Jak bronić się przed fałszem w mediach – część 2

Świat nie jest zły. Długo wydawało mi się, że jest. Jeśli cokolwiek złego dzieje się na świecie na globalną skalę, to z tej przyczyny raczej, że ludzie mają dobre intencje. Wystarczy jedna osoba, która ma złe intencje, aby wykorzystać dobre intencje całej reszty. Nie wystarczy jednak jedna osoba, aby przekonać wszystkich innych, że są wykorzystywani. Właśnie z powodu wiary ludzi, że inni mają dobre intencje.

Nie trzeba kłamać, aby mówić nieprawdę. Znając psychikę ludzką i schematy przetwarzania świata przez ludzi, można tak skroić informację, aby mówiąc prawdę wywołać u człowieka zwątpienie. I odwrotnie.

17-latek przychodzi rano do domu po alkoholowych urodzinach kumpla. Na jego nieszczęścia mama stoi w drzwiach i na dzień dobry przeszywa biedaka badawczym spojrzeniem. Na pytanie, czy pił, syn dziarsko odpowiada: „Oczywiście, mamo!’. Mama pomyśli, że syn nie pił, bo przecież gdyby pił, to by zareagował inaczej.

Zaufanie i wiara w dobre intencje syna spowodowały, że mama dała się zmanipulować. A teraz wyobraźcie sobie, że to samo robią dorośli innym dorosłym, ale na większą skalę.

Budowanie negatywnych skojarzeń

W prasie (bardziej elektronicznej niż tradycyjnej) informacja z reguły opatrzona jest odpowiednim obrazkiem. Wynika to z prostego faktu: informację wizualną szybciej przetwarzamy (stąd np. znaki drogowe są symboliczne a nie tekstowe), a więc łatwiej przykuć naszą uwagę. Wynika również z tego inny fakt: informację wizualną, a szczególnie, gdy wzbudza emocje, zapamiętujemy na dłużej.

Jeśli chcemy wzmocnić przekaz nagłówka, wystarczy umieścić wymowny obrazek tuż obok niego. Nie ma znaczenia, czy obrazek jest autentyczny lub w ogóle w jakikolwiek sposób związany z wydarzeniem. Doskonałym przykładem takiego zabiegu jest zdjęcie poniżej, którym opatrzono nagłówek tekstu traktującego o nietolerancji: „[…] słyszą od Polaków ‘wracajcie do domu’…” Na zdjęciu, niewidocznym i drobnym drukiem, widnieje informacja „zdjęcie poglądowe”.

whitepower

Innym ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie popularnego sloganu kojarzonego z konkretną osobą lub grupą ludzi w pejoratywnym (negatywnym) kontekście. Nie ważne, czy kontekst ma jakikolwiek związek z tymi ludźmi. Najważniejsze, aby odbiorca zapamiętał negatywne emocje z nim związane.

Przykłady z prasy:
Pani X poczuła dobrą zmianę, gdy […] dziewczyna […] krzyczała white power.
Pana X wyrzucono z mieszkania, ponieważ nie stać go na rachunki. Tak wygląda polska zielona wyspa.

„Dobra zmiana” kojarzona jest z rządem PiS, natomiast „zielona wyspa” z Donaldem Tuskiem. Oba slogany wystarczy skojarzyć z wydarzeniem, z którym ani rząd PiS, ani Donald Tusk nie mają żadnego związku. Następnym razem, gdy odbiorca usłyszy o „dobrej zmianie” lub „zielonej wyspie”, przypomni sobie młodą rasistkę lub biedaka wyrzuconego na bruk. Jeśli odbiorca jest już uprzedzony do jednej cz drugiej opcji, to bezkrytycznie powieli tę absurdalną informację święcąc moralny triumf nad przeciwnikami światopoglądowymi.

Język tworzy rzeczywistość

Ludwig Wittgenstein mawiał, całkiem słusznie zresztą, że granice [naszego] języka oznaczają granice [naszego] świata. Jeśli przyjmiemy założenie, że powstanie naszej świadomości jest nierozerwalnie związane z rozwojem języka, wówczas logicznym wydaje się założenie, że sposób, w jaki rozumiemy pojęcia, wpływa na to, jak postrzegamy rzeczywistość.

Mając to na uwadze, „wystarczy” doprowadzić do usunięcia interesujących nas pojęć ze sfery publicznej lub podmiany definicji kryjących się za kluczowymi pojęciami organizującymi życie społeczeństw. Do takich pojęć niewątpliwie należą: wolność, równość, sprawiedliwość, rodzina, naród, demokracja, którymi dziś, dla celów politycznych i finansowych, usta wycierają sobie bezwstydnie przeróżne środowiska.

Jednym z drastyczniejszych przykładów wojny pojęciowej jest aborcyjny spór o definicję człowieka. Kwestie naukowe czy logiczne traktowane są tu instrumentalnie, ponieważ obie (skrajne) strony konfliktu używają ich do uzasadnienia faworyzowanych stanowisk nie bacząc na aspekt etyczny (dot. źródła i zasadności „europejskiej” moralności) i historyczny problemu (np. okrucieństwa wojen światowych). Czyli z jednej strony mamy „usuwanie płodów”, a z drugiej „holokaust nienarodzonych”. W obu przypadkach mamy do czynienia z przerywaniem życia (proszę zwrócić uwagę, iż nawet bakterie nazywane są “życiem” przez naukowców), natomiast cała reszta to ekstremalne nadbudowy ideologiczne.

Dokładnie z tych samych powodów mieszkańcy III Rzeszy Adolfa Hitlera to naziści, a nie Niemcy (co najmniej jakby naziści wzięli się z Księżyca), a obozy koncentracyjne były polskie, a nie zbudowane na ziemiach polskich przez Niemców. Wszystko oczywiście sprowadza się do przenoszenia i zmniejszania odpowiedzialności za konkretne wydarzenia.

Na całym świecie można nie lubić Polaka, Amerykanina czy Rosjanina, ale nielubienie Żyda jest antysemityzmem i grozi sankcjami międzynarodowymi. Mimo że nie ma absolutnie żadnego racjonalnego powodu, dla którego antysemityzmowi nie powinna odpowiadać polonofobia, to jednak takiej równości pojęciowej nie ma. Ba!, dziś polonofobia to pojęcie przypisywane niemal wyłącznie antysemitom.

Na naszym własnym podwórku wojny pojęciowe ograniczają się niemal ekskluzywnie do podziału na linii prawo-lewo. Z obu stron tworzone są sztuczne chmury pojęć i skojarzeń, dzięki którym łatwiej manipulować nastrojami ludzi:

1. Z lewej: patriota, faszysta, rasista, nieudacznik, zaściankowiec, oszołom, człowiek nietolerancyjny.
2. Z prawej: postępowiec, liberał, lewak, pedał, komuch, ubek.

Dla osoby używającej powyższych chmur pojęciowych świat ma tylko dwa bieguny, a wyciągnięcie go z tego wymaga nie lada wysiłku i odwagi. Niestety media bardzo dziś dbają o to, aby chmury pojęciowe były mocno ugruntowane w naszej świadomości, dlatego patriotom nie mającym nic przeciwko „pedałom” czy postępowcom wierzącym w Boga jest niezwykle ciężko wyrażać własne zdanie bez wylądowania w jednym z worów pełnych ideologicznych pomyj.

Asymetria i niekonsekwencja

Z manipulacji pojęciami wynikają inne przypadłości – asymetria w relacjonowaniu podobnych wydarzeń i niekonsekwencja ekspresji poglądów. Najprostszym zatem sposobem na poznanie, czy medium jest rzetelne i bezstronne, to porównanie języka używanego do opisania takich samych wydarzeń. Weźmy na przykład trzy mocno eksploatowane w ostatnich latach przypadki:

1. Manifestacje – w zależności od tego kto manifestuje, możemy nazwać je wandalizmem, performansem, instalacją artystyczną, okupacją lub protestem. Każde z tych pojęć ma zupełnie innych wydźwięk, a przy odrobinie kreatywności można jeszcze je rozszerzyć o odpowiednie przymiotniki. Zatem w 2013 roku narodowcy „[bandyci] zakłócili wykład prof. Baumana” na UWr, natomiast w kwietniu 2016 roku w Kościele Św. Anny „odbył się protest przeciwko ustawie antyaborcyjnej” (słynne „wychodzenie wiernych” z kościoła). W obu przypadkach doszło do zakłócenia wydarzenia, ale tylko w jednym mamy do czynienia z protestem. Nie trzeba być narodowcem, aby różnica w relacji kuła w oczy.

2. Rasizm – temat jest o tyle ciekawy, że sam pewnego dnia dowiedziałem się, iż słowo „murzyn” jest rasistowskie, mimo że zawsze kojarzyło mi się bardzo pozytywnie z klasycznym „Murzynkiem Bambo” i nie powodowało we mnie dysonansu poznawczego a’la „prymitywny murzyn”. Dziś oczywiście nie wolno używać tego słowa nigdzie, jeśli nie chce się wyjść na rasistę. Innym doskonałym przykładem jest gęste informowanie o „polskiej ciężarówce [Scania], która wjechała w tłum ludzi w Berlinie” w porównaniu do ciężarówki bez narodowości, która wjechała w ludzi we Francji nieco wcześniej.

3. Korupcja – a) Partia A kradnie – skandal, trybunał stanu; b) Partia B kradnie – i co z tego, Partia A też kradnie.

Jeśli dziennikarz w jednym tekście twierdzi, że np. Kościół katolicki nie powinien mieszać się do polityki, a w innym przeprowadza wywiad z księdzem na temat bieżących spraw politycznych, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z hipokryzją. Stosowanie podwójnych standardów, gdy jest nam to na rękę, to bardzo popularna metoda promowania swoich racji. W skrócie: autorytet jest dobry, gdy mówi to, co chcemy usłyszeć. W każdym innym wypadku trzeba go zdyskredytować.

Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane

Niedawno media obiegła informacja, że wojska Baszszara al-Assada odbiły #Aleppo z rąk „rebeliantów” (ISIS i wchłonięte oddziały tzw. Rebeliantów z al-Nusry). Równocześnie pojawiły się niepotwierdzone informacje w mediach zachodnich, że wojska rządowe (Assada) dokonują egzekucji na cywilach, w tym dzieciach i kobietach. Te same wojska, które wyzwoliły miasto spod wieloletniej okupacji Państwa Islamskiego – zbrodni tego tworu nie muszę Wam chyba przybliżać. Te same wojska, do których według wszelkich potwierdzonych relacji uciekają… cywile.

W pewnej polskiej gazecie pojawił się artykuł zatytułowany:

Aleppo: ONZ alarmuje o egzekucjach cywili przez oddziały prorządowe.

Artykuł na swoim blogu udostępnił pewien popularny bloger.

Temat szybko podchwycili czytelnicy i jęli udostępniać wpis na FB wyrażając smutek z powodu cierpienia ludzi. I nie ma w tym nic złego, oprócz jednej drobnostki – informacja o masowych egzekucjach miała charakter spekulacji, o czym można się przekonać czytając źródła, na które powołuje się polska gazeta[1][2].

ONZ faktycznie alarmuje, że w Syrii dzieje się coś niedobrego, ale zaznaczają, że nie są to informacje potwierdzone i na tamtą chwilę nie mieli możliwości ich samodzielnej weryfikacji. Czyli de facto ktoś coś powiedział i na tej podstawie zbudowano całą konstrukcję manipulacji.

Polscy i światowi celebryci (w tym kilka szanownych osobistości polskiego showbizu) poruszeni losem biednych dzieci w Aleppo opublikowali na swoich profilach FB komunikaty wzywające do pomocy. Zatroskani fani jęli wpłacać pieniądze na kompletnie niezweryfikowane organizacje humanitarne (np. Białe Hełmy). Całe strumienie pieniędzy tym samym przepadły gdzieś bez wieści, a mieszkańcy Polski, Europy i USA mają spokojne sumienia, że „pomogli”. Tylko czy na pewno pomogli?

Dziś w telewizjach całego świata pokazuje się filmy, na których dzieci wracają do swoich rodzin[3], a syryjscy Chrześcijanie świętują Boże Narodzenie w Aleppo[4]. W tym samym Aleppo, w którym niedawno miało dochodzić do rzezi bezbronnych cywili. A co dzieje się dziś w Mosulu lub Jemenie? Polecam wyguglować w ramach demaskowania manipulacji.

Jeśli nie masz czasu, aby być doinformowanym, to najlepsze, co możesz zrobić, aby nie pogarszać sytuacji na świecie, to wstrzymać się od zabierania głosu. Wiem, to trudne. Wolimy zabierać głos, nawet jeśli nie mamy nic do powiedzenia, bo każe nam sumienie. Warto jednak nad tym popracować, bo sumienie uciszyć bardzo łatwo, ale świat naprawić nieco trudniej.

Nie bez powodu dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane.
__
[1] http://www.bbc.com/news/world-middle-east-38301629
[2] http://europe.newsweek.com/un-chief-ban-ki-moon-warns-aleppo-atrocities-against-civilians-531246?rm=eu
[3] https://www.youtube.com/watch?v=G0M7Xm4nEBU
[4] https://www.youtube.com/watch?v=n-TH893YxF0

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

1 Comment

  • Maciej Chwistek

    No jednak ten antysemityzm gdzie z tego powodu zginęły miliony różni się od nie lubienia.

    07/01/2017 at 4:10 pm

Wyraź swoją opinię