czlowiek.info

Jak rozmawiać o aborcji?

“Kryzysy aborcyjne” w Polsce wybuchające w przestrzeni publicznej z zatrważającą regularnością i imponującą siłą dobitnie pokazują, że bez wspólnego języka opisującego rzeczywistość zbudowanie zdrowego społeczeństwa obywatelskiego i silnej demokracji nie jest możliwe.

Aby taki wspólny język miał rację bytu, musi być językiem obiektywnym, oderwanym od emocji, gdyż język emocji jest zawsze subiektywny i gwałtowny. A do czego prowadzą emocje – wszyscy widzimy.

O ile w tym konkretnym wypadku emocje zbyt często podszyte są polityczną machinacją i wygodnie jest przerzucać całość odpowiedzialności za to, z czym się mierzymy, na jedną lub drugą władzę, to warto sobie uświadomić, że władza, jaka by ona nie była, jest zawsze odbiciem kondycji duchowej ludu.

A z tą nie jest u nas najlepiej.

Pozytywna zmiana społeczna musi więc wynikać z oddolnej, nieprzymuszonej woli każdego z nas do poszukiwania i pielęgnowania tego, co nas łączy. Podziałów nie trzeba poszukiwać – same się unaoczniają i bez naszego wsparcia. Nie jest też możliwe, aby wszystko zawsze nas łączyło. Zresztą, zdrowe społeczeństwo to nie takie, gdzie wszyscy się ze sobą zgadzają, bo wtedy zachodzi słuszne podejrzenie, że nie tylko nie jest zdrowe, ale przede wszystkim nie jest wolne.

Zdrowe i wolne społeczeństwo jest wtedy, gdy wobec mnogości światopoglądowej, potrafimy znaleźć wspólny język i zgodzić się na rozwiązania optymalne. Nie idealne. Optymalne.

Poniższy tekst jest próbą uporządkowania języka debaty na temat aborcji.

Jak kulturalnie dyskutować?    

Aby prowadzić kulturalny i rozumowy spór światopoglądowy, trzeba zgodzić się co do jakichś metod. W zakresie wnioskowania mamy na przykład trzy podstawowe: wnioskowanie dedukcyjne, wnioskowanie indukcyjne oraz argumentum bo tak uważam.

Trzecią metodę „z urzędu” odrzucamy jako bezrozumną i niecywilizowaną. Pozostają więc dwie, z czego pierwsza daje najlepsze rezultaty w odniesieniu do wiarygodności wnioskowania.

Aby dyskusja była owocna, musimy zgodzić się też co do jakichś przesłanek na temat rzeczywistości np. definicji pojęć. Jeśli z dowolnych przyczyn nie jest to możliwe (bo np. strony preferują trzecią metodę argumentacji), to racje dochodzone są przemocą – siłą roszczenia tłumu lub zasięgiem armat. Cywilizowany spór wymaga więc swobodnego i rozumowego, a nie siłowego lub emocjonalnego, podważenia przesłanki lub wykazania błędu w rozumowaniu.

Wola zapoznania się […] z cudzym stanowiskiem jest w nauce, a zwłaszcza filozofii, pierwszym warunkiem wyzwolenia się od własnych przesądów i uprzedzeń, ale zarazem jest też pierwszym warunkiem prawa domagania się, by nasze stanowisko zostało w równie swobodny sposób zrozumiane i przemyślane, jak prawo do tego ma stanowisko cudze. Dopóki nie ma spełnienia tego warunku, tak długo też nie ma dyskusji swobodnej. Dopóki – innymi słowy – nie ma woli współpracyna równych prawach i przy równym wysiłku i równej rzetelności – przy zdobywaniu wiedzy czy wyzwalaniu się od błędów własnych, dopóty nie ma mowy o zrealizowaniu dyskusji naprawdę wolnej i dopóty wszelka dyskusja nie jest właściwie potrzebna, bo jest tylko pozorna – wyjaśnia Ingarden[1].

W przypadku sporu o aborcję głównym (ale nie jedynym) problemem jest odpowiedź na pytanie, kiedy zaczyna się życie ludzkie. Jeśli nie jesteśmy w stanie zgodzić się co do tak podstawowej przesłanki, wówczas dalszy spór nie tylko nie jest możliwy, ale nie ma po prostu żadnego sensu.

Na szczęście, pytanie o życie ludzkie jest pytaniem ściśle naukowym, a odpowiedź na nie jest wystarczająco precyzyjna.

Kiedy zaczyna się ludzkie życie?

Z naukowego punktu widzenia, w wyniku zapłodnienia dochodzi do powstania nowego, unikalnego genetycznie, indywidualnego, żywego organizmu ludzkiego z 46 chromosomami, rozpoczynającego swój cykl życia od jednokomórkowej embrionalnej zygoty ludzkiej, przez okres niemowlęcy, aż do starości, kiedy następuje zakończenie cyklu[2][3][4][5][6][7][8][9][10].

W procesie zapłodnienia plemnik i komórka jajowa przestają istnieć jako takie i powstaje nowy, unikalny genetycznie człowiek o ściśle określonym cyklu rozwojowym. O embrionie należy myśleć tak, jak myślimy o niemowlęciu w kontekście osoby dorosłej.

Z ontologicznego punktu widzenia można próbować dowodzić, że do ok. 14-go dnia od zapłodnienia embrion nie może (względnie nie powinien) być traktowany jako unikalna osobowość, ponieważ wcześniej nie jest jeszcze pewne, czy w ogóle powstanie osobowość biologiczna (czy dojdzie do zagnieżdżenia), a jeśli tak, to czy będzie to jedna osobowość, czy więcej (np. bliźniaki)[11].

Jednak po tym czasie bardzo trudno jest w świetle faktów naukowych bronić twierdzenia, że nadal mamy do czynienia z zaledwie przypadkowym zlepkiem komórek. Chociaż i wtedy owy “zlepek” nie jest przypadkowy, ponieważ z punktu widzenia celowości, jest to już osobny organizm o ściśle określonym przyszłym rezultacie rozwojowym (czyt. jeśli wyjdzie z macicy i nie potrąci go autobus lub nie powali arteroskleroza, to dożyje późnej starości i umrze).

Zupełnie innym pytaniem jest, kiedy zaczyna się osoba. Problem w tym, że nie jest to pytanie naukowe i nie można na nie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Jeśli nie można na nie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny, to nie powinno się stosować go jako przesłanki do dalszej dyskusji na temat aborcji i praw człowieka w ogóle.

Dlaczego? Przede wszystkim, aby uniknąć problematycznych twierdzeń, że człowiek (osoba) zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ukształtuje się układ nerwowy, mózg lub inny narząd albo gdy dziecko wyjdzie z macicy i zacznie podejmować autonomiczne, racjonalne decyzje.

Każdy z argumentów opartych na zdolności człowieka do czegoś, np. myślenia, odczuwania emocji, bólu lub podejmowania decyzji, rozbija się o rzeczywistość osób w śpiączce, chorych na Alzheimera, starych, upośledzonych, dzieci poniżej 18. roku życia itd.

Zatem, jeśli upieramy się, że życie ludzkie nie zaczyna się od zapłodnienia, to musimy dostarczyć lepszych dowodów na to, że zaczyna się w innym momencie. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zrobić, uczciwość intelektualna wymagałaby albo przyjęcia istniejącego materiału dowodowego (ze świadomością wszelkich jego ewentualnych wad), albo zawieszenia sądu i wstrzymania się od uczestnictwa w sporze.

Póki co, nie wydaje się, aby lepsze dowody mogły być dostarczone (chociaż chętnie je przeanalizuję, jeśli istnieją), szczególnie że wśród biologów zdaje się panować większościowy konsensus, że życie ludzkie w istocie zaczyna się od zapłodnienia[12]. (Aczkolwiek osobiście nie jestem wielkim fanem argumentów “konsensualnych”, bo większość może być w błędzie).

Podsumowując, jeśli zgodzimy się co do prawdziwości pierwszej przesłanki, tj. że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, wówczas konieczne jest ustalenie, czy każde życie ma równą wartość. I to będzie nasza druga podstawowa przesłanka w dyskusji.

Czy każde życie ludzkie ma równą wartość?

Nauka nie może udzielić odpowiedzi na to pytanie, ponieważ jest to pytanie ze świata wartości, a więc odpowiedzi możemy poszukać jedynie w filozofii.

Odpowiedzi w zasadzie są dwie:

  1. każde życie ma równą wartość,
  2. nie każde życie ma równą wartość.

Druga odpowiedź generuje nowy problem: otóż kto i na jakiej zasadzie decyduje, jaką wartość ma konkretne życie. Ponieważ nie da się tego problemu rozstrzygnięć w sposób obiektywny, to zupełnie racjonalnym jest uznanie wyższości pierwszego stanowiska, tzn. że każde życie ma równą wartość.

Zauważmy, że jest to pewna deklaracja, która nie może być inna, jeśli chcemy uniknąć sytuacji, w której osoba trzecia decyduje o naszym dostępie do tzw. niezbywalnych praw ludzkich. Można bowiem dowodzić, że osoba, która dobrowolnie zrzeknie się tych praw, może zostać wyłączona z dyskusji. Aby więc dyskusja jako taka była możliwa, uczestnicy muszą mieć równy status jako ludzie.

A z bardziej życiowych przyczyn, ja np. nie chciałbym, aby ktoś decydował o tym, jaką wartość ma moje życie i porównywał wartość mojego życia do wartości życia innej osoby, a później na tej podstawie decydował, czy wolno mi żyć. Podejrzewam, że nikt tego nie chce.

Mamy więc dwie podstawowe przesłanki, na podstawie których możemy toczyć dalszą cywilizowaną dyskusję:

  • Życie ludzkie zaczyna się od poczęcia.
  • Każde życie ludzkie ma jednakową wartość.

Przejdźmy więc do kluczowego problemu.

Czy aborcja powinna być dozwolona?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, konieczne jest ustalenie dalszych przesłanek, na bazie których możemy wyciągnąć logiczny wniosek. W tym celu zadamy sobie szereg kolejnych pytań.

Czy życie ludzkie powinno podlegać ochronie prawnej?

Odpowiedź nasuwa się sama: w interesie każdego zdrowo myślącego człowieka powinno być, aby jego życie podlegało ochronie prawnej. W przeciwnym wypadku ta dyskusja nie miałaby sensu, ponieważ w dowolnej chwili można by odebrać prawo do życia osobie o odmiennych poglądach. Po co dyskutować skoro rozmówca nie jest nam równy?

Jeśli zgodzimy się w tym punkcie, to nasuwa się kolejne pytanie:

Czy każde życie ludzkie powinno podlegać ochronie prawnej?

Jeśli zgodzimy się, że każde życie ludzkie ma jednakową wartość, to wówczas musimy zgodzić się, że każde życie powinno podlegać ochronie prawnej.

Na podstawie powyższych przesłanek musimy dojść też do logicznego wniosku, że ochrona prawna życia ludzkiego powinna zaczynać się od poczęcia. Biorąc pod uwagę, że nasza pierwsza podstawowa przesłanka ma charakter naukowy, to nie możemy przypisać powyższemu wnioskowi charakteru religijnego, teologicznego itd.

Jest to wniosek stricte rozumowy.

Można w tym momencie próbować wykazać, że życie ludzkie nie jest jeszcze wystarczające dla istnienia podmiotowości moralnej, ale czyniąc to wpadniemy w sidła relatywizmów, bo nie da się aktualnie obiektywnie wykazać, kiedy zaczyna się osoba. Wobec wątpliwości, do momentu znalezienia lepszych dowodów, należy sądzić na korzyść “oskarżonego” i uznać, że osoba zaczyna się wtedy, gdy zaczyna się unikalne, indywidualne życie ludzkie.

A zatem, czy aborcja powinna być dozwolona?

Spójrzmy na zgromadzona przesłanki.

  1. Życie ludzkie zaczyna się od poczęcia.
  2. Każde życie ludzkie ma jednakową wartość.
  3. Każde życie ludzkie podlega ochronie prawnej.
  4. Aborcja to przerwanie życia ludzkiego.

Bazując na powyższych przesłankach należy uznać, że z punktu widzenia prawa i etyki aborcja nie powinna być dozwolona.

Nie jest to moja opinia; jest to logiczny wniosek wynikający z przyjętych przesłanek. Jeśli chcielibyśmy, aby wniosek był inny, to musielibyśmy zmienić którąkolwiek z przesłanek. Jednak każda taka zmiana pociągnęłaby za sobą konsekwencje, których prawdopodobnie nie chcemy.

Np. jeśli nie każde życie ludzkie podlega ochronie prawnej, to co stoi na przeszkodzie, aby Twoje życie wyjąć spod tej ochrony? Co stoi na przeszkodzie, aby zapostulować, iż mój niewolnik to mój wybór? Kto chce mieć niewolnika, to niech ma! Albo, kto chce odebrać drugiej osobie życie, to niech odbiera. Przecież “prawo nie powinno regulować moralności”.

Jeśli z kolei uznamy, że aborcja nie jest przerwaniem życia ludzkiego, to siłą rzeczy odpada nam pierwsza przesłanka i musimy wykazać, kiedy owe życie się zaczyna.

Czy istnieją jakieś inne przesłanki, z których możemy wydedukować sytuacje wyjątkowe ograniczające skutki praktyczne powyższego wniosku, że aborcja nie powinna być dozwolona?

Np. czy dopuszczalne jest przerwanie ludzkiego życia, aby chronić inne ludzkie życie?

Mamy tu ewidentnie do czynienia z sytuacją konfliktową, w której na szali znajdują się dwie równoważne wartości. W takim wypadku zasadne wydaje się uchylenie przesłanki bezwzględnie zakazującej przerywanie życia ludzkiego, jeśli w wyniku uchylenia możemy uratować inne życie ludzkie. Dotyczy to zarówno sytuacji zagrożenia życia matki, jak i obrony własnej np. podczas napaści.

Wiemy już, że wychodząc z podstawowych przesłanek aborcja nie powinna być dozwolona z pewnymi jednak wyjątkami. Pytanie, czy istnieją jeszcze inne wyjątki, które należałoby wziąć pod uwagę?

Sytuacje sporne w kontekście aborcji

Sytuacje sporne mogą wynikać z różnych hierarchii wartości, z różnych wag nadawanych poszczególnym wartościom czy z różnego rozumienia pojęć podstawowych.

Sprawa np. komplikuje się, gdy mówimy o ciąży z gwałtu oraz ciąży z podejrzeniem uszkodzenia płodu.

W pierwszym przypadku słusznym wydaje się argument, że nie jest winą dziecka, iż zostało poczęte w akcie zabronionym. Z punktu widzenia nowego życia (dziecka), okoliczności jego narodzin są drugorzędne. Jednak z punktu widzenia matki, w wyniku przymusowego zapłodnienia została ona pozbawiona prawa do wolności i godności, które, w zależności od przyjętego światopoglądu, można uznać za równorzędne prawu do życia. Czy należy, to zupełnie inna dyskusja.

(Osobiście zawieszam osąd w tej sprawie, ponieważ pojęcie “godności” budzi we mnie nierozstrzygalne wątpliwości. Jeśli zawieszam osąd, to staram się nie narzucać nikomu swojej niepewności).

Jakby nie było, sytuacja jest tragiczna, ponieważ zachowanie ciąży wymagałoby od kobiety bohaterstwa związanego z dobrowolnym poniesieniem psychologicznych, materialnych i egzystencjalnych konsekwencji przymusowego ograniczenia jej prawa do wolności i godności. Heroizmu nie można prawnie wymagać od ludzi, więc zasadne wydaje się pozostawienie decyzji o doniesieniu ciąży sumieniu kobiety.

Jeszcze więcej komplikacji pojawia się w przypadku podejrzenia o ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniu płodu, ponieważ przepisy jasno nie precyzują, czym jest owe „ciężkie uszkodzenie”.

W praktyce wygląda to tak, że w 2019 roku w Polsce przeprowadzono 1110 zabiegów legalnego przerwania ciąży, w tym aż 1074 z powodu podejrzenia ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Najczęstszym rozpoznaniem (435 przypadków) był zespół Downa, w 88 – trisomia 13 lub trisomia 18 ze współistniejącymi wadami somatycznymi, a w 60 przypadkach – trisomia 13 lub trisomia 18 bez współistniejących wad. Pozostałe rozpoznania to m.in. zespoły genetyczne z obrzękiem płodu i zespół Turnera ze współistniejącymi wadami somatycznymi[13].

Zgodnie z drugą przesłanką, to jest, że każde życie ma równą wartość, nie ma znaczenia, czy płód posiada wady genetyczne. Aborcja jest więc nadal niedopuszczalna. Uchylenie tej przesłanki i umożliwienie aborcji wymaga więc znalezienia innej przesłanki wynikającej z jakieś wartości lub jakiegoś dobra o równej wadze. I bynajmniej nie chodzi tu o wymyślanie na siłę jakichś sytuacyjnych wyjść awaryjnych i fikcyjnych wartości, które pozwalają na uzasadnienie każdej zachcianki. (To, niestety, i tak już się dzieje).

Jeśli np. dziecko poczęte nie jest zdolne do egzystencji po urodzeniu, bo np. nie posiada mózgu, wówczas można się pokusić o przesłankę umożliwiającą aborcję, zgodnie z którą zdrowie psychiczne matki lub rodziców jest ważniejsze (tzn. ma większą wartość) od przedłużania za wszelką cenę życia istoty, która na pewno nie przeżyje.

Zaznaczam, ‚na pewno’ a nie z ‚dużym prawdopodobieństwem’. Duże prawdopodobieństwo nie jest pewnością i nie należy stosować wobec niego tego samego kryterium co wobec pewności. To tak, jakby zastosować krzesło elektryczne na podstawie podejrzenia. Skutki błędu są nieodwracalne.

Ciężko natomiast, w mojej ocenie, znaleźć uczciwą przesłankę, na podstawie której należałoby dopuścić aborcję z powodu rozpoznania zespołu Downa. Biorąc pod uwagę, że osoby z zespołem Downa potrafią dożyć starości we względnym zdrowiu prowadząc jednocześnie wartościowe życie, nierzadko wzbogacające społeczeństwo i człowieczeństwo jako takie, to odmawianie im narodzin z tytułu wady genetycznej wiąże się z odmówieniem im równej wartości ich życia.

Innymi słowy, jeśli godzimy się na aborcję dzieci z zespołem Downa, musimy zgodzić się, że nie każde życie ma równą wartość. Włącznie z naszym własnym. Zawieszamy więc drugą przesłankę bez wystarczająco silnego uzasadnienia.

Z drugiej strony jest też szereg wad genetycznych, z którymi, pomimo niewątpliwego heroizmu posiadanego przez wiele matek i wielu ojców, bardzo ciężko przejść do porządku dziennego. Osobiście nie wiem, co zrobiłbym w sytuacji, gdyby okazało się, że moje dziecko urodzi się np. z cyklopią. Podejrzewam, że mógłbym umrzeć z żalu zanim to dziecko przyjdzie na świat. I mimo że moje uczucia nie mają w tym wypadku znaczenia, to w takiej sytuacji chciałbym mieć jakiś wybór. Beznadziejny, ale jednak wybór.

Co, w mojej ocenie, nadal nie zmienia faktu, że aborcja nie jest ok i bez względu na to, z jakim uszkodzeniem płodu mamy do czynienia, to nadal mamy do czynienia z unikalnym życiem ludzkim, które kiedyś mogłoby mieć na imię Kasia, Basia lub Adaś.

Inne aspekty sporu o aborcję

Największym grzechem współczesnej debaty na temat aborcji jest zbytnie poleganie na prostych diagnozach i prostych rozwiązaniach. Slogany typu „stop cywilizacji śmierci”, „moje ciało, mój wybór” czy „aborcja na życzenie” nie tylko nie poprawiają naszej sytuacji społecznej, ale też w żadnym stopniu nie zwiększają sumy naszego człowieczeństwa.

Bo czy „zatrzymanie cywilizacji śmierci” powinno wynikać z totalistycznych zakazów pozbawiających obywatela jakiejkolwiek odpowiedzialności za siebie i społeczeństwo? Czy przed całkowitym zakazem aborcji nie należałoby wpierw upewnić się, że w zakresie człowieczeństwa stajemy na wysokości zadania względem tych, którzy zdążyli się już urodzić?

Z drugiej strony kto dał komukolwiek prawo decydować, czy niekochane dzieci chcą żyć? Może sieroty będą mieć więcej woli do czynienia dobra niż ci, którzy chętnie zarządziliby im z urzędu wygaszenie życia? Skąd pomysł, że życie nie jest wartościowe samo w sobie, nawet jeśli jest trudne, bolesne i czasem beznadziejne? Co mają myśleć ci wszyscy, którzy bohatersko poświęcili się potrzebującym? Że są frajerami, bo mogli sobie kupić większe mieszkanie?

Prof. Piotrowski, w jednej ze swoich wypowiedzi na temat bieżącego sporu konstytucyjnego, tak odnosi się do kwestii aborcji z przyczyn społecznych: „Trudno mi też wyobrazić sobie w obecnym stanie zgodę na aborcję z przyczyn społecznych, np. dlatego że kobieta nie ma pieniędzy na utrzymanie dziecka. To byłaby klęska państwa, cywilizacji i porządku prawnego. Moim zdaniem słusznie, że ta przesłanka została wyeliminowana, ale to jest pogląd oparty na założeniu, że państwo istnieje po to, żeby pomagać słabszym. Bo przecież po to zostało wynalezione. Aby chronić ludzi przed różnymi klęskami, przed nimi samymi, a słabszych ze względu na potrzebę respektowania człowieczeństwa”.[14]

Na zakończenie to, w jaki sposób rozmawiamy o aborcji, świadczy o tym, jaki mamy stosunek do człowieczeństwa. Dewaluacja życia, jakie by ono nie było, może skończyć się tym, że za chwilę dla wygody będziemy utylizować starszych, chorych i niedołężnych (a może już to robimy?). Bo zajmują przestrzeń. A później dziewczynki, rudych i gejów. Bo każdy powinien mieć wolny wybór, czy życzy sobie potomka posiadającego jeden z wymienionych “parametrów”.

Zdjęcie autorstwa Leah Kelley z Pexels

___

[1] https://filozofuj.eu/roman-ingarden-o-dyskusji-owocnej-slow-kilka/
[2] Ventura-Juncá, Patricio, & Santos, Manuel J. (2011). The beginning of life of a new human being from the scientific biological perspective and its bioethical implications. Biological Research, 44(2), 201-207.
[3] Carlson Bruce M. 1996. Patten’s foundations of embryology. 6th ed. New York: McGraw-Hill.
[4] Greenhill J.P., and Freidman E.A.. 1974. Biological principles and modern practice of obstetrics. Philadelphia: W.B. Saunders Publishers.
[5] Langman Jan. 1975. Medical embryology. 3rd ed. Baltimore: Williams and Wilkins.
[6] Moore Keith L., and Persaud T.V.N.. 1993. Before we are born: Essentials of embryology and birth defects. 4th ed. Philadelphia: W.B. Saunders Company.
[7] O’Rahilly, Ronan, and Müller, Fabiola 1996. Human embryology and teratology. 2nd ed. New York: Wiley-Liss.
[8] Austriaco Nicanor. 2002. On static eggs and dynamic embryos: a systems perspective. National Catholic Bioethics Quarterly 2, no. 4: 659–83.
[9] Condic Maureen. 2008. When does human life begin? A scientific perspective. Westchester Institute White Paper Series, Vol 1.
[10] Scarpelli EM. Personhood: a biological phenomenon. J Perinat Med. 2001;29:417–426.
[11] Kurjak, A., & Tripalo, A. (2004). The facts and doubts about beginning of the human life and personality. Bosnian journal of basic medical sciences, 4(1), 5–14.
[12] https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=3211703
[13] https://wiadomosci.onet.pl/kraj/aborcje-ministerstwo-zdrowia-podaje-liczbe-wykonanych-zabiegow-w-2019-r/z2wc0vz
[14] https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1494943,trybunal-konstytucyjny-wyrok-aborcja-prof-ryszard-piotrowski.html

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Psycholingwista specjalizujący się w technikach obrony przed manipulacją, perswazją i propagandą. Zawodowo - ekspert marketingu cyfrowego. Zadeklarowany racjonalista, sceptyk i niezadeklarowany stoik. Ukończył językoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

1 komentarz

  • Po pierwsze: “Heroizmu nie można prawnie wymagać od ludzi, więc zasadne wydaje się pozostawienie decyzji o doniesieniu ciąży (z gwałtu – dop. mój) sumieniu kobiety.” to mnie nie przekonuje wogóle. Odbieramy w ten sposób wszelkie prawa i godność dziecku ze względu na okoliczności poczęcia. Nikt z nas nie wie czy nie został poczęty w okoliczności gwałtu np. w małżeństwie (tak, tak, niestety podobno nie są to rzadkie przypadki). Pozostawianie tego “sumieniu kobiety” w sytuacji gdy przeżywa traumę po gwałcie i ma mało czasu na podjęcie decyzji o tym czy pozwolić żyć czy nie poczętemu dziecku jest delikatnie mówiąc nierozważne – w takich warunkach nie jest się w stanie myśleć racjonalnie.
    Po drugie: “Jeśli np. dziecko poczęte nie jest zdolne do egzystencji po urodzeniu, (…) można się pokusić o przesłankę umożliwiającą aborcję, zgodnie z którą zdrowie psychiczne (…) jest ważniejsze (…) od przedłużania za wszelką cenę życia istoty, która na pewno nie przeżyje.” – zupełnie się z tym nie zgadzam. Primo – nikt z całą pewnością nie wie i wiedzieć nie będzie, czy dane dziecko umrze przed, w trakcie, po porodzie 10 min, 1 h, 5h itd. To tak jakbyśmy się zabili nawzajem, bo też nie wiemy czy pożyjemy jeszcze godzinę czy więcej. Secundo – nie można nazywać pobytu dziecka w łonie matki przedłużaniem jego życia za wszelką cenę, kiedy przecież nie jest podłączone do żadnej aparatury podtrzymującej życie. Tertio – pisanie, że zabicie chorego dziecka w łonie matki jest lepsze dla zdrowia psychicznego matki niż jego urodzenie i pozwolenie mu odejść w swoim czasie świadczy o tym, że autor dał się zmanipulować narracji, że zabijanie jest aktem miłosierdzia i łaską dla kobiety. To niebezpieczne myślenie i całkowicie błędne. Zachęcam do zapoznania się z licznymi świadectwami kobiet, które miały możliwość godnie pożegnać swoje nowonarodzone dzieci.