, to korelacja EI z badanym zjawiskiem (np. osiągnięciami zawodowym lub akademickimi) spada do nieistotnego minimum lub zera.

Teoretycy EI wprowadzili pomysł, że istnieje określony zestaw cech osobowości i/lub określony zestaw umiejętności związanych z rozumieniem lub wykorzystaniem emocji, które można interpretować jako „inteligencję”. Podważono zasadę, że konstrukty [naukowe] mają określone znaczenia. Innymi słowy, istnieje rozróżnienie między zdolnością a osiągnięciem, umiejętnością i nawykiem, postawą i wartością, cechą osobowości i stanem emocjonalnym i tak dalej. Te rozróżnienia są kluczowe dla nauki i konstrukcji teorii

– komentuje Dr Paul G. Mattiuzzi, psycholog specjalizujący się w psychologii kryminalnej i sądowej[18]. Jeśli więc coś jest zdolnością, to nie jest jednocześnie stanem emocjonalnym lub cechą osobowości, podobnie jak talent muzyczny nie jest cechą osobowości lub inteligencją.

Jak zmierzyć inteligencję emocjonalną?

Istnieje szereg testów, których celem (w zamierzeniu autorów) jest określenie czyjegoś hipotetycznego „ilorazu emocjonalnego”. W zależności od przyjętego modelu polegają one albo na wypełnieniu kwestionariusza samoopisowego (EI jako cecha), albo rozwiązaniu problemów związanych z emocjami (EI jako zdolność).

W pierwszym przypadku pyta się badanych, aby ocenili własne „zdolności emocjonalne” w odniesieniu do zdań pomocniczych typu „Potrafię ocenić samopoczucie innych osób, nawet jeśli same nie mówią, jak się czują”, „Potrafię uspokoić osobę, która odczuwa złość”, etc. Problem z tym podejściem polega niestety na tym, że nie da się zmierzyć zdolności na podstawie kwestionariuszy samoopisowych (chyba że mierzymy zdolność wypełniania kwestionariuszy), ponieważ każdy człowiek przykłada do siebie inną subiektywną miarę wynikającą z różnego rozumienia pojęć, różnych doświadczeń życiowych, stereotypów, uprzedzeń i szeregu niezliczonych skrzywień poznawczych zaburzających percepcję.

Równie dobrze można zapytać matematyka, czy dobrze radzi sobie z rozwiązywaniem równań różniczkowych, zamiast kazać mu rozwiązać konkretne zadanie. Dlaczego w przypadku oceny zdolności radzenia sobie z emocjami miałoby być inaczej?

Testy niekognitywne są również podatne na manipulacje[19] Jeśli wiemy, że musimy osiągnąć wysoki wynik, to możemy czuć potrzebę naciągać odpowiedzi; nie jest bowiem filozofią stwierdzenie, jakie odpowiedzi będą stanowić o wysokiej EI.

Owe słabości zdają się przynajmniej częściowo eliminować „testy na zdolność” (EI jako zdolność), których głównymi propagatorami są Salovey & Mayer, twórcy wiodącego w swojej kategorii komercyjnego testu MSCEIT. Niestety i w tym przypadku metodologia budzi poważne podejrzenia.

Pierwszym i zasadniczym jest fakt, że test nie ma obiektywnie poprawnych odpowiedzi, a indywidualny wynik porównywany jest z tzw. konsensusem. Co to znaczy? Jeśli dana osoba wybierze odpowiedź, która została wybrana również przez 75% respondentów, to uzyska wynik .75[20] (czyt. bardzo wysoki). Ponieważ jednak pytania są dość proste, to rezultat jest taki, że rozkład wyników testu ma tendencję do pochylania się w kierunku górnej granicy rozkładu. Innymi słowy – wyniki mogą być mocno zawyżone.

Kluczowe jednak wydaje się, że to co w istocie bada test MSCEIT to zdolność dostosowania się badanego do norm społecznych, a nie jakąś wrodzoną predyspozycję badanego do skutecznego operowania informacją emocjonalną. Tutaj nasuwa się z kolei pytanie, na jakiej podstawie uznano, że kopiowanie zachowań i skłonności większości osób jest korzystne życiowo i zawodowo? I czy w ogóle jest? Można z dużą dozą słuszności wnioskować, że niekoniecznie.

Czy inteligencja emocjonalna jest krytyczna w pracy?

Jednym z głównych postulatów propagatorów inteligencji emocjonalnej jest jej rzekoma niezbędność w miejscu pracy, w tym (a może szczególnie) wśród kadr zarządzających. O ile ciężko dyskutować z argumentem, że ludzie panujący nad własnymi emocjami (i ich otoczenie) mają generalnie łatwiej w życiu, to już należałoby się dwukrotnie zastanowić, czy kompetencje emocjonalne (np. empatia, czytanie emocji i zarządzanie nimi) są krytyczne dla wydajności zawodowej kierowcy ciężarówki, budowlańca lub pakowacza w Amazon. Odpowiedź na to pytanie właściwie znamy.

Obszerna meta-analiza setek badań obejmujących tysiące pracowników na 191 różnych stanowiskach wskazuje brak jednoznacznej korelacji między inteligencją emocjonalną a większą wydajnością zawodową[21]. W pracach wymagających dużej uważności emocjonalnej wyższa EI faktycznie może przekładać się na wyższe osiągnięcia. Sprzedawcy, pośrednicy w obrocie nieruchomościami, przedstawiciele call-center i doradcy z pewnością skorzystają z umiejętności rozpoznawania i regulowania emocji, radzenia sobie w stresujących sytuacjach i świadczenia usług z uśmiechem na twarzy.

Jednak w pracach wymagających mniejszej uważności emocjonalnej, wyniki mogą ulec odwróceniu. Im bardziej „inteligentni emocjonalnie” pracownicy, tym niższa  ich wydajność. Dla mechaników, naukowców i księgowych inteligencja emocjonalna zdaje się raczej zobowiązaniem niż zasobem. Oczywiście można zaproponować skądinąd rozsądny kontrargument, że skoro inteligencja emocjonalna utrudnia pracę w tych konkretnych przypadkach, to może badani nie byli jednak inteligentni emocjonalnie?

Tutaj wracamy do problemu definicji i mierzalności – jeśli zmierzono to, co teoretycy definiują jako inteligencję emocjonalną i otrzymano powyższe wyniki, to zaproponowany kontrargument musi siłą rzeczy prowadzić do wniosku, że dostępne modele inteligencji emocjonalnej nie mierzą tego, co mają w założeniu mierzyć.

Abstrahując jednak od teorii, jednym z najbardziej problematycznych aspektów myślenia o inteligencji emocjonalnej jako obiektywnym czynniku wpływającym na szeroko pojęty sukces, jest określenie najlepszego sposobu wykorzystania, odczuwania emocji u poszczególnych osób, biorąc pod uwagę, że osoby te mogą różnić się pod względem sposobu odczuwania emocji i skutecznego zarządzania nimi. Teoria tego nie rozsądza, o czym świadczy konieczność porównywania indywidualnych wyników do konsensusu.

Co więcej, poprawność reakcji emocjonalnych może zależeć od kontekstu oceny prawidłowości odpowiedzi. Na przykład tłumienie gniewu podczas otrzymywania negatywnej oceny od przełożonego może być skutecznym sposobem zarządzania emocjami, jeśli celem pracownika jest utrzymanie dobrych relacji z szefem. Czy jednak można uznać go za skuteczną reakcję, jeżeli celem jest utrzymanie samooceny i ograniczenie frustracji? Niekoniecznie oczywista będzie też odpowiedź na pytanie, jak zachować się, kiedy pracownik wydaje się smutny. Dobre intencje z pewnością nie są złotym środkiem.

W końcu, czy dzięki wysokiej inteligencji emocjonalnej rozumianej np. jako zgodność naszych zachowań z zachowaniami 90% innych ludzi na świecie jesteśmy w stanie osiągnąć sukces na miarę 1% najbogatszych ludzi na świecie? Albo nawet 10%? Nie sugeruję rzecz jasna, że miarą sukcesu jest bogactwo, o czym za chwilę  opowiem, ale jeśli według propagatorów konstruktu wysoka inteligencja emocjonalna ma być krytyczna dla sukcesu zawodowego, to pytanie, o jakim sukcesie zawodowym mowa – uśrednionym, jak w testach, czy takim sięgającym gwiazd, jak w przypadku Elona Muska?

Inteligencja emocjonalna a moralność

Intuicyjnie zakłada się, że wysoka inteligencja emocjonalna wiąże się z odpowiedzialnym i moralnym życiem, a więc gdyby wszyscy byli wysoce inteligentni emocjonalnie, to świat byłby lepszy (cokolwiek to oznacza w praktyce). Takie wnioski w każdym razie można wyciągnąć z „ideowego manifestu” Daniela Golemana, od którego de facto wyszedł w swojej książce „Inteligencja emocjonalna” z 1995 roku. Tak też zdają się sądzić zwolennicy konstruktu.

Jest to niestety błędne założenie. O ile faktycznie wysoki iloraz inteligencji ogólnej nie jest absolutnym gwarantem moralnego i szczęśliwego życia, to hipotetyczna inteligencja emocjonalna tym bardziej nie jest. Dlaczego? Ponieważ o tym, czy czynimy dobro, czy zło decyduje nasz zestaw wartości i motywacje. Nie zdolności, nie umiejętności, nie predyspozycje. Nie trzeba umieć czytać swoich i cudzych emocji, aby czynić dobro lub zachowywać się prospołecznie. Nie trzeba należeć do MENS-y, aby móc stwierdzić, że nie należy krzywdzić innych osób.

Paradoksalnie, hipotetyczna wysoka inteligencja emocjonalna może być wykorzystywana do zachowań antyspołecznych[22]. Przecież jeśli potrafimy ukrywać własne emocje, a na dodatek doskonale czytamy stany emocjonalne innych osób, to o wiele łatwiej przyjdzie nam manipulacja niż komuś, kto nie ma na ten temat bladego pojęcia. Dokładnie na tej zasadzie działają tzw. „techniki perswazji” R. Cialdiniego, współczesnego „guru” sprzedaży, które zdają się dryfować w jakiejś szarej strefie wartości.

Czy możemy uczciwie założyć, że człowiek, który potrafi czytać emocje innych i motywować ich do działania będzie z tego wyłącznie tytułu podejmować prospołeczne decyzje i nie pokusi się o popchnięcie, nawet okazjonalnie, swoich podwładnych do czynów społecznie dyskusyjnych lub zwyczajnie niemoralnych? Tylko niepoprawny idealista mógłby tak sądzić.

W końcu, jak z punktu widzenia etyki definiujemy sukces? Czy jest nim wysoka wydajność w pracy? Czy za wysoką wydajnością idą wyższe zarobki? Jeśli nie, to czy jest to sukces? Z czyjego punktu widzenia? Pracownika czy przełożonego? Czy osoby wydajne w pracy i dobrze zarabiające lepiej równoważą życie zawodowe i rodzinne? Czy wysoka wydajność  „inteligentnego emocjonalnie” sprzedawcy kredytów jest korzystna „emocjonalnie” z punktu widzenia kredytobiorcy zadłużonego na 30 lat? Czy wysoka wydajność marketingowca, sprzedawcy, dyrektora dużej korporacji produkującej dobra konsumpcyjne powodujące choroby metaboliczne jest korzystna z punktu widzenia zdrowia publicznego? Środowiska? Czy sukces zawodowy inteligentnego emocjonalnie dziennikarza stacji telewizyjnej szerzącej fake newsy (klasycznie zwane kłamstwami) jest korzystny społecznie?

Czy bycie dobrym człowiekiem może być motywowane korzyściami zawodowymi? Czy naprawdę trzeba dziś zrobić sobie test na inteligencję emocjonalną, aby móc stwierdzić, czy postępuje się uczciwie? Czy może uczciwość stała się tak fatalnie aseksualna, że sama myśl o niej, a nie daj boże już o jakiejś tam moralności, etyce, cnotach, powoduje torsje?

Dokąd zmierzasz, nauko?

Koncepcja inteligencji emocjonalnej padła na podatny grunt dzięki swojej egalitarności, tzn. nie wyklucza nikogo w przeciwieństwie do inteligencji ogólnej, która w dużej mierze ma być dziedziczna. Cytując prof. Antonakisa z Uniwersytetu w Lozannie, „inteligencja emocjonalna oczarowała opinię publiczną i niektórych uczonych o dobrych intencjach. Niestety, praktyka i nauki voodoo wyprzedziły rygorystyczne badania”[23].

Nauki miękkie niewątpliwie przechodzą kryzys. Brak dyscypliny intelektualnej wśród uczonych i niejasne intencje autorów komercyjnych narzędzi do mierzenia gruszek na wierzbie, firmowanych przy okazji tytułami profesorskimi, prowadzą do erozji zaufania opinii publicznej w metodę naukową i środowisko naukowe jako takie. I nic dziwnego, skoro z dowolnej pseudonaukowej bzdury może zrodzić się wielomilionowy[24] przemysł coachingowo-consultingowy wmawiający ludziom, że moralność jest parametrem sukcesu zawodowego, a dobrobyt bierze się z uprzejmości.

Tymczasem Chińczycy są coraz mniej chętni tyrać na nasze latte.

Podsumowanie (rozwiń)
  • Definicje inteligencji emocjonalnej stale się zmieniają, dlatego brak jest jasności, czym tak naprawdę jest.
  • Różne modele inteligencji emocjonalnej dają rozbieżne wyniki w badaniach naukowych, co stawia pod znakiem zapytania ich wiarygodność.
  • Inteligencja emocjonalna nie jest nowym rodzajem inteligencji, tylko kombinacją innych dobrze zbadanych konstruktów psychologicznych, przede wszystkim inteligencji i osobowości.
  • Testy na inteligencję emocjonalną nie są wiarygodne.
  • Inteligencja emocjonalna nie przewiduje osiągnięć zawodowych i akademickich lepiej i/lub ponad to, co przewidują inteligencja i osobowość.
  • Brak jest jednoznacznej korelacji między wysoką inteligencją emocjonalną a wydajnością w pracy.
  • Teorie inteligencji emocjonalnej nie określają, jakie zachowania są właściwe, dlatego odwołują się do norm społecznych.
  • Wysoka inteligencja emocjonalna nie gwarantuje podejmowania moralnych i prospołecznych wyborów, nie eliminuje egoizmu, wyzysku i manipulacji.
  • O moralnych wyborach decyduje system wartości i motywacje osoby, a nie zdolność rozpoznawania i czytania emocji.
  • Osoby o wysokiej inteligencji emocjonalnej mogą skuteczniej manipulować innymi, ponieważ potrafią ukrywać własne emocje i wykorzystywać emocje innych do własnych celów.
  • Książka Daniela Golemana „Inteligencja Emocjonalna”, od której rozpoczęła się moda na EI, oparta jest na niewiarygodnych danych i spekulacjach. Jej wartość naukowa jest minimalna.
  • Rozumowanie i emocje to dwa różne procesy poznawcze pełniące różne psychologiczne funkcje.
Bibliografia/przypisy (rozwiń)
[1] Detterman, D.K. (2008). General Intelligence and the Definition of Phenotypes. In The Nature of Intelligence (eds Novartis Foundation, G.R. Bock, J.A. Goode and K. Webb).
[2] Goleman, D. (1995). Emotional Intelligence: Why it can matter more than IQ. New York: Bantam Books.
[3] Salovey P, Mayer JD (1990) Emotional intelligence. Imagination, Cognition, and Personality 9: 185–211.
[4] Petrides, K.V.; Pita, R.; Kokkinaki, F. (2007). “The location of trait emotional intelligence in personality factor space”. British Journal of Psychology. 98 (2): 273–289.
[5] Bar-On, R. (1997). The Emotional Quotient Inventory (EQ-i): Technical manual. Toronto, Canada: Multi-Health Systems.
[6] Goleman, D. (1998). Working with emotional intelligence. New York: Bantam Books
[7] https://sjp.pwn.pl/szukaj/inteligencja.html
[8] Panizzon, Matthew S.; Vuoksimaa, Eero; Spoon, Kelly M.; Jacobson, Kristen C.; Lyons, Michael J.; Franz, Carol E.; Xian, Hong; Vasilopoulos, Terrie; Kremen, William S. (March 2014). “Genetic and environmental influences on general cognitive ability: Is g a valid latent construct?”. Intelligence. 43: 65–76.
[9] Bouchard, Thomas J.; McGue, Matt (January 2003). “Genetic and environmental influences on human psychological differences”. Journal of Neurobiology. 54 (1): 4–45.
[10] Plomin, R.; Deary, I. J. (February 2015). “Genetics and intelligence differences: five special findings”. Molecular Psychiatry. 20 (1): 98–108.
[11] HARMS, P. and CREDÉ, M. (2010), Remaining Issues in Emotional Intelligence Research: Construct Overlap, Method Artifacts, and Lack of Incremental Validity. Industrial and Organizational Psychology, 3: 154-158.
[12] Joseph, Dana & Jin, Jing & Newman, Daniel & O’Boyle, Ernest. (2014). Why Does Self-Reported Emotional Intelligence Predict Job Performance? A Meta-Analytic Investigation of Mixed EI. The Journal of applied psychology.
[13]  Barchard, K. A. (2003). Does Emotional Intelligence Assist in the Prediction of Academic Success? Educational and Psychological Measurement, 63(5), 840–858.
[14] Newsome, Shaun & Day, Arla & Catano, Vic. (2000). Assessing the Predictive Validity of Emotional Intelligence. Personality and Individual Differences. 29. 1005-1016.
[15] Rossen, Eric & Kranzler, John. (2009). Incremental validity of the Mayer–Salovey–Caruso Emotional Intelligence Test Version 2.0 (MSCEIT) after controlling for personality and intelligence. Journal of Research in Personality – J RES PERSONAL. 43. 60-65.
[16]O’Connor, R. and Little, I. (2003) Revising the Predictive Validity of Emotional Intelligence: Self-Report versus Ability-Based Measures. Personality and Individual Differences, 35, 1893-1902.
[17] Rode, Joseph & Mooney, Christine & Arthaud-Day, Marne & Near, Janet & Baldwin, Timothy & Rubin, Robert & Bommer, William. (2007). Emotional intelligence and individual performance: Evidence of direct and moderated effects. Journal of Organizational Behavior. 28. 399 – 421.
[18] https://www.everydaypsychology.com/2008/12/emotional-intelligence-im-not-feeling.html#.XrZ1GSR_tEY
[19]Day, Arla & Carroll, Sarah. (2008). Faking emotional intelligence (EI): Comparing response distortion on ability and trait-based EI measures. Journal of Organizational Behavior. 29. 761 – 784.
[20]Mayer JD, Caruso D, Salovey P (1999) Emotional intelligence meets traditional standards for an intelligence. Intelligence 27: 267–298.
[21]Joseph, D. L., & Newman, D. A. (2010). Emotional intelligence: An integrative meta-analysis and cascading model. Journal of Applied Psychology, 95,54–78.
[22]Côté, S., Decelles, K. A., McCarthy, J. M., Van Kleef, G. A., & Hideg, I. (2011). The Jekyll and Hyde of emotional intelligence: emotion-regulation knowledge facilitates both prosocial and interpersonally deviant behavior. Psychological science, 22(8), 1073–1080.
[23]Antonakis, John & Ashkanasy, Neal & Dasborough, Marie. (2009). Does Leadership Need Emotional Intelligence?. The Leadership Quarterly. 247-261.
[24]Grewal, D. D., & Salovey, P. (2005). Feeling smart: The science of emotional intelligence. American Scientist, 93, 330 –339.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Komentarze

  • Komentarz do stereotypowych mężczyzn nie sfeminizowanych przez feministki radykalne (GENDER).

    Będąc sfeminizowanym psycho-mentalnie facetem (z którego stanu umysłowego udało mi się “wyrwać”), jestem pewny, że inteligencja emocjonalna (która jest potrzebna i używają kobiety) powinna obowiązkowo być nauczana w szkołach.
    Zrozumienie inteligencji emocjonalnej przez mężczyzn poprawi komunikacje oraz relacje damsko-męskie.
    “o wiele ważniejsze od ciężkiej pracy i dziesiątek tysięcy godzin spędzonych na zgłębianiu wiedzy eksperckiej, kluczem do sukcesu stało się bycie sympatycznym, rysowanie kolorowymi flamastrami chmurek z trudnymi wyrazami oraz uzewnętrznianie swoich stanów emocjonalnych.” to jest przesadyzm autora tekstu, a IQ i EQ powinny być ze sobą kompatybilne.
    Kryzys ładu społecznego wynika z:
    – dezintegracji uprzejmości (a może nawet brak uprzejmości), za to znieczulica + chamstwo to norma
    – braku poczucia bezpiecz. kobiet (gwałty, tortury, psychoemocjonalne zabójstwa kobiet przez mężczyzn)
    – wzrostu emocjonalnej niekompetencji (powszechny analfabetyzm emocjonalny mężczyzn)
    – wzbierającej fali agresji (propag. przemocy przez młodych, dzięki wmawianiu, że jest się przez to męskim)
    a efektem tego jest rozkład dobra wspólnotowego życia, ludzie mają to w doopie, bo do tego się przyzwyczaili. Nie ma żadnych doświadczalnych podstaw, bo najpierw trzeba zrozumieć sens tej inteligencji.
    Poziom inteligencji emocjonalnej w życiu zawodowym powinien być uzależniony od wiedzy i doświadczenia pracownika. Dobrobyt bierze się z pozytywnego myślenia, dzięki wprowadzaniu psychologii do szkół, oraz zmiany swojej mentalności, swoich stanów emocjonalnych, oraz naprawienia swojej psychiki.
    Metodyczna kontestacja wartości, czyli mamtowdupizm problemy kobiet, na tej postawie (zachowaniu) wyrosła nasza cywilizacja. Mężczyźni wprowadzając do szkół inteligencje emocjonalną, rozwój osobisty oraz psychologię pomogą rozwiązać problemy kobiet oraz mężczyźni będą w stanie sami sobie pomóc psychomentalnie.

  • Mam mieszane uczucia po tym teksie. Brawo za pracę, bo widać, że tekst dobrze przygotowany.

    Mam pytanie w jakim stopniu wg. ciebie IQ, czy też cechy Wielkiej Piątki determinują los jednostki, a na ile dana jednostka może się zmienić ciężką pracą itd.?

    • Cześć, tekst pisałem dość dawno, dlatego niedługo planuję go rozwinąć i doprecyzować kwestie potencjalnie sporne.

      Odnośnie Twojego pytania, nie da się na nie odpowiedzieć w tym kształcie, bo nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem “los”. Założę jednak, że chodzi Ci o uwarunkowanie genetyczne tj. klasyczny problem genów czy wychowania. Korelacja między IQ a ogólnie pojętym sukcesem (zawodowym, społecznym, rodzinnym, etc) wynosi ok. .36. Oznacza to, że istnieje cały szereg czynników poza IQ, które wpływają na sukces i do nich m.in. należałoby zaliczyć cechy charakteru.

      Na przykład statystycznie kobiety są bardziej ugodowe niż mężczyźni. Ugodowość ma ujemny wpływ na karierę zawodową i zarobki, co może tłumaczyć, dlaczego w niektórych zawodach kobiety zarabiają mniej niż faceci. Tłumaczy to również dlaczego 90% osób odsiadujących wyroki w więzieniach to faceci. Co ciekawe, ugodowość pod różnymi postaciami jest włączana w pulę cech osób “inteligentnych emocjonalnie”, więc jest tu ewidentna sprzeczność w danych psychometrycznych.

      Z sukcesem życiowym dobrze koreluje też sumienność (dotyczy z grubsza w równym stopniu obu płci) związana z samodyscypliną, kontrolą impulsów, ustalaniem i realizowaniem celów.

      Teraz odpowiadając na pytanie: o ile Twoje IQ nie jest zbyt niskie, to jesteś w stanie swoje cechy charakteru do pewnego stopnia kształtować. Oczywiście to wymaga świadomej i racjonalnej kontroli, więc bardziej niż o zmianę natury chodzi o jej kontrolę. Co jest do zrobienia, ale w zależności od poziomu IQ może przychodzić łatwiej lub trudniej (a poniżej pewnego poziomu jest niemożliwe do osiągnięcia).

      Ja np. z “natury” jestem nerwowy i kłótliwy. Wiem o tym, bo rzeczone zachowania wynikają ze spontanicznych reakcji na sytuacje. Zajęło mi wiele lat, zanim nauczyłem się kontroli tych impulsów i zaprocentowało mi to w życiu bardzo mocno, bo potrafię się z jednej strony dogadać z ludźmi, a z drugiej nie dać wejść sobie na głowę.