Jesteśmy pokoleniem roszczeniowym

Jesteśmy pokoleniem roszczeniowym. Im dalej w las, tym gorzej. Granica rozbestwienia podobno kończy się po 1994 roku, ale przerzuty na niewykształconą jeszcze tkankę młodszych pokoleń są już nazbyt widoczne. Gdzieś w okolicy roku 1987 wydarzyło się coś niesamowitego, co spowodowało, że od tego czasu dzieci przychodzą na świat z genetycznie zakodowanymi oczekiwaniami. Oczekiwaniami, którym rzecz jasna nikt nie jest w stanie sprostać, a poczucie rozczarowania pozostawia trwały ślad na ich psychikach. Mógłbym właściwie zacytować jakieś badanie, aby nie bazować wyłącznie na mitologii stworzonej przez blogosferę i magazyny motywacyjno-biznesowe, jednak tym razem chciałbym podejść do problemu intuicyjnie.

Myślę, więc jestem [i wymagam]

Postawa roszczeniowa charakteryzuje się przesadnymi oczekiwaniami, poczuciem niczym nieuzasadnionej wyjątkowości i przekonaniem, że należy nam się coś z tytułu samego istnienia.

Roszczeniowość objawia się m. in. w myśleniu za pomocą następujących schematów:

  • Nadużywaniem kombinacji [ktoś] + powinien, np. rząd lub rodzice powinni zapewnić mi x, y, z.
  • Unikaniem wysiłku, np. „nie będę pracować za takie pieniądze” – powiedziane przez dwudziestoparolatka z zerowym doświadczeniem, bez konkretnych umiejętności, który skończył trzy fakultety i żąda 3,5k na start, ponieważ jest kształcony.
  • Nieuzasadnionym poczuciem wyższości, np. „Dobrze, że wyjechałam do Anglii/Niemiec – Polska to taki zacofany kraj”. Po pierwsze Polska jest ekonomicznie zacofana właśnie dzięki Anglikom, Amerykanom i Niemcom (rozbiory, II wojny światowe), poza tym bogactwo wymienionych państw wzięło się m. in. z niewolniczej i quasi-niewolniczej pracy w koloniach afrykańskich i azjatyckich. Polska, historycznie jeden z najbardziej tolerancyjnych i wolnościowych krajów na świecie, nigdy nie partycypowała w tym procederze, więc siłą rzeczy jest „zacofana”. Sam wyjazd na Zachód za chlebem nie jest niczym złym. Nastawianie z tym związane to już inna para kaloszy.
  • Krytykowaniem złego stanu szkoły, miasta, państwa, ale też kiepskich relacji ze znajomymi bez próby podjęcia wysiłku, aby zmienić coś na lepsze. „Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie” – mawia klasyk. Co zrobiłeś, aby w Twoim mieście nie było smogu? Co zrobiłeś, aby w Polsce lepiej się żyło oprócz opiniowania wszystkiego i wszędzie? Czy próbowałeś zrozumieć kobietę, która Cię zostawiła dla innego? Może jednak to nie ona jest suką, ale ty nieporadnym chłopcem?

Bywa i tak, że to ona jest suką. Ale najważniejsze jest, w jaki sposób dotarłeś do tego przekonania.

Postawa roszczeniowa bardzo często prowadzi do rozczarowania i gniewu, ponieważ oczekiwania rzadko kiedy zostają spełnione. Nagromadzenie negatywnych emocji może rodzić z kolei poczucie niezdrowej wyjątkowości. Jest to mechanizm bardzo dobrze znany w psychologii. Tworzenie tego typu iluzji pomaga doraźnie poprawić samopoczucie, jednak na dłuższą metę wciąga nas w błędne koło, ponieważ wzmacnia roszczeniowość i tym samym poczucie rozczarowania.

Gdy żyjemy w przekonaniu, że należy nam się wszystko z jakiegoś tytułu, nierzadko niszczymy to, co już udało nam się zbudować lub tamujemy sobie drogę rozwoju. Na przykład przekonanie, że z tytułu wysokich aspiracji należy nam się dobrze płatna praca powoduje, że nie skupiamy się na zdobywaniu doświadczenia, aby taką pracę zdobyć jak najszybciej, tylko trwonimy cenny czas na kontemplowanie niesprawiedliwości świata. Oczywiście na bezrobociu, garnuszku rodziców czy w innej nierozwojowej formie.

Kult sukcesu

Postawy roszczeniowe nie są zjawiskiem nowym. Można domniemywać, że głównym motorem przemian w mentalności społeczeństw było pojawienie się telewizji w I poł. XX wieku, z którą również wiąże się powstawanie nowych archetypów mężczyzny, kobiety oraz przesunięcie w postrzeganiu autorytetów. Za Szekspira aktorstwo było zawodem równie prestiżowym, co błazeństwo, natomiast od XX wieku gwiazdy mediów masowych – aktorzy, piosenkarze, modelki – dysponują większym posłuchem wśród przeciętnego odbiorcy (a tych jak wiadomo jest większość) niż uczeni, głowy państw czy instytucje.

Internet, jako realne rozszerzenie tradycyjnych mediów masowych, siłą rzeczy tworzy również nowe archetypy i autorytety. Podczas gdy tradycyjne media kreowane były głównie przez dorosłych dla dorosłych (dzieci po dobranocce szły spać), to Internet znosi te ograniczenia i daje głos wszystkim. Stąd wysyp wszelakich blogerów i vlogerek, którzy posiadają realny wpływ na kształtowanie preferencji swoich odbiorców.

Jeśli zatem oczekiwania starszych pokoleń były wynikiem idealnego życia bohaterów ulubionych filmów z dużego ekranu i seriali TV, to oczekiwania obecnych pokoleń będą wypadkową sukcesu ich rówieśników w Internecie. Problem w tym, że sukces nie bierze się z oczekiwań, czego pokolenia dotknięte wpływem mediów masowych nie do końca lub wcale nie rozumieją. Skoro kolega z osiedla inkasuje piątkę za spożycie Pepsi podczas filmu na YouTube’ie, to oczywistym będzie poczucie zazdrości czy niesprawiedliwości, że my musimy robić po 12 godzin dziennie przez dwie dekady, aby zbudować samą zdolność kredytową.

Spiralę źle pojętego sukcesu i niezdrowych oczekiwań nakręcają także domorośli kołcze, niektórzy mówcy motywacyjni i spece od rozwoju osobistego, których największym osiągnięciem jest prowadzenie kursów na temat rozwoju osobistego. Reklamy krzyczące do nas, że sukces jest na wyciągnięcie ręki, że wszystko można sprzedać „stosując tych 5 prostych trików”, że zasługujesz na szczęście i tylko od Ciebie zależy, czy je osiągniesz, to materiał kancerogenny, który żywi się niespełnionymi aspiracjami każdego z nas burząc wewnętrzną równowagę taranem sztucznych potrzeb.

Stosując tych 6 prostych trików…

Aby wyleczyć się z roszczeniowości, musimy najpierw ocenić, jak bardzo roszczeniowi jesteśmy. Niestety roszczeniowcy (na różnych poziomach wtajemniczenia) rzadko zdają sobie z tego sprawę – albo z powodu samouwielbienia przesłaniającego horyzont zdarzeń, albo na skutek zwyczajnej niewiedzy. Każdy z nas może być w jakimś stopniu roszczeniowy. Żeby jednak odkryć w sobie niechciane i szkodliwe cechy, trzeba chcieć, a z tym, jak wiadomo, różnie bywa. Tutaj polecam ćwiczenie introspekcji.

Gdy już zidentyfikujecie swojego pasożyta, polecam wdrożyć poniższe praktyki:

1. Przyjmij perspektywę osoby, która Cię ostatnio zdenerwowała. Powiedzenie, że świadczy o nas to, co wyprowadza nas z równowagi, jest doskonałym obrazem tego, w jaki sposób funkcjonują nasze umysły. Stawiając się na miejscu osoby, która działa nam na nerwy, praktykujemy nie tylko zrozumienie ale też pokorę. Wybory ludzi zawsze z czegoś wynikają, a wiedza na ten temat jest bezcenna, bo pozwala nie tylko unikać złych wyborów, ale też wpływać na swoje otoczenie, aby zmieniało się na lepsze. Jeśli sprawia Ci trudność abstrakcyjne myślenie, weź kartkę papieru i spróbuj zrobić listę motywów, które mogły kierować denerwującą Cię osobą. Gdy już skończysz, odłóż listę i wróć do niej kolejnego dnia. Zastanów się, jakie emocje wzbudzają w Tobie opisane rzeczy i dlaczego.

2. Ciesz się z sukcesu innych osób i chwal je publicznie, gdy zrobią coś dobrze. Osoby roszczeniowe dostają apopleksji, gdy widzą, że komuś się udało, ponieważ nie potrafią znieść, że to nie oni są w centrum uwagi. Z czasem dostrzeżesz, że zauważanie sukcesu innych poprawia Ci nastrój i dodaje motywacji do lepszej pracy.

3. Inicjuj wspólny wysiłek lub pracę grupową. Inspiruj innych, aby wyrażali swoje zdanie, dzielili się doświadczeniami i brali czynny udział we wspólnych działaniach. Jeśli trafia Cię szlag, gdy ktoś „nie ma racji”, nie wskakuj na niego jak baba na przyczepę, tyko przeczekaj napływ krwi do głowy, policz do pięciu albo dziesięciu i zamiast sprowadzać rozmówce do poziomu ściółki leśnej, zapytaj, czy potrafi uzasadnić swoje stanowisko. A nuż widelec ma rację.

4. Staraj się nie przyjmować strony w sporach światopoglądowych. Rzadko kiedy takie spory są czarno-białe. Właściwie to nigdy nie są. Jeśli masz skłonność przyjmowania stron zanim rozpocznie się dyskusja, to z całą pewnością wybierzesz tę stronę, która jest Ci bliższa emocjonalnie a nie merytorycznie. Gdy trzeba, graj adwokata diabła. Stawanie po stronie opcji (nie, nie jest to sprzeczne z pierwszym zdaniem tego punktu), z którą się nie zgadzasz, to świetne ćwiczenie intelektualne, ponieważ wymusza elastyczność i poszerza Twój arsenał retoryczny na przyszłość.

5. Obserwuj swój postęp. Podejmując działania mające na celu długofalową poprawę jakiegoś aspektu swojego życia, konieczne jest wnikliwe obserwowanie zmian zachodzących w emocjach, relacjach czy myśleniu. Jeśli próbujesz oduczyć się roszczeniowości, zwracaj uwagę, czy od czasu wprowadzenia zmian komunikacja z ludźmi nie staje się łatwiejsza, czy nie jesteś bardziej zadowolony z życia, etc. Dostrzeganie owoców swojej pracy, szczególnie jeśli jest to praca wymagająca wysiłku, to doskonałe paliwo motywujące do dalszego działania.

6. Bądź czujny i wyłapuj próby usprawiedliwiania własnych grzechów i grzeszków. Bardzo często nachodzi nas pokusa, aby komuś spuścić werbalny łomot, ponieważ działa nam na nerwy. Myślenie w stylu „należało mu się, bo jest kretynem” albo „dziś mu wygarnę, w końcu tyle czasu się powstrzymywałem” do niczego nie prowadzi. Uzasadnianie złego zachowania zawsze prowadzi do przesuwania granicy tolerancji. To tak jak z paleniem – nie rzucisz, jeśli będziesz raz w tygodniu przypalał do piwka.

A jak już Ci się uda, naucz tego innych!

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię