osobowość

“Najważniejsze to być sobą” – znasz tę wymówkę?

„Po prostu bądź sobą” – głosi jedna z popularnych recept na wszelkie przypadłości w relacjach międzyludzkich. „Bycie sobą” ma być gwarancją samoakceptacji, sukcesu i szczęścia. Oprócz bycia sobą, trzeba się nie przejmować tym, co sądzą inni, wszak z pewnością jesteś osobą wartościową i jeśli ktoś tego nie dostrzega, to znaczy, że ma oczy szeroko zamknięte. Bycie sobą pomoże Ci w pracy, w związku i w towarzystwie. Ot, cała filo… psychologia.

Pierwsze zatem pytanie, jakie powinno się nasunąć w przypadku tego zatrważającego komunału to „A co, jeśli jesteś idiotą i chamem?”. Czy zamiłowanie do noszenia tych samych skarpet przez tydzień w środku lata to jeszcze bycie sobą czy już niebyt? Czy popieranie miękkiej pedofilii mieści się w ramach bycia sobą? A może nadmierne obżarstwo, które grozi wrzodami żołądka i chorobą układu krwionośnego? Zaakceptujesz autodestrukcyjne zwyczaje swojego partnera? Przecież jest sobą.

W zasadzie nie musisz nic robić. Bądź sobą i wszystko samo się ułoży. Wartościowi ludzie polubią Cię za to, jaki jesteś, a nie za to, czy spełniasz ich oczekiwania. Jeśli nie potrafią Cię zaakceptować takim, jakim jesteś faktycznie, to zapewne nie zasługują na Twoje względy. Stąd już niedaleko do najwybitniejszej z porad: jeśli nie potrafisz mnie znieść, gdy jestem najgorsza, to już na pewno nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.

Jestem, więc jestem

Pojęcie osobowości jest szerokie jak biodra Kim Kardashian, więc nie będziemy wchodzić w wir terminologicznych rozważań. Dość powiedzieć, że wypadkową tych definicji jest całokształt względnie stałych cech charakterystycznych dla danej osoby, mechanizmów regulujących zachowania oraz wynikająca z ich kombinacji unikatowość jednostki. Czyli obiektywnie rzecz biorąc każdy z nas jest względnie wyjątkowy na swój sposób i to zupełnie bez względu na to, jak bardzo wydajemy się sobie przaśni i nijacy.

O tym, z jakiej gliny jesteśmy ulepieni, decydują:
a) geny, czyli spuścizna po naszych rodzicach i przodkach;
b) czynniki środowiskowe, czyli wychowanie i wpływ otoczenia.

Innymi słowy – nic, na co byśmy mieli szczególny wpływ, bo geny dostajemy w prezencie, a po odejściu od kasy reklamacji podobno nie uwzględnia się, natomiast środowisko, jeśli już zdecydujemy się zmienić, to robimy to długo po tym, jak nasza osobowość jest już ukształtowana. Czy osobowość można zmienić jest kwestią dyskusyjną i najczęściej wszystko sprowadza się do definicji, których jest na pęczki.

Jeśli z kolei założymy, że osobowość jest niezmienna, to wszystko, na co mamy realny wpływ, to próba ociosania już ukształtowanej bryły. Owe ociosywanie to właśnie praca nad sobą, która stoi w sprzeczności z tytułowym sformułowaniem, że najważniejsze jest być sobą. Oczywiście można próbować tworzyć bardzo złożone konstrukcje uzasadniające, że można się nie zmieniać i jednocześnie pracować nad sobą, jednak prędzej czy później uderzymy w ścianę paradoksu i niedorzeczności.

Bo, po pierwsze, jak stwierdzić, czy próba zmiany swoich zwyczajów jest motywowana naszą realną potrzebą czy presją środowiska? Jeśli dojdziemy do wniosku, że jednak presją środowiska, to w jaki sposób pogodzimy to z faktem, że środowisko miało zdecydowany wpływ na ukształtowanie naszej osobowości w dzieciństwie? Poza tym w jakim wieku jesteśmy już ukształtowani na tyle, aby móc stwierdzić, że już „jesteśmy sobą” i każda dalsza zmiana to ingerencja we własne jestestwo?

Duszne wnętrza ego

Podążając za pięcioczynnikowym modelem osobowości, który może idealny nie jest, ale jest, na naszą osobowość składa się pięć czynników, których odcienie to my w pełni swej wyjątkowości (lub nijakości jak kto woli):
1) przystosowanie emocjonalne,
2) poziom (jakość i ilość) aktywności społecznej,
3) otwartość na doświadczenie,
4) nastawienie do innych,
5) zorganizowanie.

Każdy z wymienionych czynników ma dwa ekstrema i optimum. Optimum nie wskażę, natomiast ekstrema są dość oczywiste: altruizm kontra antagonizm, empatia vs. psychopatia, ciekawość poznawcza i strach poznawczy, etc. Teraz wyobraźmy sobie hipotetyczną osobę, której osobowość to konstelacja samych ekstremów, czyli – agresywny psychopata unikający świata zewnętrznego przejawiający inklinację do surowego perfekcjonizmu i nieuzasadnionego krytycyzmu wobec innych. Czy takiej osobie powiemy, aby była sobą i nie przejmowała się opinią innych?

Ale nawet w lżejszych przypadkach, czy roztrzepanie, nieuwaga lub nieśmiałość utrudniająca próby nawiązania kontaktu z nowymi osobami powinny znaleźć się w nienaruszalnym repertuarze naszych cech osobowościowych? Czy dla własnego dobra lub luźno rozumianego szczęścia nie byłoby rozsądniej przynajmniej spróbować poprawić swoje zdolności organizacyjne w pracy czy podreperować śmiałość wobec nieznajomych?

Nie oznacza to rzecz jasna, że powinniśmy przejmować się wszystkim, co mówią o nas ludzie. W tym sensie faktycznie lepiej być sobą, czyli nie dać Cię zaszczuć zewnętrzną krytyką lub godzić się na szantaż emocjonalny. Zmiana mimo wszystko wymaga czasu i powinna odbywać się na naszych warunkach.

Życie, życie jest nowelą

Życie, jeśli nie ma być tylko byciem, to musi być ciągłym stawaniem się. Każdego dnia, w każdej chwili, w każdej sytuacji. To jednak wymaga zdrowego samokrytycyzmu i gotowości do zmiany. Relacje międzyludzkie to bowiem ciągłe negocjowanie granic, a nie ustalanie nienaruszalnego status quo.

Sobą w 100% możemy być co najwyżej w domu, ale i to tylko wówczas, gdy mieszkamy sami. Wychodząc na ulicę po bułki zakładamy maskę sąsiada. Idąc do pracy – ukrywamy wszystko, co może potencjalnie wpłynąć ujemnie na nasz sukces zawodowy. Wpuszczając do swojego życia drugą osobę bierzemy poprawkę na jej potrzeby i staramy się wypracować kompromis. Jeśli tego nie robimy, prędzej czy później utracimy jedno i drugie. I nie zawsze strata ta będzie mieć wymiar materialny, fizyczny, namacalny.

Przyjęcie postawy, o której tu rozprawiam, jest zatem wygodną wymówką. Usprawiedliwieniem bezczynności, rezygnacją z próby podjęcia wyzwania, lenistwem. Zdrowe relacje z innymi zawsze wymagają autorefleksji, wyciągania wniosków i dystansu, a bardzo często też zmiany swoich przyzwyczajeń.

I bez względu na to, jak wiele zmienisz w swoim życiu, to nadal będziesz sobą.

Tylko trochę mądrzejszym.

Czy ten artykuł był przydatny?

Podziel się oceną! 🙂

Ocena: / 5. Głosów:

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Komentarze