racjonalizm rozum

PKM 004: Pułapki błędnie pojmowanego racjonalizmu

Z racjonalizmem i krytycznym myśleniem wiąże się szereg stereotypów wynikających z błędnego pojmowania pojęć. Poniżej przyjrzymy się trzem najpopularniejszym z nich.

Racjonalizm a racjonalność

Potocznie mamy skłonność do stawiania znaku równości między racjonalizmem a racjonalnością. Jest to oczywiście kardynalny błąd pojęciowy, ponieważ można być osobą racjonalną, ale nie być racjonalistą. Racjonalny może być na dobrą sprawę terrorysta z ISIS, ale już niekoniecznie przypiszemy mu cnotę bycia racjonalistą.

W czym zatem tkwi różnica?

Racjonalność to sposób działania, najczęściej doraźnego, natomiast racjonalizm to postawa ideowa, która porządkuje postrzeganie świata.

Przejawem racjonalności terrorysty będzie wybranie dogodnego miejsca do ataku, które zagwarantuje maksymalne szkody materialne i moralne. Sama akcja terrorystyczna natomiast będzie przebiegała wedle wcześniej przygotowanego planu działania.

Metodyka nie jest jednak wystarczającym warunkiem dla istnienia racjonalizmu. Jeśli uznamy, że kryterium poznania rzeczywistości dla racjonalisty jest rozum, metodologia naukowa i doświadczenie empiryczne, to czy możemy uczciwie przyznać, że terrorysta podejmując decyzję o przeprowadzeniu ataku kierował się przesłankami wynikającymi z rozumowego, naukowego, empirycznego osądu rzeczywistości?



Wiara a prawda obiektywna

Krytyczne myślenie, które jest nieodzownym komponentem racjonalizmu sceptycznego, to nic innego, jak metodyczne docieranie do prawdy. Nie wchodząc jednak w jałowe dyskusje filozoficzne, prawdę – za wybitnym schizofrenikiem, alkoholikiem i pisarzem, Philipem K. Dickiem – definiuję jako wszystko to, co nie znika, gdy przestajemy w to wierzyć*. To bardzo obszerna i problematyczna definicja, ale zarazem najlepsza z możliwych, ponieważ zakłada, że prawda istnieje bez względu na nasze widzimisię. A więc jest obiektywna.

Racjonalizm może być nomen omen definiowany jako wiara w siłę rozumu i w istocie wiara ta jest niezbędnym warunkiem istnienia racjonalizmu. Wynika to z prostej przyczyny: nie jesteśmy w stanie udowodnić, że rozum jest najlepszym sposobem poznania rzeczywistości, a już na pewno nie ma dowodów, które ponad wszelką wątpliwość wykazywałyby, że od racjonalnego uporządkowania rzeczywistości świat stałby się lepszy. Cokolwiek to znaczy oczywiście. Można natomiast domniemywać na bazie współczesnego stanu wiedzy z zakresu psychologii ewolucyjnej i biologii, że gdyby wszyscy ludzie stali się racjonalni, wówczas nasz gatunek nie przetrwałby próby czasu. Motorem ludzkiego działania nie są bowiem czynniki racjonalne, ale popędy i instynkty.

Racjonalista nie będzie zatem wierzyć w istnienie duszy (a przynajmniej nie dogmatycznie), jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy odpowiednich warunkach uznał ideę istnienia duszy (wiary w duszę) za korzystną czy uzasadnioną z szeregu powodów, np. rzeczonego już przetrwania gatunku, porządku społecznego, etc.

Religia a racjonalizm

Powyższe ujęcie prawdy dla wielu musi oznaczać, że racjonalizm jest antyreligijny. Jest to oczywiście bzdura często powtarzana dla uzasadnienia wszelakiej maści uprzedzeń względem ludzi wiary.

Religia sama w sobie nie jest sprzeczna z ideą racjonalizmu. Dogmatyzm już tak. Fakt, że religie bardzo często opierają się na dogmatach przyczynił się do stereotypowej niechęci racjonalistów względem religii, a niekiedy nawet względem wszystkiego co duchowe. Rzecz jasna taka postawa nie ma żadnego związku z współczesnym racjonalizmem. Z oświeceniowym już bardziej, ale tę szufladę lepiej dopchnąć, zamknąć na klucz i pilnować, aby przypadkiem się nie wysunęła na powrót.

Przykłady dogmatów:
– nieomylność Papieża w doktrynie rzymsko-katolickiej,
– doktryna popytu w ekonomii keynesowskiej,
– koncepcja niewidzialnej ręki rynku w ujęciu Adama Smitha,
– wiara w „Jego Księgi” w Islamie,
– Centralny dogmat biologii molekularnej.

Racjonalista spojrzy na religię jako na zjawisko społeczne, kulturowe i kulturotwórcze, cywilizacyjne posiadające genezę, unikalną historię oraz zauważy, że religia nie jest ciałem obcym myśli ludzkiej, ale pewnym stanem świadomości charakterystycznym dla poszczególnych okresów rozwoju ludzkości. Dotrze też do nieuniknionej konstatacji, że religia jest emanacją albo rezultatem ludzkiej potrzeby duchowości, a jej „wyeliminowanie” może pozostawić próżnię w psychice człowieka. Stąd np. nie są kompletną niedorzecznością religie agnostyczne czy nawet ateistyczne tworzone w celu zaspokojenia naturalnej potrzeby duchowości, ale bez dogmatów, zakazów i nakazów charakterystycznych dla naturalnych religii-instytucji.

Oprócz niewątpliwych „wad” i grzechów religii, prawdziwie obiektywny racjonalista powinien zauważyć też ich zalety – zarówno w kontekście historycznym jak i współczesnym. Wielu samozwańczych racjonalistów twierdzi np. że świat byłby lepszy bez religii (teza, której nie da się ani obronić, ani obalić), ponieważ Kościół rzymsko-katolicki wygenerował krucjaty i inkwizycję, a sami papieże nierzadko byli ludźmi, którzy swoim zepsutym zachowaniem zaprzeczali wszystkiemu, co głosili. Jednocześnie kompletnie neguje się, że europejski system wartości opiera się na etyce chrześcijańskiej (katolickiej i protestanckiej), a upowszechnienie praw kobiet było możliwe w dużej mierze dzięki siłowemu narzuceniu przez Kościół katolicki związków monogamicznych wśród podbitych ludów.

Takie spojrzenie wynika z pewnością ze skłonności człowieka do myślenia zero-jedynkowego, bo otóż skoro człowiek głoszący dobro czyni zło, to czy jest on dobry czy zły? Otóż ani jedno, ani drugie. W naukach cywilizacyjnych nie liczy się ocena moralna tylko bilans dziejowy, ponieważ systemy moralne ulegają zmianie, a bilans dziejowy – nie. Co więcej, nie da się racjonalnie stwierdzić, który z modeli organizacji społeczeństw byłby dla ludzkości lepszy, jeśli model ten nigdy nie miał okazji sprawdzić się w praktyce.

Zgodnie z powyższymi zasadami należy również oceniać inne religie – włącznie z Islamem, Judaizmem i Buddyzmem, które mają na kartach swojej historii okresy świetności i regresu.

* Za skądinąd słuszną uwagą jednego z Czytelników, nie jest to wystarczająca definicja prawdy, dlatego dla celów uczciwości intelektualnej publikuję propozycję Czytelnika: prawda to zgodność z obiektywną rzeczywistością, rozumianą jako stan świata istniejący niezależnie od naszego poznania.

Tekst jest czwartą częścią cyklu Poradnik Myślenia Krytycznego.



Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Komentarze

Leave a Reply to Adam J. Wichura Cancel reply

      • Ale brednie.

        Po pierwsze ateizm jest BRAKIEM WIARY, a nie wiarą w nieistnienie jak niektórzy zdają się sugerować (takim czymś byłby gnostyczny ateizm, postawa w której twierdzi się, że na 100% żaden Bóg nie istnieje – jednak to rzadkość wśród ateistów, poza tym posługujemy się przy tej dyskusji samym pojęciem “ateizm”, a jego definicja kończy się na “Brak wiary w istnienie boga/bogów”, a nie twierdzeniu o pewności) i nie musi się wykluczać z agnostycyzmem.

        Po drugie chciałeś chyba napisać negatywistyczną, a nie negacjonistyczną. Negacjonizm to zaprzeczanie istnienia zbrodni Holokaustu, co ma do tego ateizm?
        Negatywizm:
        1. «postawa polegająca na nieuznawaniu dotychczasowych osiągnięć w różnych dziedzinach wiedzy, sztuki itp.; też: nieuznawanie ogólnie przyjętych zasad»
        2. «tendencja do nieumotywowanego przeciwstawiania się poleceniom lub ignorowania ich»

        1. “postawa polegająca na nieuznawaniu dotychczasowych osiągnięć w różnych dziedzinach wiedzy” Jakich to niby ateiści nie uznają dotychczasowych osiągnięć? Kompletnie nie rozumiem, gdzie w ateizmie samym w sobie ma być rzekome “nie uznawanie dotychczasowych osiągnięć”, skoro z ateizmu nie wynika nic poza BRAKIEM wiary w coś, co udowodnione z całą pewnością NIE jest.
        A może chodziło o to: “nieuznawanie ogólnie przyjętych zasad”
        Gdzie tutaj w takim razie myślenie krytyczne, skoro brakiem racjonalizmu jest zaprzeczanie czemuś co zostało ogólnie przyjęte, jest popularne (bo oczywiście dotychczasowe osiągnięcia dotyczące WIEDZY już omówiłem i to pomijam – bo Bóg nie jest kwestią wiedzy), natomiast bardziej racjonalna ma być postawa w której się w coś wierzy, mimo braku jakichkolwiek dowodów?

        2. Tutaj podobnie jak z 1, wychodzi tylko na to, że ateizm jest postawą racjonalną i krytyczną.

        Agnostyczny ateizm jest najbardziej racjonalnym stanowiskiem – https://www.youtube.com/watch?v=sNDZb0KtJDk

        • 1/
          Ateizm z czysto semantycznego punktu widzenia może być zarówno brakiem wiary jak i jej odrzuceniem. Definicji jest bardzo wiele i tak np. na pwn.pl mamy: ateizm «pogląd zaprzeczający istnieniu Boga». Pytanie, jakie źródło daje Ci podstawę do twierdzenia, że ateizm jest tylko i wyłącznie brakiem wiary? Chętnie zapoznam się z literaturą.

          Z psychologicznego punktu widzenia natomiast nie mamy na razie metodologii, aby stwierdzić, czy ateizm jest czymś więcej niż tylko kategorią kulturową (tzn. czy można ateizm uzasadnić ewolucyjnie). Jeśli człowiek od zarania dziejów we wszystkich bodaj “kulturach” na całym świecie stawiał bałwany dla swoich bogów, to raczej można domniemywać, że potrzebę transcendencji mamy wbudowaną w software.

          2/ Negacjonizm – ok, mój błąd. Nie miałem pojęcia, że ktoś sobie zaanektował cały wyraz na taką wyjątkową okazję. Chodziło mi o negowanie istnienia zjawiska. Nie mogę się odnieść do Twojego komentarza dot. “negatywizmu”, ponieważ opiera się na błędnym założeniu, o którym wspominam w 1/ powyżej.

          3/ “Agnostyczny ateizm jest najbardziej racjonalnym stanowiskiem” – z tym mogę się zgodzić, bo sam jestem agnostycznym ateistą. Ale znowuż: agnostyczny ateizm nie jest ateizmem.

          4/ “Gdzie tutaj w takim razie myślenie krytyczne, skoro brakiem racjonalizmu jest zaprzeczanie czemuś co zostało ogólnie przyjęte, jest popularne (bo oczywiście dotychczasowe osiągnięcia dotyczące WIEDZY już omówiłem i to pomijam – bo Bóg nie jest kwestią wiedzy), natomiast bardziej racjonalna ma być postawa w której się w coś wierzy, mimo braku jakichkolwiek dowodów?”

          Tu właśnie robisz podstawowy błąd, jaki robili wszyscy materialiści. Twierdzenie, że wiara w transcendencję jest nieracjonalna, bo nie ma na nią dowodów opiera się na DOGMACIE materializmu, tj. istnieje tylko materia. Problem w tym, że fizyka będąca współcześnie najbardziej podstawową z nauk, nie jest w stanie wyjaśnić, skąd wzięły się prawa fizyczne. To może wyjaśnić tylko METAFIZYKA, która dziś jest domeną – stety niestety – wiary. Nie mamy narzędzi, aby móc ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że transcendencja nie istnieje. Bardziej racjonalne będzie więc dopuszczenie przynajmniej możliwości istnienia jakiejś formy transcendencji, która umożliwiła istnienie praw fizycznych, niż DOGMATYCZNE negowanie tegoż.