akceptacja psychologia

Odpuść sobie… akceptację. Czyli akceptacja w praktyce.

Zakład pracy zrezygnował z Twoich usług? Zaakceptuj to. Jesteś najpiękniejszą osobą na bezludnej wyspie? Zaakceptuj to. Kobieta zdradziła Cię ze swoim ginekologiem? Nic prostszego – zaakceptuj to. Dzięki akceptacji ruszysz z miejsca i wszystko zakwitnie jak na wiosnę. Gorzej, jeśli mówimy o takiej wiośnie, z jaką mamy do czynienia w Polsce. Nie polecam.

Załóżmy jednak, że faktycznie masz z tym problem i każdego ranka przed lustrem powtarzasz sobie: “nie akceptuję siebie”. Sprawdzasz więc, co na ten temat do powiedzenia ma psychologia, eksperci, popularne czasopisma, jednak żadna propozycja rozwiązania problemu nie poprawia Twojego stanu. Wtedy zadajesz sobie pytanie, czym właściwie jest ta cała akceptacja, której brak tak strasznie uprzykrza Ci egzystencję.

Czym więc?

Akceptacja nie jest jednorazowym osiągnięciem. Nie wystarczy usiąść w fotelu i odhaczyć sobie „od dziś nie martwię się tym, że Wincenty to kawał świni”. Akceptacja to świadomość, którą należy rozwijać, a później pielęgnować każdego dnia, tak jak pielęgnuje się rośliny. Całe życie (Twoje i roślin). Jeśli znacie kogoś, kto wcisnął ENTER i akceptacja sama mu się wgrała do oprogramowania, to jesteście ogromnymi szczęściarzami. Śmiem twierdzić, że dla większości ludzi tak to nie działa. Gdyby było odwrotnie, nikt nie czytałby tych wszystkich poradników n/t życia wypełzających ostatnimi czasy jak dżdżownice na asfalt po wiosennej mżawce.

Akceptacja to proces. Trudny, niespecjalnie przyjemny, wymagający czasu. Nie jest ona tożsama z zapomnieniem, wybaczeniem, wyparciem czy nawet zrozumieniem. Nie musisz wybaczyć zdrady, aby ją zaakceptować, a tym bardziej nie trzeba próbować o niej zapomnieć. To byłoby z kolei niemądre. Dobrze jest rozumieć, dlaczego pewne rzeczy się dzieją, ale rzadko jest nam dane dotrzeć do źródła bolesnych zdarzeń. Akceptacja zatem to ciągłe godzenie się z rzeczywistością, a więc zaprzestanie kwestionowania tego, co się wydarzyło. Tylko tyle i aż tyle. Dopóki zadajemy sobie pytanie, dlaczego akurat nam się przydarzyło coś złego, dopóty będziemy pozwalali emocjonalnej gangrenie na toczenie naszych umysłów.



Wypieranie czegokolwiek na dłuższą metę niszczy człowieka, ponieważ sytuacje lubią powtarzać się według podobnego schematu. Wyparcie jest dobre doraźnie, gdy erupcja nieznośnych emocji doprowadza nas skrajnych stanów. Wypierać, aby wyciszyć – w porządku. Wypierać, aby uciec – już mniej. Jeśli chcesz się od czegoś uwolnić, przestań tego unikać. Złe rzeczy są taką samą częścią życia jak dobre rzeczy. Właściwie jedno bez drugiego nie może istnieć. W tym sensie nie każde spojrzenie wstecz to pułapka, wszak jeśli uczymy się czegokolwiek, to na własnych doświadczenia wyłącznie. Nie ma gwarancji, że raz spotkana krzywda nie najdzie nas w przyszłości.

Jest Ci źle, bo wydarzyło się coś złego? To świetnie, bo oznacza to, że jesteś człowiekiem zdolnym przeżywać własne życie, a nie robotem wykonującym polecenia zgodnie z protokołem zachowań narzuconym z góry. Przeżywanie ran to nie słabość. Użalanie się nad sobą – tak. Jeśli nasz mentalny układ immunologiczny nie ma wprawy w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami, wówczas naturalnie wychodzenie z psychicznych dołów zajmie nam dłużej. Z kolei mając już za sobą kilka przebytych dolin, będziemy w stanie (a przynajmniej powinniśmy) szybciej wyjść z kolejnej. A nie ulega wątpliwości, że natkniemy się na takowe. Prędzej czy później.

Aby nauczyć się akceptacji, warto pamiętać o kilku wartościowych przyzwyczajeniach, które można praktykować nie tylko doraźnie, ale i zapobiegawczo. Jeśli zatem dopada Cię bolesna proza życia:

1. Rozpęknij idealistyczną bańkę i przyjmij do wiadomości, że życie nie zaczyna się wtedy, gdy rozwiążesz wszystkie problemy. Bo życie to przede wszystkim problemy, a poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak zaakceptować siebie, dla wielu z nas będzie podróżą bez końca. I wcale nie umniejsza to wartości naszego życia!

2. Śledź przepływ myśli i napominaj się, gdy zaczynasz kwestionować rzeczywistość. Wyjątkowo bolesne wspomnienia będą Cię nawiedzać przypuszczalnie do końca życia, ale przecież to nie koniec świata, wszak z czasem powinny zelżeć do tego stopnia, że z ledwością będą wystawać spod sterty świeżych wspomnień.

3. W chwilach szczególnej słabości przypominaj sobie, że akceptacja to wybór. Twój wybór podjęty świadomie i odpowiedzialnie.

4. W przyszłość wybiegaj tylko planami, marzeniami i aspiracjami. Wmawianie sobie, że już nigdy nie znajdziesz tak fantastycznej pracy, kobiety lub że nikomu na pewno nigdy więcej nie zaufasz, to forma instynktownej samoobrony przed bólem. Oczywiście pokusa wskoczenia w wir samozagłady jest zawsze silna, dlatego wtedy należy wrócić do punktu 1, 2 i 3.

5. Akceptuj rzeczywistość, a nie opinie. Jeśli ktoś twierdzi, że jesteś do niczego, to rzeczywistością będzie tylko i wyłącznie fakt, że ktoś tak twierdzi. Treść twierdzenia to już opinia, która może być całkowicie od rzeczywistości oderwana. Z reguły zresztą jest.



6. Zastanów się, czy brak akceptacji siebie nie jest wynikiem depresji. Jeśli poranki zwalają się na Ciebie niczym ciężar nie do udźwignięcia, to o wiele bardziej od kontynuowania czytania tego tekstu potrzebujesz wsparcia specjalisty. Takiego przed duże S, bo wiadomo, że szarlatanów i mądralińskich z poważnym tytułem jest u nas jak na pęczki. Nie wiesz, czym jest depresja? Zapoznaj się z tym doskonałym świadectwem Williama Styrona.

7. Słuchaj swoich stanów emocjonalnych i nie bój się szukać własnych rozwiązań. Nie wszystko co pomaga prof. Iksińskiej pomoże i Tobie. Współczesna psychologia jest trochę jak chińska zupka instant – pięknie pachnie, jeszcze lepiej smakuje i daje ogromną satysfakcję tuż po zjedzeniu. Jednak po chwili dopada nas diabelskie pragnienie, głód, wzdęcia a w najgorszym wypadku dostajemy migreny z powodu nagłego wahnięcia ciśnienia. Tak właśnie działają tanie porady z cyklu „10 sposobów jak zaakceptować siebie”.

Jeśli bowiem Twoim życiowym celem jest szczęście, to będziesz zawsze nieszczęśliwy.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

1 comment