pani w maseczce

COVID19: Zrozumieć polską rzeczywistość [opinia]

Tak jak zima co roku zaskakuje kierowców, tak COVID-19 na jesień zaskoczył rządzących. Mieliśmy pół roku na przygotowanie służby zdrowia i narodu na kolejne starcie z wirusem.

Oczywiście nie zrobiliśmy w tej sprawie nic. A przynajmniej nic znaczącego.

Opinia publiczna, bo jakże inaczej, podzieliła się na dwa obozy: pierwsi dryfują w przestworzach na “plandemicznym” wyparciu; drudzy – brodzą po uszy w obostrzeniowym czarnoksięstwie. Dla jednych problemu nie ma, a dla drugich nie ma innych problemów.

Niestety, pudrowanie trupa wznieca fetor, a gusła – stosy.

Czy jest problem?

Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie korzystając z tak zwanego “chłopskiego rozumu”.

Jest.

Skąd to wiadomo?

Bo w pierwszej fali (marzec – kwiecień 2020) ogólna śmiertelność wśród 24 badanych krajów Europy (brak m.in. Polski) wzrosła w stopniu co najmniej zauważalnym. (Na świecie wcale nie było lepiej).

nadmiar śmiertelności w Europie
Źródło: euromomo.eu
nadmierna liczba zgonów w Europie
Źródło: euromomo.eu

Amerykańscy uczeni wykazali, że 100% ludzi w końcu umiera. Problem pojawia się wtedy, gdy umierają za szybko. Z powyższych wykresów widać, że mieliśmy do czynienia z takim właśnie wydarzeniem.

No więc pomór w Europie ewidentnie miał miejsce.

Dlaczego owy wzrost jest problemem? Ponieważ służby zdrowia nie są dostosowane do obsługi tak gwałtownych skoków liczby pacjentów. Szczególnie w przypadku choroby, na którą nie ma lekarstwa.

Aby to obsłużyć, potrzebny jest czas na dostosowanie możliwości do potrzeb. Niektórzy ostatnie 6 miesięcy wykorzystali, aby to zrobić, a inni – nie. Ci, którzy tego nie uczynili, mogą spodziewać się ciężkiej jesieni, zimy i wiosny.

I Polska należy do tego grona.

Co takiego dzieje się w Polsce? I skąd to wiadomo?

Najprostszym sposobem jest przeanalizowanie danych rządowych. Kiedy wrzucimy je na wykres, wyjdzie takie oto coś:

liczba testow covid
Źródło: czlowiek.info na podstawie danych z Ministerstwa Zdrowia

(Dane mogą być niedokładne i wadliwe, a nawet w jakimś stopniu zmanipulowane, jednak nic nie wskazuje na to, że są całkowicie sfabrykowane, ponieważ nie odstają znacznie od danych globalnych. Innymi słowy – tendencja, którą wskazują, wydaje się wiarygodna).

Wykres mówi, jaki procent przebadanych osób miało infekcję SARS-CoV-2. Widać, że liczba testów od końca sierpnia jest względnie stała, natomiast wzrost zakażeń w puli przebadanych jest gwałtowny.

Gwałtowny.

A mamy dopiero połowę października. Może to oznaczać, że jeśli nie będzie ostrej zimy, tylko przysłowiowa ciapa-lapa, to do 2. połowy kwietnia 2021 roku te liczby mogą ulec zwielokrotnieniu.

I nawet jeśli z samych zakażeń niewiele wynika, bo większość z nas przejdzie infekcję bezobjawowo, to do przeciążenia polskiej służby zdrowia wystarczy, aby tylko niewielki odsetek tych zakażeń wymagał hospitalizacji.

Widmo nadciągającego kryzysu już widać. W niecały miesiąc liczba zajętych respiratorów wzrosła sześciokrotnie, natomiast łóżek COVID-19 – prawie czterokrotnie.

liczba zajetych respiratorow covid
Źródło: czlowiek.info na podstawie danych z Ministerstwa Zdrowia
liczba zajetych lozek covid
Źródło: czlowiek.info na podstawie danych z Ministerstwa Zdrowia

– Obecnie mamy 14,7 tys. dostępnych łózek w szpitalach dla osób zakażonych koronawirusem i 1 tys. 115 respiratorów – powiedział PAP rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz.

Rzecznik zapewnił również, że zarówno liczba łóżek, jak i respiratorów jest sukcesywnie zwiększana.

Nasuwają się dwa pytania: 1) czy będzie komu obsługiwać te respiratory i 2) czy będą łóżka dla cierpiących na inne choroby?

Póki co praktyka pokazuje, że aby dostać się do zwyczajnego internisty, trzeba mieć końskie zdrowie.

Biorąc pod uwagę, że impreza dopiero się zaczęła, a Polska służba zdrowia już się dławi, to nie trzeba wybitnie rozwiniętej wyobraźni, aby przewidzieć, co się stanie za miesiąc, jeśli tendencja z powyższych wykresów się utrzyma.

Czy jednak powyższe dane uzasadniają bezmyślne ograniczenia?

Nie.

Spójrzmy prawdzie w oczy: nie unikniemy pogłębienia się kryzysu.

Dlaczego? Bo ten już właściwie jest. Tylko jeszcze go aż tak nie odczuwamy.

zgony C19 w Polsce
Źródło: worldometers.info

W porównaniu do nas, Szwedzi, którzy mieli w drugiej fali z tytułu swojej “lekkomyślności” stanąć na skraju otchłani, radzą sobie całkiem nieźle.

zgony C19 w Szwecji
Źródło: worldometers.info

U naszych sąsiadów Niemców, też całkiem stabilnie.

zgony Covid w Niemczech
Źródło: worldometers.info

U nas, jak widać, odwrotnie. To, co powstrzymaliśmy w kwietniu, aby “kupić” cenny czas, odrobimy na jesieni z nawiązką, bo czas, owszem, kupiliśmy, ale zabrakło środków na jego stosowne wykorzystanie.

Niestety, opinia publiczna wymaga działania, więc rząd, przymuszony demokracją, działa. Pozornie.

Zamyka siłownie. Nakazuje noszenie maseczek na otwartym powietrzu. Wydziela seniorom godziny na zakupy w Tesco. Nie daj Boże zostaną jeszcze zamknięte szkoły podstawowe.

Tymczasem długofalowe szkody wyrządzone przez doraźne działania zobaczymy dopiero po fakcie.

I teraz dochodzimy do meritum.

Czy pandemia SARS-CoV-2 jest faktycznie taka straszna?

Dane wskazują, że nie jest.

Dlaczego zatem mamy taki problem?

Ponieważ nasze zdrowie jest straszne i nasza służba zdrowia jest straszna.

  • W 2018 r. w Polsce było 2,9 mln (!!!) dorosłych chorych na cukrzycę, czyli co jedenasty dorosły[1].
  • W Polsce liczba chorych w różnych stadiach ciężkości niewydolności serca wynosi ok. 650 tys. osób [2].
  • Według danych NFZ w 2018 r. w Polsce żyło 9,9 mln dorosłych osób z nadciśnieniem tętniczym, którzy stanowili 31,5% dorosłej populacji osób[3].
  • W Polsce na nowotwory umiera około 100 tysięcy osób rocznie [4], co daje ok. 8 300 osób miesięcznie.

Pacjenci z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, rakiem (i paroma innymi chorobami) mają “słabe” wyniki w starciu z COVID-19 [5][6].

Nie, nie tylko “starzy ludzie” umierają na COVID-19.

Zamiast walczyć z wiatrakami lub czekać na cudowne lekarstwo (którego nie będzie, bo na grypę też nie znaleziono) każdy z nas może wziąć sprawy w swoje ręce:

  • zadbać o porządny sen (brak snu powoduje dosłownie wszystkie choroby cywilizacyjne),
  • zacząć regularnie ćwiczyć, aby poprawić odporność, kondycję serca i zdolności poznawcze;
  • przestać jeść przez 16 godzin dziennie (3 posiłki w ciągu 8 godzin w zupełności Ci wystarczą);
  • zrezygnować ze słodzonych napojów, produktów mącznych i przetworzonej żywności w ogóle;
  • zrzucić zbędne kilogramy, aby odciążyć zmęczony organizm;
  • brać odpowiednie suplementy (m.in. witaminę D3K2, kwasy Omega-3), aby wzmocnić serce i odporność;
  • rzucić nałogi;
  • przestać dodawać sobie niepotrzebnego stresu ponad ten, z którym już trzeba sobie na co dzień radzić, i np. odlajkować te wszystkie krzykliwe profile żerujące na naszych emocjach;
  • zadbać o rodzinę i najbliższą społeczność, bo na dyskotekę za szybko nie wyskoczymy;
  • zacząć racjonalnie planować przyszłość, bo ciągłe życie na kredyt nie jest dobrą strategią;
  • poszerzyć swoje kompetencje i nauczyć się czegoś wartościowego zamiast gapić w Netflixa;
  • zainstalować Ubuntu.

Nie naprawimy Systemu, jeśli nie naprawimy siebie.

Przy okazji maseczek, w 1918 też podobno nosili: [ZOBACZ]

Minęło 100 lat. I co?

I jedyne zniewolenie, jakie nam się przydarzyło, to to, które sami sobie narzuciliśmy przez bezmyślny konsumpcjonizm, bezkrytyczne korzystanie z technologii i ślepe zawierzanie mediom.

PS. Mój tekst z kwietnia “Czy COVID-19 to zmierzch kultury YOLO?” ani odrobinę się nie zdezaktualizował.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ekspert marketingu ze zbyt długim doświadczeniem w branży specjalizujący się w technikach obrony przed manipulacją, perswazją i propagandą. Zadeklarowany racjonalista, sceptyk i niezadeklarowany stoik. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

1 komentarz

  • Dzień dobry.
    Dziękuję za wiadomość i dane które przejrzałem ,myślę że są nieco hipotetyczne ,a dlaczego?
    Potrzebujemy rzetelnych odpowiedzi na trzy pytania dotyczące tego 1)skąd się wziął wirus?
    2) dlaczego lub w jakim celu?
    3)Do czego to prowadzi?
    -Pan zaczyna chyba od trzeciego pytania
    A z moich ustaleń wynika że wirus miał w 100% ingerencję ludzkiej ręki w jego powstanie dowodem są choćby w nim białka HIV.
    A więc kto płaciłby miliony dolarów za powstanie niegroźnego wirusa? Który idiota?
    Dlatego nie wiem i medycyna jeszcze na prawdę nie zna następstw skutków tego wirusa nie ma odp na to czy jest całkowicie uleczalny? A może po czasie zabije ludzi zarażonych ?
    Wiem że na pewno jest na to serum niemniej ja wolę zachować ostrożność i uważać ponieważ skoro ,grzebali w nim ludzie(wirusie)wróży to jeszcze niewyobrażalne kłopoty.
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne spostrzeżenia