uprzedzenia, psychologia

Nie ma dobrych uprzedzeń, ale nie wszystkie są złe

Zdro­wy rozsądek to zbiór up­rzedzeń na­bytych do osiem­naste­go ro­ku życia.

Albert Einstein

W pewnym eksperymencie, a właściwie dobrze skrojonej na potrzeby konsumentów reklamie[1], Coca-Cola umieściła w ciemnym pomieszczeniu sześć obcych sobie osób. Nieznajomych posadzono przy jednym stole i poproszono o przedstawienie się. Po każdej prezentacji pozostali uczestnicy mieli opisać wygląd osoby, która w danej chwili opowiadała o sobie. Oczywiście wszystko przebiegało przy zgaszonym świetle.

Jak zapewne się już domyślacie, zapalenie światła i ujawnienie faktycznych sylwetek rozmówców spotkało się z nie lada zaskoczeniem. Oto bowiem okazało się, że heavy metalowy grajek nie ma długich włosów i nie modli się do szatana, mol książkowy rozentuzjazmowany kognitywistyką ma na twarzy więcej tuszu do tatuaży niż samej twarzy, a Arab nie wygląda jak statystyczny Arab.

Właściwie nie pisałbym o tym tzw. eksperymencie społecznym, gdyby nie wzbudził tak ogromnego entuzjazmu wśród odbiorców, którzy dzięki Coca-Coli odkryli sens istnienia i rozwiązanie wszystkich problemów trapiących cywilizację ludzką. Rozwiązaniem tym jest oczywiście wyzbycie się uprzedzeń, afirmacja różnorodności i wystrzeganie się kategoryzowania ludzi ze względu na ich zainteresowania, pochodzenie, etc.

Brzmi atrakcyjnie. Jest tylko jeden problem.

Ewolucyjne podstawy uprzedzeń

Wbrew popularnym opiniom, skłonność do budowania uprzedzeń jest formą zdrowego rozsądku, głęboko zakodowanego w mózgu człowieka przez ewolucję jako mechanizmu obronnego naszych prehistorycznych przodków przed niebezpieczeństwem[2].

Człowiek jest z natury zwierzęciem stadnym. Potrzeba przynależności do grupy nawet dziś jest główną siłą determinującą sposób, w jaki postrzegamy świat, o czym pisałem przy okazji tekstu o dyskryminacji. Konsekwencją przyjęcia takiej strategii jest rozwój psychologii plemiennej, której przejawem jest m.in. tworzenie uprzedzeń wobec obcych grup lub ogólnie mało poznanych zjawisk.

Uprzedzenia mogą różnić się w zależności od zagrożenia kojarzonego z daną grupą ludzi[2]. Gdy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo fizyczne, reagujemy strachem i podejmujemy działania zaradcze. Gdy jakaś grupa więcej bierze niż daje, czujemy gniew i jesteśmy skłonniejsi do agresji. Gdy z kolei postrzegamy czyjeś zachowanie jako groźne dla zdrowia, odczuwamy obrzydzenie i unikamy bliskiego kontaktu fizycznego.

Mechanizm generowania uprzedzeń, mimo że nie jest doskonały i może prowadzić do przesadnych reakcji psychologicznych, ksenofobii czy ogólnie rozumianego rasizmu, z reguły nie działa w próżni. Jeśli na 10 metali (fanów metalu) 9 ma długie i tłuste włosy (i piszę to jako osoba, która wychowała się w kulturze metalowej), to nie powinno dziwić, że domyślnie tak właśnie będziemy wyobrażać sobie osobę słuchającą metalu. Jeśli o ludziach z tatuażami słyszymy przede wszystkim w kontekście gangów, mafii i więzienia, to dlaczego kogoś dziwi, że na widok człowieka z twarzą zasłoniętą tatuażami będziemy reagować strachem?

Dla każdego w miarę rozgarniętego człowieka oczywiste powinno być, że nie wszyscy metale mają brudne włosy, wytatuowani gwałcą kobiety w ciemnych uliczkach, Murzyni dilują narkotykami, a Arabowie wysadzają się w powietrze przy każdej wizycie w metrze. Jednak tak samo niepoważne jest ignorowanie zagrożeń w imię źle pojętej tolerancji. Ta bowiem powoduje, że zamiast egzekwować prawo wobec wszystkich na równi, rozwijamy inklinację ku usprawiedliwianiu występków, a więc nie tylko demoralizujemy tych, których chcemy chronić przed uprzedzeniami, ale – przede wszystkim – narażamy na niepotrzebne niebezpieczeństwo wszystkich innych.

Najwydatniejszym przykładem absurdalności irracjonalnej tolerancji jest sprawa pewnej działaczki, która została w ubiegłym roku grupowo zgwałcona przez przybyszy z Sudanu, ale nie zgłosiła tego na policję z obawy przed wzrostem nastrojów antyimigracyjnych3.

Błędne koło uprzedzeń

Tak właściwie niewielu z nas jest odpornych na uprzedzenia. W rzeczywistości, bez względu na poziom inteligencji czy umiejętności rozumienia mowy i posługiwania się nią, przejawiamy podobny poziom uprzedzeń, ale – co ciekawe – względem innych grup[4]. Margines na przykład będzie uprzedzony do “wykształciuchów”, “elity” zaś do biedoty, a wśród poszczególnych grup występować będą dodatkowo uprzedzenia wewnętrzne i tak np. biedota z aspiracjami będzie odczuwać antypatię do biedoty bez aspiracji.

Najjaskrawszym przykładem tej szerzącej się jak miazma wszechobecności jest chyba wojna polsko-polska oraz spory genderowe, do których wracam regularnie w swoich tekstach, ponieważ oba zjawiska napędzane są wszystkimi bodaj możliwymi instynktami ludzkimi i błędami poznawczymi, jakie można sobie wymarzyć. Ok, może trochę przesadzam, co nie zmienia faktu, że stanowią świetną kopalnię empirycznej wiedzy o ludzkich przypadłościach.

Wojna polsko-polska bowiem to pozamerytoryczny, emocjonalny spór między polskim zaściankiem narodowym i zaściankiem kosmopolitycznym (aktualnie proeuropejskim), który swoją potężną grawitacją pożera umysły również niekoniecznie zadeklarowanej po którejkolwiek ze stron części społeczeństwa. Gdy już taki ancymon przekroczy bezwiednie zaściankowy horyzont zdarzeń, będzie żywić święte przekonanie, że jest bezstronny, tolerancyjny i otwarty na argumentację przeciwnika. Przeciwnik, rzecz jasna, będzie zaprzeczeniem owych cnót. Tymczasem po owocach poznamy, że z obu stron paliwem działania jest przede wszystkim groteskowe uprzedzenie spychające zdrowy rozsądek w bezdenne czeluście zacietrzewienia.

Odnośnie wojen płciowych, mamy takich schemat: środowisko A twierdzi, że środowisko B to nienormalność bazując na dogmatach religijnych lub pozanaukowych dywagacjach, a środowisko B, aby udowodnić swoją normalność, łamie wszelkie kanony normalności, co z kolei prowadzi do rozjuszenia środowiska A i symetrycznej odpowiedzi w postaci umocnienia uprzedzeń i gróźb karalnych ze strony przedstawicieli środowiska A oraz wprowadzenia cenzury i holokaustu ze strony środowiska B. Oczywiście mówimy tu o skrajnych przypadkach, które mają w zwyczaju mnożyć się jak grzyby po deszczu w Internecie, gdy “nikt” nie patrzy oraz podczas wielkich spędów światopoglądowych, kiedy zgromadzeni nabierają herkulesowej odwagi z tytułu przynależności do tłumu.

Wobec powyższych, jasne zdaje się, że szansa na porozumienie możliwa jest tylko wtedy, gdy wszystkie strony godzą się na stosowanie retoryki rozjemczej. Innymi słowy – jeśli środowiska LGBT chcą przekonać ludzi, że są normalni, powinni przestrzegać podstawowych zasad współżycia w społeczeństwie i np. nie epatować pornografią podczas parad. Z kolei ich przeciwnicy powinni przestać odrzucać jakąkolwiek formę dialogu, bo nie są wszechwiedzący. Ani jedni, ani drudzy nie rozumieją, że eskalowanie konfliktu światopoglądów doprowadzi jedynie do tymczasowej zmiany miejsc, tj. dyskryminowani w końcu zyskają większość i zaczną uciskać swoich oprawców, po czym role ponownie się odwrócą i tak w kółko Macieju.

Otwarty umysł kończy się w ciemnym zaułku

Wracając do Coca-Coli, pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy po obejrzeniu reklamy, to chęć zapytania osób postulujących ustawowy zakaz posługiwania się uprzedzeniami (i stereotypami), czy spotkawszy wytatuowanego “karka” w ciemnej uliczce nocną porą (np. na ulicy 11 listopada na warszawskiej Pradze) będą tak samo nieuprzedzeni, jak sącząc spienioną latte w kawiarni na Krakowskim Przedmieściu.

Prawdopodobnie nie.

Uprzedzenia bowiem są potrzebne. Czy tego chcemy czy nie, pozwalają nam szybko ocenić poziom zagrożenia ze strony nieznajomego i zredukować ryzyko wystąpienia niebezpiecznej interakcji. Nie ulega wątpliwości, że często dokonujemy złych i niesprawiedliwych ocen, ale jeśli statystycznie rzecz biorąc częściej spotyka nas krzywda (niekoniecznie fizyczna) ze strony osób o konkretnej cesze, to zgodne ze zdrowym rozsądkiem będzie unikanie takich osób, aby zminimalizować ryzyko bycia skrzywdzonym.

Czy na przykład kobieta, która dwukrotnie padła ofiarą przemocy ze strony mężczyzn przejawiających cechy osobowości narcystycznej powinna w imię wyższych wartości zgodzić się na znajomość z trzecim o podobnych cechach? Czy przemierzając wąską ulicę w środku nocy powinniśmy zagaić idącego z naprzeciwka wytatuowanego “karka” na temat jego preferencji beletrystycznych? Czy jeśli dwukrotnie zostaliśmy oszukani przez Anglika, to czy robienie dealu z trzecim nie będzie siłą rzeczy podszyte uprzedzeniem?

Ale uwaga. Są uzasadnione i nieuzasadnione uprzedzenia. Po to mamy mózgi, aby na bieżąco weryfikować swoje obawy, fobie czy antypatie. Fakt, że ewolucja wyposażyła nas w taki mechanizm obronny, nie oznacza, że mamy traktować wszystkie odmienności jako coś z gruntu gorszego.

Bo role lubią się odwracać.

Aktualizacja tekstu: 13.03.2017

___
[1] http://www.collective-evolution.com/2015/07/21/coke-put-6-strangers-in-the-dark-what-they-saw-when-the-lights-came-on-blew-their-minds/
[2] Arizona State University. “Prejudice Is Hard-wired Into The Human Brain, Says ASU Study.” ScienceDaily. ScienceDaily, 25 May 2005. .
[3] http://www.breitbart.com/london/2015/10/06/no-borders-activist-gang-raped-migrants-pressured-silence-not-damage-cause/
[4] Brandt, Mark and Crawford, Jarrett. Answering Unresolved Questions about the Relationship between Cognitive Ability and Prejudice. Social Psychological and Personality Science, July 29, 2016 DOI: 10.1177/1948550616660592

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

1 comment

  • “Katolików” powinno być z małej litery. “Korwinistów” też.
    “jeśli środowiska LGBT chcą przekonać ludzi, że są normalni, powinni przestrzegać podstawowych zasad współżycia w społeczeństwie i nie epatować pornografią przy każdej możliwej okazji”
    Też tak uważam. Nie należę do tego środowiska, tylko sobie obserwuję wszystko z boku, i choć wizerunek “facetów w różowych stringach” na paradzie jest, jak sądzę, mocno przesadzony, to też wydaje mi się, że większe wrażenie protestujący odnieśliby, po prostu pokazując się jak zwykli – nawet nudni – obywatele. Coś jak kampania uliczna sprzed paru lat, nie pamiętam nazwy, ale na billboardach widniały zdjęcia par gejów i lesbijek, i ci ludzie wyglądali tak, jak każdy, kogo można spotkać na ulicy. Taki też był zamysł akcji, moim zdaniem doskonały. Przecież geje i lesbijki to nie przybysze z kosmosu, tylko normalni, przeciętni ludzie.

    “Ale uwaga. Są uzasadnione i nieuzasadnione uprzedzenia.”
    Dla mnie nieuzasadnione jest bardzo rozpowszechnione przekonanie (wśród mężczyzn głównie, choć – o zgrozo – nie tylko), jakoby kobiety były gorszymi kierowcami. Kiedy zajrzymy do statystyk wypadków, okaże się, że ten pogląd nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ale sobie istnieje, przynosząc więcej szkody niż pożytku – bo jaki kto ma mieć pożytek ewolucyjny z tego, że pan Miecio wywarczy sobie pod nosem “jak jeździsz, babo” i żeby jej “pokazać”, zacznie popisy na drodze?
    Z kolei, skoro już jesteśmy przy samochodach, stereotyp “młodych, źle i agresywnie jeżdżących mężczyzn” jest, jak się wydaje, potwierdzany przez ubezpieczycieli, którzy śpiewają takim kierowcom wyższe stawki OC. A także – co ciekawe – tym, którzy prowadzą auta w (agresywnym) czerwonym kolorze. 😉
    Niektóre uprzedzenia i stereotypy ewoluują, znikają, powstają nowe, podlegają zmianom, są różnie postrzegane. Wspomniany przez Ciebie tatuaż owszem, jest uważany za “diabelstwo”, ale raczej w grupach starszych pań. Młodzież czymś takim się nie szokuje, raczej podziwia. To samo z długimi włosami u facetów – kiedyś nie do pomyślenia, potem domena młodzieżowych subkultur, teraz nawet ludziom w tv zdarza się takie nosić. I nikogo nie szokują. Więc to jest dyskusyjne – zależy kiedy, kto patrzy i kto nosi. 🙂
    Ogólnie jednak całość artykułu trafia mi wielce do przekonania, też podzielam podobny pogląd. Trudno walczyć z ewolucyjnymi przystosowaniami, podpartymi doświadczeniem (własnym bądź cudzym). Należy, rzecz jasna, uważać, by nie przegiąć i kogoś nie skrzywdzić takim podejściem. Ale bezmyślny ideologizm i zamykanie oczu (jak to mają w zwyczaju Szwedzi i Niemcy ostatnio, sądząc po doniesieniach medialnych odnośnie do wybryków “uchodźców”) to droga po równi pochyłej. Nie wyobrażam sobie, jak można wyżej cenić czyjeś dobre samopoczucie niż fizyczną krzywdę drugiego człowieka. Nie pierwszy raz okazuje się, że stary, dobry Budda miał rację – umiar przede wszystkim. 🙂