Terroryzm w Europie: przyczyny, skutki i perspektywy

Zacznijmy od tego, że rozmawianie o poważnych rzeczach pod wpływem emocji jest szkodliwe, ponieważ prowadzi do ekstremizmów. W przypadku terroryzmu, z jednej strony żąda się wybicia w pień wszystkich przedstawicieli grupy osób wiązanych z konkretnym wydarzeniem, a z drugiej wygładza się wszystko do granic absurdu i wybiela winnych w imię podobno wyższych wartości. Jeśli zatem chcemy dotrzeć do meritum problemu, trzeba o nim rozmawiać spokojnie z wykorzystaniem logiki i zdrowego rozsądku. Logika naprawdę pozwala rozwiązać wiele dylematów moralnych, etycznych, społecznych i nawet osobistych.

Terroryzm, z którym mamy dziś do czynienia w Europie, ma tak naprawdę kilka źródeł, ale głównym jest oczywiście pseudopaństwo, a w rzeczywistości organizacja terrorystyczna zwana Państwem Islamskim, Daesh lub ISIS. Pojawienie się ISIS wiązane jest z obaleniem dyktatury Saddama Husajna w 2003 roku przez koalicję sił międzynarodowych zawiązaną przez USA i Wielką Brytanię, do której dołączyły Australia i Polska. ISIS zaczęło rosnąć w siłę, gdy pozbawieni przywództwa żołnierze Husajna jęli szukać nowego zajęcia. Tak zwyczajnie bez żadnej filozofii – gdy upada reżim, ktoś musi wchłonąć jego odrzuty, aby nie rozprzestrzeniły się samopas po całym regionie.

Drugim punktem kulminacyjnym było obalenie dyktatury Omara Kadafiego w Libii przez siły ONZ przy czynnym i biernym wsparciu Francji, Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Norwegii, Danii i Belgii, Włoch i Hiszpanii. To właśnie obalenie Kadafiego i próżnia powstała w Libii w wyniku upadku struktur reżimowych oraz próba obalenia Baszszara al-Asada w Syrii w znaczącym stopniu przyczyniły się do tzw. kryzysu imigracyjnego w Europie.

Wszystkie te wydarzenia miały miejsce przy ogólnym poparciu demokratycznych społeczeństw Zachodu przekonanych o konieczności „wyzwolenia” uciskanych Arabów spod jarzma dyktatorów.

Oczywiście jest to piramidalna bzdura. Zacznijmy od tego, że demokracja – bez względu na jej jakość – jest ustrojem, który wynika z ewolucji kulturowej i cywilizacyjnej. Nie ma na świecie kraju, w którym demokracja została zainstalowana przez obce siły i ma się dobrze. Wszystkie demokracje na świecie narodziły się w wyniku wiekowej ewolucji świadomości mieszkańców danego kraju. Warto tu zauważyć, że Polska była jednym z pierwszych krajów, w których panowała demokracja (szlachecka), a aktualne zacofanie ekonomiczne i cywilizacyjne jest rezultatem agresji państw, które dziś mają czelność uczyć nas demokracji.

Pierwszym problemem, na który trzeba zwrócić uwagę w tym zakresie to arogancja Europejczyków wynikająca z przekonania, że obce kultury chcą czy wręcz powinny przyjąć nasze zwyczaje samostanowienia jako lepsze. W krytyczny sposób wypowiadamy się o ustroju Chin czy Rosji, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, że próba zainstalowania demokracji w obu tych krajach skończyłaby się najpewniej katastrofą. Chiny to kraj wieloetniczny, który na granicach duszony jest przez antagonizmy ze strony mniejszości muzułmańskich, na północy – mongolskich, a na południu – tybetańskich. Poluzowanie ustroju w Chinach to przepis na rozpad państwa. Warto tutaj zaznaczyć, że Chiny to jedno z najstarszych (jeśli nie najstarszych) państw, które zachowały ciągłość cywilizacyjną od wielu tysięcy lat po dziś dzień. Wydaje mi się zatem, że uczenie ich cywilizacji jest niepoważne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie problemy, z jakimi borykali się do niedawna, pochodziły z brytyjskiego i amerykańskiego importu.

Podobnież jest z Rosją. Kraj-kolos rozciągający się na przestrzeni wielu stref czasowych, odsłonięty ze wszystkich stron geograficznie na ataki obcych państw, zdominowany na granicach przez mniejszości chińskie czy mongolskie, w końcu w większości skuty lodem. Wprowadzenie demokracji na wzór zachodni doprowadziłby do upadku państwowości Rosji, a nie ma nic groźniejszego od silnej Rosji jak słaba Rosja (zastanówcie się, co stałoby się z całym ich arsenałem nuklearnym, gdyby władza centralna nagle zniknęła).

Jeśli uważamy, że imigranci powinni dostosować się do naszych reguł, to dlaczego na siłę próbujemy dostosować kraje, z których oni pochodzą, do naszych reguł? Czy konsekwentnie nie powinniśmy pozwolić im stanowić o sobie, tak jak im się podoba?

Istotną cechą państw Bliskiego Wschodu jest ich sztuczność. Libia, Irak, Syria, Arabia Saudyjska czy Liban to sztuczne twory powstałe po upadku Imperium Osmańskiego po I Wojnie Światowej. Upadek wielowiekowego zwierzchnictwa tureckiego spowodował powrót antagonizmów plemiennych duszonych przez wieleset lat. Z kolei po opuszczeniu regionu przez Wielką Brytanię, która w XX wieku przejęła schedę po Ottomanach, w tych sztucznie utworzonych państwach, których nie spajał ani wspólny język, ani wspólne poczucie historii, ani wspólne wartości pojawiły się reżimy, które pilnowały odtąd porządku. Później zainstalowano w nich demokrację i mamy to co dziś.

Eksport demokracji w takie regiony jest zwyczajnie niemożliwy. Jedynymi naturalnymi państwami regionu, w których obecność zdrowej demokracji może być w ogóle rozważane w jakichkolwiek racjonalnych kategoriach to Maroko, Tunezja (Kartagina, Imperium Rzymskie), Egipt oraz Iran (Persja). Są to kraje posiadające głęboko zakorzenione dziedzictwo kulturowe, relatywnie silne instytucje państwowe i naturalne granice geograficzne. Wydaje się zatem, że jedynym sposobem, aby na Bliskim Wschodzie zapanował kiedykolwiek porządek, jest pozostawienie jego mieszkańców w spokoju. Musi minąć odpowiednia ilość czasu, aby sami sięgnęli po demokrację. Oddolnie, organicznie. Nie ma innej drogi, która nie prowadziłaby do niepotrzebnego rozlewu krwi.

Problem multikulturalizmu

Multikulti można skutecznie podtrzymywać tylko wtedy, gdy państwo jest wystarczająco zamożne, aby w interesie przedstawicieli wszystkich grup żyjących w jego obrębie było utrzymanie powszechnie panującego dobrobytu. W momencie, gdy dobrobyt gaśnie, pojawiają się niepokoje społeczne, a te z kolei prowadzą do uwydatniania się uśpionych różnic między grupami i powstawania naturalnych tarć. Przykładem owej dynamiki mogą być nastroje antypolskie w Wielkiej Brytanii pojawiające się na przestrzeni ostatniej dekady, które wynikają ze spadku wynagrodzeń związanego z napływem konkurencyjnych płacowo i wydajnościowo pracowników.

Paradoks polega na tym, że nielimitowany napływ słabo wykształconych emigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu musi mieć negatywny wpływ na kondycję gospodarki państwa, do którego napływają, bowiem ilość miejsc pracy dla nisko wykwalifikowanych robotników jest ściśle ograniczona, a świadczenia socjalne nie powodują wzrostów gospodarczych tylko spadki. W tym kontekście postulaty osób nawołujących do przyjmowania tzw. uchodźców w przekonaniu, że w Europie znajdą dobrobyt jest złudne i mogą prowadzić do katastrofy. Jeśli dopuścimy do tego, aby takie alokacje były w dalszym ciągu prowadzone bez racjonalnego planu zagospodarowania nowych zasobów ludzkich, wówczas za kilka dekad nie będzie do czego przyjeżdżać w Europie.

Inną kwestią jest demokratyczne prawo suwerennych państw do stanowienia o sobie. Przyjęcie dużej liczby emigrantów obcej kultury jest wydarzeniem zmieniającym oblicze państwa w sposób fundamentalny, a więc powinno być przedmiotem referendum każdego zainteresowanego państwa. Jeśli wierzymy w demokrację, to również powinniśmy szanować zdanie obywateli, a nie ma bardziej bezpośredniej formy sprawowania demokratycznej władzy niż referendum. Jeśli obywatele nie chcą nikogo przyjmować, to mają do tego święte prawo, a odmawianie im tego jest sprzeczne z demokratycznymi wartościami. Jeśli uznamy, że referendum w tej sprawie nie ma sensu, bo ludzie są zmanipulowani i uprzedzeni, to dlaczego w wyborach do parlamentu czy w wyborach prezydenckich mieliby nagle być racjonalni i dobrze poinformowani? Niestety, taka uroda demokracji – większość jest źle poinformowana, a głównym kryterium wyboru są z reguły negatywne emocje.

Jeśli uznamy, że przyjęcie „uchodźców” jest naszym moralnym obowiązkiem, to czy naszym moralnym obowiązkiem nie powinno być w pierwszej kolejności zapewnienie polskim dzieciom żyjącym w ubóstwie ciepłych posiłków? Bezdomnym w Polsce dachu nad głową? Według UNICEF w Polsce jest prawie 1,3 mln dzieci żyjących bez dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania. Czy te dzieci z racji bycia Polakami nie zasługują na godne życie? Jeśli tak, dlaczego ich dobro jest na drugim planie względem dobra dzieci obcych nam kultur? Wiem, że to brzmi nieładnie – wartościujemy, komu powinniśmy pomóc. Realia są jednak takie, że mamy ograniczone zasoby i nie możemy pomóc wszystkim. Nie stać nas na to. Czy wobec takiego dylematu w pierwszej kolejności nie powinniśmy pomagać bliskim? Rozpatrzmy analogię: gdy Twoje dziecko przymiera głodem, do drzwi puka rodzina sąsiadów, którzy również przymierają głodem. Komu dasz ostatnią kromkę chleba – swojemu dziecku czy obcym?

Terroryzm islamski a kwestia religii

Czy ISIS to organizacja religijna? Nie. ISIS to organizacja terrorystyczna, która wykorzystuje fanatyzm religijny do celów politycznych, geostrategicznych i gospodarczych. Dopóki kraje muzułmańskie będą eksploatowane gospodarczo przez Zachód, dopóty nigdy społeczeństwa bliskowschodnie i afrykańskie nie będą w stanie wytworzyć silnych struktur państwowych wzmacnianych doświadczeniem dziejowym i tradycjami, ale też, i pewnie przede wszystkim, bogactwem wypracowanym przez własną klasę średnią. Zniszczenie ISIS spowoduje, że uwolnione zasoby zostaną wchłonięte przez inną organizację terrorystyczną. Przecież zanim pojawiło się Państwo Islamskie, wrogiem numer jeden Zachodu była Al-Kaida, natomiast w Nigerii krwawe łaźnie cały czas urządza organizacja Boko Haram.

Są przesłanki[3], aby twierdzić, że Islam jest współcześnie religią, którą w znacznie większym stopniu wzmacnia podatność swoich wyznawców na niebezpieczne doktryny. Wynika to z głęboko zakorzenionych w społeczeństwach muzułmańskich obrządków religijnych o mistycznym, ekstatycznym charakterze, które znacznie mocniej niż obrządki chrześcijańskie wpływają na podświadomość wiernych. Jednak można przyjąć za pewną stałą kosmologiczną zjawisko słabnięcia wpływu religii na wiernych wraz ze wzrostem dobrobytu społeczności. Taki proces można zaobserwować aktualnie w Europie wśród napływających muzułmanów, których dzietność spada do poziomu europejskiego[1], mimo że „u siebie” przeciętna muzułmanka potrafi mieć powyżej pięciu dzieci. Innymi słowy – mimo wszystko większość z nich się europeizuje (co wcale nie oznacza, że się asymilują dla jasności – oznacza to tylko tyle, że wbrew złowrogim scenariuszom nie zostaniemy zarabizowani w ciągu 30 lat).

Całkowicie odwrotnie niż w rzeczywistości uważa się, że fundamentalizm jest jakąś formą naturalną i domyślną islamu, podczas gdy jego formy umiarkowane — rzekomo taktyczne i przejściowe. W rzeczywistości każda religia uwolniona od presji zewnętrznej naturalnie ciąży ku formom umiarkowanym. Tak samo wielokrotnie było z islamem. Gdy funkcjonował w krajach triumfujących politycznie i gospodarczo, stawał się coraz bardziej umiarkowany. Widać to wyraźnie nawet obecnie. Kraje muzułmańskie poddane największej presji zachodniej — rozwijają fundamentalizmy. Kraje muzułmańskie wolne od takiej presji — mają islam umiarkowany. Indonezja to obecnie największy islamski kraj świata — do niedawna była zdominowana przez bardzo umiarkowaną wersję islamu. W ostatnich dekadach rozwija się tam fundamentalizm, który jest bezpośrednią reakcją wobec amerykańskiej kolonizacji Indonezji. Inny przykład z Dalekiego Wschodu — Malezja, gdzie religią państwową jest islam — tolerancyjny wobec innych wyznań. Obecnie Malezja znalazła się pod presją USA[2].

Nie dajmy się jednak zwariować – wyjście Europy i USA z Bliskiego Wschodu i Afryki wcale nie oznacza, że terroryzm zniknie i pojawi się dobrobyt. Ale z pewnością pozwoli to miejscowej ludności na wypracowanie własnych mechanizmów radzenia sobie z niepożądanymi zjawiskami. Nie obejdzie się bez ofiar, ale sztuczne podtrzymywanie niewydolnego systemu demokratycznym respiratorem jedynie opóźnia w czasie widmo tego, co i tak kiedyś nadejdzie.

Świat nie jest idealny i nigdy nie będzie. Próba stworzenia utopii za pomocą poprawności politycznej czy narzucania własnych zwyczajów innym w przekonaniu, że będą szczęśliwsi, zawsze kończy się buntami i rozlewem krwi. Nie udało się stworzyć idealnego państwa Amerykanom, Sowietom i teraz nie udaje się to federalistom z Europarlamentu.

Każda bowiem forma przyduszania naturalnych potrzeb ludzi będzie wiązać się z oporem.

___
[1] http://www.pewforum.org/2011/01/27/the-future-of-the-global-muslim-population
[2] http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9784/k,2
[3] https://www.samharris.org/blog/item/islam-and-the-misuses-of-ecstasy

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię