inteligencja emocjonalna

Inteligencja emocjonalna to pseudonaukowe kłamstwo

Inteligencja emocjonalna do głównego nurtu publicystyki popularnonaukowej wdarła się za pośrednictwem książki Daniela Golemana z 1995 roku. Od tego czasu temat jest niemal tak gorący, jak dla XIX-wiecznych kolonizatorów teorie Charles’a Darwina. Dość powiedzieć, że emocjonalna inteligencja przerodziła się w swoją własną naukę, której rzekome odkrycia mają być panaceum na wszystkie bolączki globalnego świata.

Nie ulega wątpliwości, że zdolność zarządzania emocjami, empatia i kompetencje miękkie odgrywają ogromną rolę we współczesnych relacjach społecznych i zawodowych. Niestety, ich wpływ na ogólnie pojęte powodzenie życiowe i status socjoekonomiczny jest drastycznie przeceniany, a trend ten jest eksploatowany w przestrzeni popularnonaukowej do tego stopnia, że tworzy fałszywy obraz rzeczywistości.

Poniżej postaram się wykazać, dlaczego inteligencja emocjonalna nie jest koncepcją naukową tylko dziedziną tzw. psychologii popularnej lub coachingu w najlepszym wypadku, a w najgorszym – produktem marketingu korporacyjnego charakterystycznego dla zmierzchającej, ale mimo wszystko, kultury globalnej.

W lesie definicji

Daniel Goleman, rzeczony popularyzator pojęcia, definiuje EI (1995) jako zestaw następujących zdolności:
1) samoświadomość (świadomość własnych emocji),
2) samoregulacja (zdolność zarządzania własnymi emocjami),
3) kompetencje społeczne (zarządzanie relacjami z innymi ludźmi),
4) empatia (rozumienie potrzeb innych ludzi),
5) motywacja (osiąganie celu).

Co ciekawe, prekursorem prac nad koncepcją nie jest Goleman, tylko Salovey & Mayer, którzy napisali na ten temat pracę już w 1990 roku. Z jakiegoś powodu popularne źródła kompletnie pomijają ten fakt. Według nich, inteligencja emocjonalna to zdolność:
1) dostrzegania i wyrażania emocji,
2) wykorzystywania (asymilacji) emocji w myśleniu,
3) rozumienia i analizowania emocji,
4) refleksyjnej regulacji emocji.

Podobną wykładnię pojęcia znajdziemy w słownikach psychologicznych, np. EI to zdolność rozpoznawania własnych i cudzych emocji, rozróżnianie i stosowne nazywanie uczuć, wykorzystywanie informacji emocjonalnych w myśleniu i zachowaniu, zarządzanie emocjami w celu dostosowania się do środowiska lub osiągnięcia wyznaczonego celu (Coleman 2008).

Rdzeń pojęcia jest więc wyraźny.

Oprócz powyższych, istnieje kilka lub kilkanaście alternatywnych definicji, co stanowi pierwszy problem, ponieważ każda kolejna opiera się na arbitralnych kryteriach wynikających zdawałoby się z widzimisię autorów. Na przykład u Bar-Ona (1997) dowiemy się, że inteligencja emocjonalna to „niekognitywne zdolności, umiejętności, kompetencje…” po czym jako jedną z nich wymienia się „rozwiązywanie problemów”, która jest zdolnością kognitywną opisaną w ramach spójniejszego modelu inteligencji psychometrycznej. Autor, rzutem na taśmę chyba, wpisał na listę wymienionych „zdolności, umiejętności i kompetencji” optymizm i szczęście – pojęcia, których wartości naukowej można dociekać co ewentualnie w dziełach Jane Austen.

Inwencji twórczej nie zabrakło Petridesowi i Furnhamowi (2003), którym EI jawi im się jako „konstelacja związanych z emocjami autopercepcji (self-perceptions) i usposobień ocenianych w ramach samoewaluacji”. Ponieważ samoewaluacja własnych percepcji nie jest i nie może być wyłącznym źródłem informacji służącym do budowania/odkrywania/definiowania kategorii naturalnych, to dalszy komentarz uważam za zbędny. Oczywiście nie odmawiam modelowi Petridesa i Furnhama waloru praktycznego w zakresie konsultingu zawodowego i personalnego, jednak jego wartość naukowa jest minimalna.

To tyle, jeśli chodzi o definicje. Cytowanie innych autorów nie wnosi niczego nowego do aspektów problemu, które będę poruszał, ponieważ zdecydowana większość modeli obraca się wokół tego samego zamysłu.

Inteligencja emocjonalna Daniela Golemana

W swojej książce „Inteligencja emocjonalna” Goleman wychodzi z obserwacji, że „ani oceny uzyskiwane w szkole, ani iloraz inteligencji, ani wyniki testów SAT [odpowiednik matury w USA – przyp. autor] nie pozwalają bezbłędnie przewidzieć, kto odniesie w życiu sukces”. Jest to o tyle frapująca konstatacja, że po pierwsze nikt nigdzie nie twierdzi, jakoby rzeczone czynniki miały w 100% przewidywać sukces jakikolwiek, a po drugie nie istnieje ani jedno badanie opublikowane po stosownej recenzji naukowej, z którego wynikałoby, że inteligencja emocjonalna, jako alternatywa, pozwala przewidzieć sukces zawodowy ponad to, co można przewidzieć dzięki współczynnikowi inteligencji (IQ). W istocie, IQ okazuje się być lepszym predyktorem przyszłych zarobków, sukcesu akademickiego czy skali rozwodów niż wykształcenie lub status socjoekonomiczny rodziny, w której wychował się badany (Fraser 1975, s. 71-2). De facto tutaj mógłbym zakończyć cały wywód i nie tracić czasu na wnikanie w teoretyczne meandry zagadnienia. Polemika jednak musi być pełnowartościowa, dlatego przyjrzyjmy się argumentom przeciwko IQ wysuwanym przez autora

Goleman twierdzi też, że „w najlepszym wypadku iloraz inteligencji określa około 20 procent czynników, które decydują o sukcesie, co oznacza, że 80 procent zależy od innych zmiennych” (2012, s. 47). Niestety, jedyne źródło, do którego prowadzi adnotacja (Fraser 1975, s. 26-7), nie podaje podstaw dla tego twierdzenia, ani metodologii wykorzystanej w ewentualnych pracach na ten temat. Chętnie jednak wykorzystuje [Goleman] przy innej okazji cytaty z książki The Bell Curve…, której autorzy przestrzegają, że najniższy znany poziom dokładności, z jaką testy inteligencji (i pochodne) określają produktywność zawodową, to zaledwie 35-40%! (Herrnstein & Murray 1994, s. 84). Nie przeszkadza to jednak autorowi snuć przekonań, że te „inne zmienne” mieszczące się w 80% całości to zapewne hipotetyczna inteligencja emocjonalna.

Jednym z przykładów nadających legitymacji powyższemu ma być w mniemaniu Golemana fakt, że „dzieci amerykańskie pochodzące z rodzin przybyłych z Azji mają iloraz inteligencji wyższy o przeciętnie dwa, trzy punkty od dzieci z rodzin białych” (2013, s.123). Autor co prawda słusznie zauważa, że wynika to z kulturowo zdeterminowanej etyki pracy, która przejawia się większą motywacją, zapałem i wytrwałością, ale naiwnie i całkowicie fałszywie utożsamia to z przewagą emocjonalną (s. 124). Oczywiście możliwe jest, że silna etyka pracy zmniejsza wpływ emocji na dokonywanie wyborów, ale nie wynika to bynajmniej z większej inteligencji emocjonalnej, tylko z faktu, że w cywilizacji chińskiej (za Konecznym obejmującej również m.in. Japonię, Koreę i Wietnam) nie zakorzenił się nigdy personalizm, a więc nie doszło do upodmiotowienia jednostki i społeczeństwa. W Chinach np. moralne jest to, co nakazuje władza, która zna dobro państwa i obywatela (Kuriański 2011, s. 128), natomiast w Japonii podstawą społeczeństwa jest grupa, a każdy, kto zakłóci jej harmonię, zostaje ukarany (Kaji et. Al 2001, s.14). Gdzie tu inteligencja emocjonalna? Nie wiem.

Innym razem Goleman twierdzi, że „Iloraz inteligencji w niewielkim stopniu wyjaśnia różne losy osób o mniej więcej takich samych widokach na przyszłość, wykształceniu i zdolnościach” (2013, s. 68), a dowodem na poparcie tej tezy jest przypis wyjaśniający, iż „Vaillant [autor cytowanego badania], pracujący obecnie na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Harvarda, powiedział mi, że wyniki testów są względnie słabą podstawą do snucia przewidywań o odniesieniu sukcesu w życiu przez mężczyzn należących do tej mającej przewagę nad innymi grupy” (s. 411).

Zauważcie manipulację, jakiej tu dokonano. Zdanie w tekście właściwym pisane jest jako fakt, natomiast dopiero w przypisach, których niemal nikt nie czyta, widnieje informacja, że jest to opinia pracownika naukowego, która, co gorsza, jest cytowana z „zasłyszenia”, a więc nie można jej nigdzie znaleźć celem potwierdzenia lub polemiki.

W tym samym rozdziale Goleman cytuje wyniki badania na 450 chłopcach z rodzin imigranckich o niskim statusie socjoekonomicznym twierdząc, że „[…] i tu miał on [IQ] niewielki związek z tym, jak powodziło im się w pracy czy w innych dziedzinach życia” i „[…] przyczyną dużo większych różnic w poziomie życia były przejawiane już od dzieciństwa takie zdolności, jak umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami, panowanie nad emocjami i współżycie z innymi ludźmi” (2013, s. 69).

Abstrahując od faktu, że próbka badawcza dla ówczesnej populacji USA jest statystycznie niereprezentatywna, to dwie kwestie, o których Goleman raczył nie napisać, wymagają wyjaśnienia. Po pierwsze autorzy badania wyraźnie wskazują, że testy IQ chłopców były najprawdopodobniej niedoszacowane z uwagi na imigranckie pochodzenie badanych (bariery językowe i kulturowe) oraz materialną deficytowość środowiska, w którym się wychowywali (Felsman 1987, s. 292), co oznacza, że w normalnych warunkach wyniki testów IQ powinny być wyższe. Po drugie, te i tak już zaniżone wyniki tworzą najmocniejszą korelację ze statusem socjoekonomicznym badanych w wieku 47 lat spośród wszystkich czynników branych pod uwagę (w kontekście innych wyników badania, bo w rzeczywistości jest to bardzo słaba korelacja).

tabelka

Dla jasności, powyższe nie oznacza, że los chłopców uzależniony był (wyłącznie) od ich IQ. Problem w tym, że w skali subgrupy tym bardziej nie oznacza to, że istotniejsze od IQ było radzenie sobie z emocjami czy współżycie z innymi. Podstawowy błąd, który od samego początku robi Goleman, to usilne oddzielanie kompetencji miękkich od ogólnego poziomu IQ, o czym będę pisał dalej.

W skali całej książki jest wręcz symptomatyczne, że na poparcie swoich pomysłów autor w niezwykle ekstrawagancki sposób prezentuje dane nie tylko dobierając badania do tezy, ale, co gorsza, dokonując błędnych lub fałszywych interpretacji i tak nierzadko statystycznie całkowicie niereprezentatywnych próbek w postaci np. 14 osób! (Goleman 2013, s. 62) Na tej podstawie, zdaje się twierdzić zresztą, że wszystkie pożądane aspekty funkcjonowania emocji odzwierciedlają ogólny czynnik inteligencji emocjonalnej, która miałaby być traktowana na równi z „tradycyjną” inteligencją poznawczą. EI ma w zamierzeniu autora integrować rozmaite cechy osobowości takie jak odporność na stres, samokontrolę, wrażliwość, asertywność. Literatura jednak wskazuje, że wymienione cechy odnoszą się do różnych podstawowych wymiarów osobowości i zależą od różnych procesów psychologicznych (Matthews et al. 2004).

Książka Golemana jest obiektywnie rzecz biorąc zbiorem niczym nieuzasadnionych tez, błędnych interpretacji i ideologicznych apeli. Jej wartość naukowa jest zatem zerowa, a samo poleganie na jej treściach tworzy wypaczony obraz rzeczywistości praktycznej i naukowej.

Między rozumem a emocjami

Kluczowy problem ze wszystkimi istotnymi koncepcjami inteligencji emocjonalnej polega na ich „wchodzeniu” w kompetencje inteligencji poznawczej oraz pięcioczynnikowego modelu osobowości (PMO). Jest to szczególnie ewidentne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zarówno Goleman (1995) jak i poniekąd Salovey & Mayer (1990, 2011) aspirują do stworzenia „przeciwwagi” dla „intelektu” mającej stanowić „model zintegrowany” (mimo że nie integruje niczego ponad kilka arbitralnie wybranych cech lub umiejętności). Nie można zresztą rozpatrywać inteligencji i emocjonalności oddzielnie, ponieważ obie są ze sobą ściśle powiązane.

Najogólniej rzecz biorąc, emocje są mechanizmem umożliwiającym dokonywanie zautomatyzowanych ocen wartościujących (Peikoff 1991). Psychologiczną funkcją emocji nie jest zatem poznanie świata, tylko pozaracjonalna, instynktowna motywacja zachowań, np. strach jest reakcją przed zagrożeniem, a radość wynika z osiągnięcia czegoś subiektywnie pozytywnego. Nie decydujemy, z czego będziemy się cieszyć lub co wzbudzi w nas strach, odrazę, złość. Wynika to natomiast z otrzymanych wartości, nabytych doświadczeń i przypuszczalnie w jakimś stopniu z genetyki. Te, jak wiadomo, mogą być złe (w świetle przyjętej etyki), dlatego poddawanie się emocjom nie zawsze, a wręcz bardzo rzadko, jest korzystne we współczesnym świecie.

Inteligencja natomiast, rozumiana jako zdolność abstrakcyjnego rozumowania (przetwarzania informacji w celu rozwiązywania problemów), w psychometrii badana jest za pomocą tzw. testów IQ. Główną kością niezgody jest kwestia dziedziczności i nadmierne poleganie na ilorazie inteligencji jako wskaźniku ogólnie rozumianego sukcesu (zawodowego, akademickiego, rodzinnego, społecznego). Osobiście twierdzę, że takie podejście, oprócz możliwości gromadzenia niewątpliwie ciekawych danych statystycznych, jest przynajmniej problematyczne, ponieważ między „ludźmi sukcesu” a „ludźmi porażki” istnieje niezmierzona przestrzeń międzygwiezdna, w której dryfują całe rzesze bezimiennych. A więc nie tylko badania statystyczne obarczone są błędem selekcji danych, ale co najważniejsze dane socjometryczne nie wyjaśniają kierunku przyczynowości, czyli co odpowiada za co. Nie mam jednak złudzeń, że inteligencja pomaga w życiu. Nie zawsze czyni je szczęśliwszym, ale z pewnością łatwiejszym operacyjnie.

Czym zatem jest wykorzystywanie emocji w myśleniu?

Rozumowaniem.

Rozumowanie to obserwowanie rzeczywistości na bazie informacji dostarczanych przez zmysły, integracja tych informacji w koncepcje i przetwarzanie koncepcji na zasady. Rozum pozwala zdobywać i oceniać jakość wiedzy, a odbywa się to dzięki świadomej woli. Emocje są niezależne od woli, dlatego ich świadoma regulacja może odbywać się tylko za pośrednictwem racjonalnego aparatu poznawczego. Ten z kolei, jeśli jest od czegokolwiek zależny, to z pewnością od inteligencji ogólnej, czyli tej, dla której przeciwwagą ma być inteligencja emocjonalna.

Samo obserwowanie emocji, jak słusznie zauważa Locke (2005), nie wymaga żadnego wyjątkowego stopnia inteligencji. Jest to bowiem kwestia zwyczajnego skupienia uwagi na wykonywaniu konkretnej czynności – na zewnątrz lub do wewnątrz. Obserwacja własnych emocji to introspekcja, na temat której literatura oferuje bardzo szerokie opracowania. Obserwacja cudzych emocji z kolei, zakładając, że nie mówimy o akademickim lub psychoterapeutycznym zastosowaniu, zdaje się być o wiele mniej kwestią inteligencji ogólnie, ale empatii, własnej dyspozycji emocjonalnej w danej chwili, doświadczeń.

Według Mayer et al. panuje coraz większa zgoda, że inteligencja emocjonalna obejmuje zdolność rozumowania na temat emocji i informacji emocjonalnej, a same emocje mogą wpływać na poprawę myślenia. Coraz częściej nawołuje się do „wyrywania” konceptualizacji, których nazywanie inteligencją emocjonalną nie ma sensu. Alternatywą może być przeniesienie ich na grunt psychologii osobowościowej, gdzie faktycznie jest ich miejsce. Aktualne badania sugerują, że modele zdolności mentalnych tworzących inteligencję emocjonalną spełniają doświadczalne kryteria ogólnej inteligencji (2011, s. 545).

Jeśli więc w rzeczywistości inteligencja emocjonalna to po prostu inteligencja zastosowana w sferze emocji, to w jakim celu tworzy się nowe pojęcie kontestujące dobrze ugruntowany w nauce model tej drugiej? Czy nie wystarczy nam pojęcie „kompetencji miękkich”?

Egalitaryzm, głupcze!

Koncepcja inteligencji emocjonalnej padła na podatny grunt z powodu swojej ideowej egalitarności, tzn. nie wyklucza nikogo w przeciwieństwie do inteligencji ogólnej, popularnie uznawanej za dziedziczną. Dzięki popularyzacji inteligencji emocjonalnej, dającej wszystkim równe szanse, o wiele ważniejsze od ciężkiej pracy i dziesiątek tysięcy godzin spędzonych na zgłębianiu wiedzy eksperckiej, kluczem do sukcesu stało się bycie sympatycznym, rysowanie kolorowymi flamastrami chmurek z trudnymi wyrazami oraz uzewnętrznianie swoich stanów emocjonalnych.

Ksiażka Daniela Golemana z 1995 roku jest swoistym manifestem ideologicznym, w której dziennikarz wskazuje na istnienie rzekomego kryzysu społecznego przejawiającego się „dezintegracją uprzejmości i poczucia bezpieczeństwa”, „wzrostem emocjonalnej niekompetencji”, „wzbierającej fali agresji” wśród młodzieży, „rozkładem dobra wspólnotowego życia”, etc. (Goleman 1995). Lekarstwem na niechybny upadek cywilizacji ma być zatem uczenie dzieci w szkołach inteligencji emocjonalnej i mimo że niewątpliwie edukacja z empatii każdemu by się przydała, to nie ma żadnych doświadczalnych podstaw, aby twierdzić, że wdrożenie takiego programu do szkół przyniosłoby wymierne efekty. Wiele wskazuje natomiast na to, że ucierpiałby na tym ogólny poziom oświaty, co obserwuje się od dawna w USA (Sowell 1993).

Nie jest też przypadkiem, że popularyzacja pojęcia inteligencji emocjonalnej dała początek całej gałęzi przemysłu pop-psychologicznego. Zarabia się na warsztatach indywidualnych i korporacyjnych, literaturze, grantach na bezsensowne badania, coachingu emocjonalnym, prasie, etc. Przekonuje się ludzi, że inteligencja emocjonalna w życiu zawodowym jest ważniejsza od wiedzy i doświadczenia (lub znajomości tak na dobrą sprawę), jakby co najmniej wszyscy mogli być kierownikami i dyrektorami, a produkcja dóbr odbywała się za pośrednictwem uprzejmości, a nie taśm produkcyjnych lub pracy fizycznej.

Czy można założyć, że ubrania w H&M są tanie, bo nieletni robotnicy w Birmie (The Guardian 2016) czy innej azjatyckiej mordowni odczuwają motywację z tytułu wysokiej empatii egalitarystów ze szklanych wieżowców? Powiesz, że gdyby H&M miało wysoką inteligencję emocjonalną, to produkcja odbywałaby się w Europie za godne stawki. Problem w tym, że wówczas ceny ciucha w salonie wzrosłyby dziesięciokrotnie, a Ty, emocjonalny inteligencie, musiałbyś chodzić na zakupy do mniej prestiżowego, ale jednak tańszego C&A. Bo dobrobyt nie bierze się z pozytywnego myślenia, tylko ciężkiej pracy. Abyś Ty mógł być pozytywny i „robić to, co kochasz”, ktoś inny musi wyprodukować bieżące dobra konsumpcyjne.

Zmierzch moralności

Wszystko, nad czym ubolewa Goleman, nie jest wynikiem spadku jakiegoś mitycznego ilorazu inteligencji emocjonalnej, tylko metodycznej kontestacji wartości, na których wyrosła nasza cywilizacja. Gdy bowiem moralność i etyka zaczynają być motywowane sukcesem, wówczas stają się podatne na relatywizmy.

A dobro nie musi przecież być wygodne.

___
Coleman, A. (2008). A Dictionary of Psychology (3 ed.). Oxford University Press. ISBN 9780199534067.
Bar-On, R. (1997). The Emotional Quotient Inventory (EQ-i): Technical manual. Toronto, Canada: Multi-Health Systems.
Felsman, J., Vaillant, G., (1987) Resilient Children as Adults: A 40-Year Study. In The Invulnerable Child, edited by E. James Anthony and Bertram Cohler, 289-314. New York: The Guilford Press.
Fraser, S. (red.) (1975) The Bell Curve Wars: Race, Intelligence, and the Future of America. New York: Basic Books.
Goleman, D. (1995). Emotional Intelligence: Why it can matter more than IQ. New York: Bantam Books.
Goleman, D. (2013). Inteligencja Emocjonalna. Media Rodzina, p. 67/459 (PDF).
Kuriański, M. (2011). Feliksa Konecznego (1862-1949) charakterystyka siedmiu cywilizacji część I: cywilizacje starożytne. PERSPEC†IVA Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne Rok X 2011 Nr 1 (18). Perspectiva.pl.
Kaji, S., Hama, N., Rice, J., (2001). Poradnik Ksenofoba. Japończycy, Wydawnictwo Adamantan.
Locke, E.A. (2005) Why emotional intelligence is an invalid concept. Journal of Organizational Behaviour. 26 : 425 – 431
Matthews, G. et al. (2004). Emotional intelligence: Science and Myth. MIT Press, p. 545.
Mayer, J., Salovey, P., Caruso, D., & Cherkasskiy, L. (2011). Emotional Intelligence. In R. Sternberg & S. Kaufman (Eds.), The Cambridge Handbook of Intelligence (Cambridge Handbooks in Psychology). Cambridge: Cambridge University Press. doi:10.1017/CBO9780511977244.027
Peikoff, L. (1991) Objectivism: The philosophy of Ayn Rand. New York: Dutton.
Petrides, K. V., & Furnham, A. (2003). Trait emotional intelligence: Behavioural validation in two studies of emotion recognition and reactivity to mood induction. European Journal of Personality, 17, 39–57.
Rammstedt, B., Danner, D., Martin, S. (2016). The association between personality and cognitive ability: Going beyond simple effects. Journal of Research in Personality, vol. 62, 39–44. https://doi.org/10.1016/j.jrp.2016.03.005
Salovey, P. & Mayer, J. (1990) Emotional intelligence. Imagination, Cognition and Personality, 9.
Sowell, T., (1993). Inside American Education: The Decline, The Deception, The Dogmas. New York: Free Press.
Spratt, E. G., Friedenberg, S. L., Swenson, C. C., LaRosa, A., De Bellis, M. D., Macias, M. M., … Brady, K. T. (2012). The Effects of Early Neglect on Cognitive, Language, and Behavioral Functioning in Childhood. Psychology (Irvine, Calif.), 3(2), 175–182. http://doi.org/10.4236/psych.2012.32026

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

3 comments

  • Komentarz do stereotypowych mężczyzn nie sfeminizowanych przez feministki radykalne (GENDER).

    Będąc sfeminizowanym psycho-mentalnie facetem (z którego stanu umysłowego udało mi się “wyrwać”), jestem pewny, że inteligencja emocjonalna (która jest potrzebna i używają kobiety) powinna obowiązkowo być nauczana w szkołach.
    Zrozumienie inteligencji emocjonalnej przez mężczyzn poprawi komunikacje oraz relacje damsko-męskie.
    “o wiele ważniejsze od ciężkiej pracy i dziesiątek tysięcy godzin spędzonych na zgłębianiu wiedzy eksperckiej, kluczem do sukcesu stało się bycie sympatycznym, rysowanie kolorowymi flamastrami chmurek z trudnymi wyrazami oraz uzewnętrznianie swoich stanów emocjonalnych.” to jest przesadyzm autora tekstu, a IQ i EQ powinny być ze sobą kompatybilne.
    Kryzys ładu społecznego wynika z:
    – dezintegracji uprzejmości (a może nawet brak uprzejmości), za to znieczulica + chamstwo to norma
    – braku poczucia bezpiecz. kobiet (gwałty, tortury, psychoemocjonalne zabójstwa kobiet przez mężczyzn)
    – wzrostu emocjonalnej niekompetencji (powszechny analfabetyzm emocjonalny mężczyzn)
    – wzbierającej fali agresji (propag. przemocy przez młodych, dzięki wmawianiu, że jest się przez to męskim)
    a efektem tego jest rozkład dobra wspólnotowego życia, ludzie mają to w doopie, bo do tego się przyzwyczaili. Nie ma żadnych doświadczalnych podstaw, bo najpierw trzeba zrozumieć sens tej inteligencji.
    Poziom inteligencji emocjonalnej w życiu zawodowym powinien być uzależniony od wiedzy i doświadczenia pracownika. Dobrobyt bierze się z pozytywnego myślenia, dzięki wprowadzaniu psychologii do szkół, oraz zmiany swojej mentalności, swoich stanów emocjonalnych, oraz naprawienia swojej psychiki.
    Metodyczna kontestacja wartości, czyli mamtowdupizm problemy kobiet, na tej postawie (zachowaniu) wyrosła nasza cywilizacja. Mężczyźni wprowadzając do szkół inteligencje emocjonalną, rozwój osobisty oraz psychologię pomogą rozwiązać problemy kobiet oraz mężczyźni będą w stanie sami sobie pomóc psychomentalnie.