W szponach perfekcjonizmu

Elastyczność i zdolność dostosowywania się do zmiennych warunków to cechy, bez których przetrwanie nie jest możliwe. I dotyczy to zarówno przetrwania na skalę gatunku jak i jednostki. Jeśli zaś jest jakaś postawa, która zdecydowanie dusi te zdolności poprzez cementowanie niedobrych przyzwyczajeń, to z pewnością jest to perfekcjonizm.

Wbrew pozorom perfekcjonizm nie jest cechą dziedziczną. Nie rodzimy się perfekcjonistami, tylko stajemy się nimi na skutek konkretnych życiowych wydarzeń i okoliczności. Mogą to być przykre doświadczenia ze szkoły lub podwórka, ale też nieuzasadnione oczekiwania rodziców czy nauczycieli. Rodzice bardzo często popełniają błąd wyrażając radość osiągnięciami dzieci, tylko wtedy, gdy są one wystarczająco duże. Nie powinny. Samo działanie dziecka powinno być już powodem do radości. Jeśli wszystkie te czynniki są silne i trwałe na przestrzeni czasu, mogą prowadzić do rozwoju niezdolności podjęcia działania.

Można zatem powiedzieć, że perfekcjonizm to nic innego jak brak pewności siebie wynikający z niskiego poczucia własnej wartości. Boimy się, że cokolwiek zrobimy będzie do luftu i obudowujemy się grubą warstwą niepotrzebnych przemyśleń torpedujących twórcze działanie. Perfekcjonizmu nie należy mylić z dawaniem z siebie 100%. W rzeczywistości przypadłość ta uniemożliwia danie z siebie 100%, bo powstrzymuje przed działaniem.

Pracując nad nowym projektem nie należy skupiać się na tym, aby stworzyć coś doskonałego. Jeśli przez tydzień będziemy zastanawiać się, jak coś zrobić perfekcyjnie, to nigdy nie zaczniemy tego robić. Jeśli piszesz tekst, napisz go i nie przejmuj się uczuciem niezadowolenia hamującym Twoje starania. Gdy skończysz, odłóż tekst i wróć do niego kolejnego dnia. Nabrawszy perspektywy poczucie katastrofy literackiej powinno ustąpić lub przynajmniej zelżeć. Wielu pisarzy przyznaje, że proces twórczy to jedna wielka grafomania, a dopiero po zamknięciu ostatniego rozdziału siada się do materiału i usuwa żenujące metafory, których nie powstydziłby się sam Mistrz Coelho.

Kiedy dopada mnie niezdolność podjęcia działania, mówię sobie: Joł, zrób cokolwiek i zobaczymy, czy ma to sens. W większości przypadków okazuje się, że rezultat ma całkiem sporo sensu. Z reguły wystarczy kilka poprawek, aby efekt końcowy był satysfakcjonujący. Oczywiście nie musicie mówić do siebie „Joł”. Możecie zacząć introspekcję od czegoś innego 😉

Grunt, aby zrobić cokolwiek, nawet jeśli wszystkie narządy składające się na nasz organizm krzyczą, że dokonujemy gwałtu na fundamentach wszechświata. Ale nawet, jeśli ostateczny rezultat naszych działań nie jest zadowalający, to przynajmniej mamy cokolwiek, na czym możemy oprzeć dalsze działania. Aby oszlifować diament, trzeba wpierw znaleźć diament, prawda? Aby ociosać gałąź, trzeba najpierw udać się do lasu i ją zerwać.

I tak dalej.

Przede wszystkim nie wolno bać się błędów. To znaczy wolno, ale nie wolno sobie pozwolić, aby strach przed nimi paraliżował nas ku apatii. Nie robi błędów tylko ten, kto nic nie robi. A jeśli jest ktoś, kto twierdzi, że jest bezbłędny lub ruga Was za błędy, jak gdyby sam ich nie czynił, to znaczy, że trafiliście na złego kompana do wspólnego działania.

Prawdziwy mentor będzie wzmacniał Wasze mocne strony, a nie potęgował kompleksy.

Błędy są zawsze rezultatem działania. Nie odwrotnie. Najważniejsze, aby umieć wyciągać wnioski z błędów i usprawniać swój warsztat z każdym nowym projektem. Inna sprawa, gdy popełniamy te same błędy w kółko Macieju. Wtedy konieczne jest przemyślenie, z czego to wynika. Najczęściej – w moim przekonaniu – powtarzanie błędów wynika ze słabej koncentracji lub tumiwisizmu. Jeśli winna jest koncentracja, trzeba zastanowić się nad zmianą stylu życia, np. sposobu odżywiania, form relaksacji czy poukładania spraw osobistych. Jeśli z kolei winę ponosi tumiwisizm, to cóż… warto dojrzeć.

Jeśli nie jesteście pewni, czy cierpicie na perfekcjonizm czy jesteście zwyczajnymi malkontentami, to zastanówcie się, jak często tłumaczycie swoje niepowodzenia przy pomocy następujących zdań:

„Gdy ktoś wykonuje zadanie lepiej ode mnie, mam wrażenie, jakbym wszystko robił źle”.
„Inni nie mają tak wysokich standardów jak ja”.
„Musze zrobić to doskonale, bo co inni powiedzą?”
„Zdarza mi się robić niektóre rzeczy wolniej, bo wracam do pewnych czynności raz po raz”.
„Staranność jest dla mnie najważniejsza”.

Dla jasności, staranność i wysokie standardy są ważne i cenione, ale nie mogą być one wymówką dla bezczynności. Działanie zawsze obarczone jest ryzykiem popełnienia błędu. Zaczynając działanie, nie można skupiać się na jego rezultacie, tylko na samym procesie. Jeśli punktem wyjścia jest dla nas tylko rezultat, to działanie będzie paraliżowane niepotrzebnymi wątpliwościami. Gdy skupimy się na procesie, wówczas rezultat przyjdzie sam.

Cytując klasyka, nie bójcie się doskonałości. I tak nigdy jej nie osiągnięcie.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię