zimbardo

Czy eksperyment więzienny Zimbardo to bujda?

Każdy, kto interesuje się psychologią, przypuszczalnie słyszał o głośnym eksperymencie więziennym przeprowadzonym w 1971 roku na Uniwersytecie Stanforda przez światowej sławy prof. Zimbardo. Mimo że wyniki tego projektu nigdy nie doczekały się właściwej recenzji naukowej[1], to wdarły się do głównego nurtu psychologii uniwersyteckiej jako paradygmat postrzegania ludzkiej natury. Jednak dopiero niedawno, na skutek udostępnienia archiwów cyfrowych Zimbardo w internetowych repozytoriach Stanforda[2], okazało się, że słynny eksperyment w najlepszym wypadku z nauką miał niewiele wspólnego, a w najgorszym – był próbą stworzenia argumentu na poparcie tezy.

Stanford Prison Experiment

Ale od początku. W ramach projektu badawczego Zimbardo wraz ze swoimi studentami utworzyli pozorowane więzienie, w którym umieścili losowo podzielonych na strażników i więźniów ochotników. Po zaledwie pięciu dniach brutalność jednych i umęczenie drugich miały doprowadzić uczonych do przerwania doświadczenia (według założeń miało trwać 2 tygodnie). Tak Zimbardo opisywał zakończenie projektu na łamach The New York Times Magazine w 1973 roku[3]:

[…] Przestaliśmy mieć do czynienia z ćwiczeniem intelektualnym, w ramach którego testowano hipotezę w obiektywny sposób dyktowany przez kanony metody naukowej. Zostaliśmy schwytani w bóle teraźniejszości, cierpienie, potrzebę kontrolowania ludzi a nie zmiennych, eskalację siły i inne nieprzewidziane czynniki wybuchające wewnątrz nas i dookoła. […] Potencjalna wartość społeczna tego badania bierze się z niczego innego jak faktu, że zwyczajni, zdrowi, wykształceni młodzieńcy mogli się tak drastycznie przemienić pod wpływem instytucjonalnej presji „środowiska więziennego”. […] Patologia zaobserwowana w tym badaniu nie może być łączona z istniejącymi już różnicami osobowościowymi badanych, ponieważ wyeliminowaliśmy tę możliwość dzięki odpowiedniej selekcji i losowemu przydzielaniu ról. Nienormalne reakcje uczestników można najlepiej wytłumaczyć jako wynik ich dopasowania do środowiska wspierającego zachowania, które w normalnych warunkach określa się patologicznymi (lecz nie w więzieniu).

Innymi słowy, w opinii ówczesnego dr. Zimbardo, eksperyment więzienny z 1971 roku był „ćwiczeniem intelektualnym” opartym na obiektywnej metodzie naukowej, w wyniku którego zaobserwowano (wg polskiej Wikipedii udowodniono!) spontaniczną brutalizację i/lub wiktymizację badanych. Przez ‘spontaniczną’ należy tu rozumieć taką, która wynika z samego faktu przypisania konkretnej roli będącej częścią konkretnego środowiska, a nie np. osobowości, wartości, nacisku osób trzecich lub czynników zewnętrznych. To dość subtelne rozróżnienie pozwala autorowi dalej kreślić paralele między więzieniem a małżeństwem[3], ale mniejsza z tym.

Co się okazało? Jak wynika z nagrań i sprawozdań udostępnionych w repozytoriach Uniwersytetu Stanforda, strażnicy w pozorowanym więzieniu byli systemowo nakłaniani przez asystenta Zimbardo, Davida Jaffe’a, do zachowywania się jak ‘twardzi strażnicy’, aby pokazać światu, co się dzieje, kiedy strażnicy zachowują się w ten sposób…[4]. Jaffe pisze: Dr Zimbardo sugerował, że największym problemem będzie skłonienie strażników, aby zachowywali się jak strażnicy. Zostałem poproszony o wymyślenie taktyki na bazie moich wcześniejszych doświadczeń […] i zostałem odpowiedzialny za wywołanie zachowania ‘twardych’ strażników[5]. W trakcie eksperymentu, kiedy jeden ze strażników nie wykazywał zainteresowania tłumieniem rebelii, dr Zimbardo miał poprosić Jaffe’a o zaktywizowanie go do „częstszego udzielania się” w ramach działań strażników[5]. Co ciekawe, już (dopiero?) w 2005 roku Carlo Prescott, konsultant Zimbardo przy projekcie, który spędził 17 lat w więzieniu San Quentin za próbę morderstwa, pisał w Stanford Daily, że strażnicy pozorowanego więzienia wykorzystywali rozwiązania opisane przez niego w ramach rzeczonych „konsultacji”[6]. Tym bardziej zaskakujące jest twierdzenie Zimbardo, że to, co wydarzyło się w piwnicach Uniwersytetu Stanforda w 1971 było „spontanicznym” dostosowaniem się do „ról społecznych”.

Aby uzmysłowić sobie doniosłość tego wydarzenia, trzeba mieć świadomość, że „teoria” prof. Zimbardo powstała na podstawie tego badania nie tylko zbudowała jego niebywałą popularność i autorytet w świecie psychologii, ale co najciekawsze trafiła do światowych podręczników psychologicznych kształcących przyszłych psychologów. Czy mówi to cokolwiek na temat stanu współczesnej psychologii i nauk miękkich w ogóle?

Co na to prof. Zimbardo?

W magazynie internetowym Vox otrzymujemy od prof. Zimbardo następujące wyjaśnienia (fragmenty, pełny wywiad pod linkiem):

1/
Zimbardo: Sugerowanie strażnikowi, aby był ‘twardy’ nie oznacza sugerowania mu, aby był nikczemny, okrutny, sadystyczny, a wielu z nich takimi właśnie się stało z własnej woli odgrywając [ang. ‘playing’] rolę, która w ich mniemaniu odpowiadała strażnikowi więzienia.

2/
Brian (Vox): Czy jest możliwe, że niektórzy z więźniów tylko udawali rolę w eksperymencie? [ang. ‘acting’ mieszane jest w wywiadzie z ‘playing’ – oba wyrazy mają niemal jednakowe znaczenie, dlatego na korzyść Zimbardo uznaję, że ‘acting’ oznacza udawać, a ‘playing’ – wcielać się (nieświadomie) – czlowiek.info]
Zimbardo: Nie jest to możliwe.
Brian: Nie jest? Skąd wiesz?
Zimbardo: Ok, nie wiem tego. W sensie, zamknęli się w swoich celach, oderwali numerki, krzyczą i przeklinają strażników. Więc tak, faktycznie mogli tylko udawać rolę. Ale po co mieliby to robić? Co mieliby z tego mieć?

3/
Brian: Blum [krytyk Zimbardo] zacytował jednego z więźniów, Douglasa Korpiego, który miał załamanie nerwowe. Korpi powiedział Blumowi, że udawał. […]
Zimbardo: Brian, Brian, mówię ci, że wszystko, kurwa, co Blum pisze, to kłamstwa […] Nic, co Korpi powiedział Blumowi, nie ma w sobie nawet ziarna prawdy […] Teraz wstydzi się, że miał załamanie nerwowe…

4/
Brian: bez względu na to, czy strażnicy byli szkoleni, czy nie…
[Zimbardo przerywa, wymiana zdań]
Zimbardo: Strażnik, jeden strażnik, ok? Gdy mówisz ‘strażnicy’, wracasz do swojego wcześniejszego założenia, stajesz się jak Blum. Jeden strażnik był szkolony, aby być ‘twardym’ i koniec kropka.
[Czlowiek.info: zapiski Jaffe’a w repozytoriach Zimbardo mówią, że dr Zimbardo poprosił Jaffe’a o szkolenie strażników (w liczbie mnogiej)].

5/
Brian: […] Czy ten eksperyment powinien być traktowany jak zwykła anegdota? […] Czy uważasz, że ten eksperyment sam w sobie ma definitywną wartość naukową? Jeśli tak, jaka to wartość?
Zimbardo: to zależy, co rozumiesz pod pojęciem ‘wartość naukowa’. Od początku zawsze mówiłem, że to demonstracja. […] Nie spełnia wymogów tego, co rozumiemy przez ‘eksperyment’. To potężna demonstracja zjawiska psychologicznego…
[Czlowiek.info: w artykule z 1973 roku Zimbardo i jego asystenci pisali, że było to ćwiczenie intelektualne, w ramach którego testowano hipotezę w obiektywny sposób dyktowany przez kanony metody naukowej].

6/
Zimbardo: Dodam tylko jedną rzecz: wiele z klasycznych badań jest dzisiaj atakowanych… przez psychologów z różnych domen. Ciekawe dlaczego?

7/
Zimbardo: Dobra, ok. Nie, nie chce o nim rozmawiać w ogóle [o Aleksandrze Haslamie, psychologu, który próbował powtórzyć eksperyment Zimbardo w obiektywnych warunkach i otrzymał odmienne wyniki].
Brian: W skrócie więc, Haslam i jego współpracownicy twierdzą, że tożsamość społeczna jest bardzo silnym motywatorem. I przypuszczalnie ma większy wpływ niż czynniki sytuacyjne. Możliwe, że strażnicy w Twoim eksperymencie stali się okrutni, ponieważ Twój dozorca (Jaffe) użył swojego autorytetu do wzbudzenia w nich [takiej] tożsamości społecznej?
Zimbardo: Odrzucam tę możliwość. To ich [Haslama] sztuczka, próbują przepchnąć ten argument.

8/
Brian: Czy istnieje eksperymentalny dowód na potwierdzenie Twojej tezy?
Zimbardo: Tezy, że sytuacja może robić różnice?
Brian: Tak […]
Zimbardo: Nie przychodzi mi teraz nic do głowy…
Zawsze twierdziłem, że to interakcja. Jestem interakcjonistą. Mówiłem [w książkach], że to zawsze interakcja między tym, co ludzie wnoszą do sytuacji, czyli genetyka i osobowość, i co sytuacja wzbudza w Tobie, co oznacza społeczny/psychologiczny wpływ jakichś sytuacji na innych. I będę się tego trzymał, cała moja kariera od tego zależy [lub się na tym opiera].

Quo vadis, nauko?

Psychologia od wielu dekad zdominowana jest przez nazbyt pewnych siebie celebrytów, dla których nauka jest tylko szyldem firmującym skrojone na potrzeby publiki manipulacje, pseudo teorie, pozytywne czary-mary.

Nauka z opisanego powyżej przypadku prof. Zimbardo jest dość prosta, ale nieoczywista: ufanie ludziom emanującym niezachwianą pewnością siebie prowadzi na manowce. Będąc jednak realistą, nie mam wątpliwości, że skandal ten nie wpłynie w należytym stopniu na popularność profesora.

Bo w cywilizacji dobrego samopoczucia prawda nie interesuje nikogo.

___
Fot.
CC BY-SA 4.0
Plik:Philip Zimbardo.jpg
Utworzony: 25 Maj 2017
Autor: Elekes Andor

Bibliografia:
[1] Time to change the story. The British Psychological Society. Dostęp 30.06.2018 <https://thepsychologist.bps.org.uk/time-change-story>
[2] Philip G. Zimbardo papers, 1953-2004. SearchWorks catalog. Stanford Libraries. Dostęp 30.06.2018: <https://searchworks.stanford.edu/catalog?f%5Bcollection%5D%5B%5D=6022627>
[3] Zimbardo, P. G., Haney, C., Banks, W. C., & Jaffe, D. (1973, April 8). The mind is a formidable jailer: A Pirandellian prison. The New York Times Magazine, Sekcja 6, s. 38. <https://www.nytimes.com/1973/04/08/archives/a-pirandellian-prison-the-mind-is-a-formidable-jailer.html>
[4] Philip G. Zimbardo papers, 1953-2004. Stanford Digital Repository, Stanford University Libraries. Dostęp: 30.06.2018. <https://purl.stanford.edu/wn708sg0050>
[5] https://stacks.stanford.edu/file/druid:gg576zj2664/SC0750_s5_b09_f40.pdf
[6] https://stanforddailyarchive.com/cgi-bin/stanford?a=d&d=stanford20050428-01.2.24&e=——-en-20–1–txt-txIN——-#

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Dodaj komentarz