Odłóż telefon. Wyostrz zmysły.

Pociąg. Przejście. Na Gdańskim z peronu wsypuje się tłum ludzi pierzchających przed chłodem. Rychło wypełniają przestrzeń składu i wyciągają smartfony. W sumie dopiero na Dworcu Zoo orientuję się, że spośród 8 osób stojących wokół mnie, tylko ja i niska dziewczyna w oksach nie wpatrujemy się w bezdenną studnię ekranów.

Norma.

A jednak po wielu miesiącach uczestnictwa w tej grotesce, dziś, nie wiedząc skąd i dlaczego, naszła mnie refleksja.

Z reguły unikam telefonów. Mój pierwszy Sony Ericsson zakończył żywot w kompostowniku na wsi. To było po maturze, kiedy przegiąłem ze świętowaniem. Drugi telefon, zakupiony rok po nurkowaniu w zgniłych płodach ziemi, miał na tyle biedne parametry, że wstyd było nim wymachiwać w towarzystwie. Trzeci służył mi za odtwarzacz mp3, a aktualny – do oglądania filmów, jak nie mogę zasnąć, oraz ignorowania ludzi.

Moi znajomi i bliscy mają mi za złe, że rzadko odbieram, a na esy prawie nie odpisuję. Sporadycznie doładowuję konto i regularnie dostaję ostrzeżenia o wygaśnięciu mojego numeru. Wtedy tankuję za piątkę. Czasem wleję do baku trzy dychy, gdy Internet w domu zamula i potrzebuję skorzystać z hotspota w smarcie.

Po głębszym zastanowieniu muszę jednak uczciwie stwierdzić, że nie robię tego z powodu jakichś wyższych idei. Swoje za uszami mam.

Ale nie o mnie miało być. Wróćmy do pociągu.

Stoję oparty o drzwi, o które nie wolno się opierać, ponieważ tak instruuje naklejka na szybie, i wpatruję się w twarze… czoła ekranonurków. Stuprocentowa imersja w digitalu, totalne uśpienie czujności, najniższe instynkty żerują na ostrości postrzegania. Gdyby ktoś w tym czasie umierał pod ich nogami, nie zauważyliby.

Człowiek spędza w pracy 8 godzin dziennie przed komputerem, w drodze do domu przegląda idiotyczne memy za pomocą smartfona lub tableta, a w domu “relaksuje” się gapiąc w komputer. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że życie przelatuje mu przez palce i każdego dnia pozbawia się przywileju doświadczania świata w jego naturalnej postaci.

Powiesz, że świat nie ma nic do zaoferowania.
A ja, sceptyk z nihilistycznymi inklinacjami, nie zgodzę się z tym.

Schowaj telefon do kieszeni. Rozejrzyj się po twarzach dokoła i spróbuj odczytać zapisane na nich historie. Zerknij przez okno tramwaju i pomyśl sobie, że wszystko, co widzisz, jest kroplą we wszechświecie nieskończonych możliwości. Nie unikaj spojrzenia nieznajomych. Przekonaj się, jak reagują na kontakt wzrokowy. Ucz się ludzi, ucz się emocji, ucz się życia.

Wyostrz zmysły.

W telefonie nie znajdziesz siebie.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię