Zrozumieć siebie, czyli jak docierać do źródła własnych problemów

Internet pełen jest tekstów typu „7 porad, jak być szczęśliwym”, „10 nawyków, dzięki którym przetrwa Twój związek” lub „5 sposobów na zdobycie motywacji”. Jak pewne możecie się domyślić, artykuły te są tak powszechne, ponieważ chętnie je czytamy, a zatem „napędzamy” sukces komercyjny portali czy profili publikujących takie treści. Jednak co symptomatyczne, korzyści płynące z czytania tych porad są chwilowe i z reguły ograniczają się do ulotnego wzrostu motywacji, której próżno szukać, gdy zachęceni lekturą zabieramy się do wdrażania pozyskanej wiedzy w życie.

Brak motywacji, problemy komunikacyjne w pracy czy konflikty w związku mogą mieć różne podłoża, a co za tym idzie, próba ich rozwiązania przy pomocy ogólnych wskazówek lub porad serwowanych w popularnych zestawieniach może doprowadzić do porażki i frustracji. Skoro bowiem żadna z dziesięciu praktycznych i rzekomo skutecznych metod polecanych przez profesorów wypowiadających się na łamach szanowanych portali nie pomaga, to znak, że ze mną jest coś poważnie nie tak.

Błąd. Aby zrozumieć siebie, niezbędne jest inne podejście.

Weźmy na przykład zwyczajnego młodzieńca ze złamanym sercem. Kobieta go rzuciła i poszła w tango z innym. Porzucony i rozczarowany dociera do tekstu, w którym radzą, że nad związkiem trzeba pracować, a robi się to przez rozmowę, szczerość i otwartość. Zachęcony okrągłymi słowami poznaje nową księżniczkę, a ponieważ wziął sobie do serca porady profesora z Internetu, daje kobiecie wszystko, czego wymaga „zdrowy związek”. Gdy kobiecie jest źle – tuli, gdy jest chora czy ma inne zmartwienie – wspiera. Jest empatyczny, słucha i łagodzi konflikty. Pewnego dnia wraca do domu i zastaje puste pomieszczenia. Kobieta czmychnęła, bo „to jednak nie to”.

Biedak zachodzi sobie w głowę, co zrobił źle. Przecież dawał jej wszystko – ciepło, zrozumienie, bezpieczeństwo. Z pewnością nie była go warta – pomyśli. I konstatacja ta będzie miała taką wartość, jak wszystkie poprzednie jego starania. Jego sercowe nieszczęścia mogą bowiem wynikać np. z problemów emocjonalnych wyniesionych z dzieciństwa, które wychodzą na wierzch w codziennych interakcjach z kobietami. Z powodu tych problemów młodzieniec będzie źle interpretował docierające do niego sygnały, a jego zachowania będą przerysowane, co ostatecznie zadziała odstraszająco. Próby wdrożenia abstrakcyjnych porad, które „pomagają stworzyć szczęśliwy związek” spowodują tylko tyle, że będzie za szczery lub zbyt asertywny, a wiadomo – każda skrajność generuje inne problemy.

Spójrzmy teraz na inny przypadek. Niewiasta pragnie zostać pisarką. Czyta książki i od czasu do czasu nawet coś skrobnie do szuflady. Chciałaby jednak napisać coś z rozmachem, bo takie dłubanie na własny użytek prowadzi co ewentualnie do eksmisji. Każdego dnia siada do laptopa i gdy tylko zabiera się za pisanie, milion innych rzeczy odciąga jej uwagę. I w takiej przykrej niemożności mija cała dekada, kiedy aspiracje kwitną niby dumna sekwoja, a rezultaty stoją w miejscu z konsekwencją pomnika ze spiżu.

Niewiasta natyka się na „10 porad, jak zwiększyć swoją efektywność i osiągnąć sukces”. Pochłania lekturę z wydajnością odkurzacza, a po skończeniu czuje niezbędną motywację do wspięcia się na szczyt kreatywności. Zgodnie z poradami wyłącza Facebooka, smartfona, a pocztę sprawdza dopiero wieczorem. Co więcej, „focusuje się na challenge”, myśli o procesie twórczym i zaszczytach czekających na nią, gdy już będą o niej pisać w portalach „lifestyle’owych”. Przy okazji zdążyła pokochać siebie i odrzuciła kulturowy paradygmat pozostania matką, aby realizować się na innych płaszczyznach.

Przez pierwszy tydzień nawet udało jej się stworzyć pierwszy rozdział przyszłego bestsellera. I pewnie skończyłaby książkę, gdyby nie nagły spadek motywacji niezwiązany absolutnie z żadnym wydarzeniem. Bo oprócz pisania, nic się w jej życiu nie stało przez ten okres. Zaskoczona niepowodzeniem popada w bezdenną otchłań bierności i przeżywa kolejną dekadę dłubiąc do szuflady.

Oba opisane przypadki mają jedną wspólną cechę – zarówno młodzieniec jak i niewiasta nie mają zielonego pojęcia, dlaczego nie są w stanie osiągnąć tego, co sobie założyli. Jeszcze bardziej nie rozumieją, dlaczego porady kształconych osób nie pomagają. Ewidentnie muszą być wyjątkowymi przypadkami odpornymi na sukces.

Przyczyn tej odporności należałoby w moim przekonaniu upatrywać w niezdolności tych osób do tzw. introspekcji, czyli wnikliwego obserwowania i badania własnych emocji, doświadczeń i przeżyć psychicznych. Nie zawsze bowiem wystarczy stosowanie się do zaleceń, które podobno pomagają większości. Wbrew pozorom brak motywacji rzadko wynika z lenistwa czy niskiej koncentracji, które same w sobie mogą być rezultatem głębszych problemów. Żeby jednak dotrzeć do przyczyn wszystkich naszych niepowodzeń, niezbędne jest wnikliwe, cierpliwe i odważne spojrzenie „do wewnątrz”.

Introspekcja w praktyce

Jeśli nie jesteście w stanie zabrać się za coś, bo na przykład brakuje Wam motywacji, to proponuję następujące ćwiczenie. Powiedzmy, że chcecie zabrać się za pisanie. Usiądźcie przed laptopem i spróbujcie *zacząć* pisać. W momencie, gdy Wasze myśli odlatują w innych kierunkach, starajcie się wyłapać te myśli i zastanówcie się, dlaczego do nich odlatujecie. Zastanówcie się, czy te myśli są dla Was ważne i co oznaczają. Próbujcie wyłapywać emocje, jakie towarzyszą procesowi pisania i „ulatywania” i nazywajcie je w myślach. Jeśli czujecie zniecierpliwienie, powiedzcie sobie w myślach, że jesteście zniecierpliwieni, a następnie zadajcie sobie pytanie, dlaczego jesteście zniecierpliwieni. Po udzieleniu odpowiedzi, zadawajcie kolejne pytania – dlaczego/jak/po co – aż dotrzecie do odpowiedzi, której nie da już się rozłożyć na mniejsze czynniki. Powtarzajcie proces za każdym razem, gdy Wasza uwaga ucieka od założonych czynności. Jeśli zdołacie dotrzeć do przyczyny „ulatywania” myśli, spróbujcie zastanowić się, jakie warunki musielibyście spełnić, aby wyeliminować tę przeszkodę. Niektórzy odkryją, że stresuje ich cisza lub otoczenie, a inni dotrą do poważniejszych problemów z własną osobowością, nad którymi będą musieli pracować długie lata, aby je rozwiązać.

Gdy dochodzi do konfliktu w związku, to zamiast rzucać mięsem czy obrażać się jak dziecko, lepiej zastanowić się, jakie emocje czujemy w chwili kryzysu, a potem zadać sobie pytanie, dlaczego je odczuwamy. Czy powodem są słowa drugiej osoby? Jeśli tak, dlaczego akurat te słowa wywołały w nas gniew? Może powodują w nas poczucie zagrożenia, bezsilności? Jeśli tak – dlaczego? Czy problemem może być niskie poczucie wartości? Chora duma? Strach przed nieznanym? Każda negatywna emocja ma jakieś podłoże, a udzielając sobie szczerych odpowiedzi na trudne pytania możemy odkryć przyczyny wszystkich naszych bolączek.

Kluczowe w introspekcji jest porządkowanie przepływu myśli i emocjonalnego chaosu. Zniecierpliwienie często wynika z tego, że nasz mózg pracuje na wysokich obrotach, bo gdzieś „w tle”, zupełnie nieświadomie, jesteśmy zatroskani niezwiązanymi z obecną sytuacją wydarzeniami. Można to w pewnym sensie porównać do tzw. „gonitwy myśli”, która powoduje bezsenność. Większość z nas dodatkowo jest oszukiwana przez własne mózgi. Nasze organizmy nie lubią stresu, dlatego są wyposażone w odpowiednie mechanizmy chroniące przed nim. Wypieranie, zakłamywanie, kiepska pamięć, zamazywanie pojęć, duma, etc. Te wszystkie rzeczy zaburzają percepcję świata utrudniając dostęp do prawdziwych przyczyn stanów emocjonalnych.

Introspekcja nie jest łatwa i nie musi zawsze prowadzić do sukcesu. Co więcej, dotarcie do faktycznych przyczyn własnych niemożności może trwać latami. Wbrew pozorom czasem łatwiej jest żyć w zgodzie ze sobą i otoczeniem nie zdając sobie sprawy, że jesteśmy zakompleksieni, mało rozgarnięci czy ujemnie obdarzeni w jakiś inny nieciekawy sposób. Pozostaje sobie zadać wtedy pytanie: po co żyjemy? Bo jeśli tylko po to, aby było „fajnie”, to w sumie lepiej dać sobie siana z psychologią.

Ostatnia aktualizacja tekstu: 22.12.2016.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

1 Comment

  • Kinga

    Świetny artykuł! :)

    19/02/2017 at 10:28 am

Wyraź swoją opinię