lol esport league gra

Czego nauczyłem się po dwóch latach intensywnej gry w League of Legends

Przyznaję się bez bicia – gram w gry wideo, a moja ulubiona to League of Legends. Większość z Was, tj. moich stałych czytelników, pewnie nie wie, co to takiego jest, więc wyjaśnię pokrótce. League of Legends to drużynowa gra strategiczna akcji, w której dwie drużyny walczą o dominację na mapie złożonej z pewnych punktów oporu. Aby wygrać, trzeba dotrzeć do bazy wroga i zniszczyć kluczowy budynek. Rozgrywka może trwać od 20 do 70 minut . W grze, oprócz dobrej znajomości mechaniki, kluczowa jest dobra komunikacja między graczami jednej drużyny i zdolność strategicznego myślenia.

Kto gra w LOL-a, ten wie, że jest to jedna z najgorszych społeczności gamingowych na świecie, ponieważ przyciąga hordy sfrustrowanych i zakompleksionych idiotów, którzy nawet jeśli potrafią dobrze grać, to nie mają pojęcia o niczym innym, a już w szczególności o kontakcie z innymi ludźmi. Pewnie teraz zastanawiacie się, dlaczego ktokolwiek w to gra. To proste: League of Legends oferuje niespotykany dotychczas w grach wideo poziom rywalizacji i rozgrywki. Do tego dochodzi konsekwentne budowanie kultury e-sportowej przez twórców gry. Obecnie League of Legends to największa na świecie społeczność e-sportowa, a mistrzostwa poszczególnych lig odbywają się niekiedy na sadionach, aby pomieścić widzów.

2014_wc_banner_2
fot. lolesports.com

W grze jest ranking, a gracze z najwyższych lokat mają szansę załapać się na zawodowstwo. Tak, płaci się ludziom za granie w gry. Profesjonalne drużyny mają swoich managerów, trenerów, analityków, psychologów sportowych, domy gamingowe, etc. Dlatego nie mówimy już tylko o grze komputerowej, ale całym przemyśle e-sportowym porównywalnym do przemysłu piłkarskiego pod względem złożoności (bo niekoniecznie zarobków).



Czego zatem nauczyłem się dzięki grze, a nie wiedziałem wcześniej?

 

Cierpliwość i konsekwencja zwracają się z nawiązką

Nie od razu Rzym zbudowano. Pewne rzeczy wymagają czasu, a niepotrzebne przyspieszanie ich realizacji nierzadko prowadzi do odwrotnych rezultatów. W League of Legends, w zależności od wybranej taktyki, trzeba czekać nawet do 30 minuty rozgrywki, aby móc podjąć ofensywę. Niedoświadczeni gracze nie zdają sobie z tego sprawy i wymuszają konfrontacje znacznie wcześniej, co zazwyczaj kończy się katastrofą, ponieważ w tym konkretnym momencie nie posiadają narzędzi do zrealizowania założonych celów.

Określ warunki, które należy spełnić, aby osiągnąć cel i konsekwentnie dąż do ich ralizacji.

Bądź samokrytyczny i pracuj nad sobą

Przegrany mecz bardzo często generuje frustrację i prowadzi do szukania przyczyny porażki u innych członków drużyny. O wiele łatwiej, i pewnie zdrowiej, jest winić za niepowodzenia czynniki zewnętrze, w tym inne osoby, ponieważ w jakimś sensie poprawia nam to samopoczucie. I nie trzeba nic zmieniać. Problem w tym, że przy następnej próbie i tak poniesiemy kolejną porażkę, ponieważ powtórzymy te same błędy. A winnych i tak znajdziemy wśród innych. Zajęło mi bardzo długo, zanim nauczyłem się patrzeć krytycznie na swoją grę i zamiast winić innych, zacząłem szukać przyczyn przegranej u siebie. Po zmianie mentalności okazało się, że nawet jeśli inni robili błędy, to poprawa osiągów i wyników z mojej strony wystarczyły, aby wygrywać nawet 30% więcej meczów, niż stosując spychologię.

Tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Dopóki z porażki potrafisz wyciągnąć naukę i wprowadzić odpowiednie zmiany w przyszłych wyzwaniach, będziesz o jedną rzecz mądrzejszy, niż osoba, która nigdy nie popełniła błędu.

Czasem trzeba uśmiechnąć się do idioty / Miej nerwy z aluminium

League of Legends to gra, która wyciąga z ludzi najgorsze instynkty. Bez żelaznych nerwów bardzo ciężko cokolwiek w niej osiągnąć, ponieważ nierzadko trafia się na graczy, którzy zwyczajnie chcą zrobić innym na złość i spierniczą całą rozgrywkę dla swojej własnej satysfakcji. Jest to szczególnie frustrujące, gdy brakuje nam jednej wygranej do awansu, ale mimo najszczerszych starań, jesteśmy na przegranej pozycji z powodu jednego ancymona, którego nie kochają rodzice. Nerwy w niczym nie pomagają. Jasne, przyjemnie jest zwyzywać delikwenta od najgorszych elementów, ale oprócz kilku minut radości (i bana) na dłuższą metę niczego nie zyskamy.

Nerwy odbierają zdolność trzeźwej oceny sytuacji. Czasem lepiej nic nie mówić i przeczekać, aż synapsy w mózgu się ochłodzą, niż zmieszać kogoś z błotem i żałować konsekwencji po fakcie.

Chamska krytyka poprawia nastrój tylko krytykującemu

Jeśli komuś się wydaje, że praca w grupie polega tylko na wykonywaniu powierzonych obowiązków, to musi dokonać poważnej rewizji swoich poglądów. Praca w grupie to przede wszystkim zdrowa komunikacja. Nawet największe koksy w danej dziedzinie mogą coś spartaczyć i naszym zadaniem jest w kulturalny i konstruktywny sposób wyjaśnić im na czym polega błąd i dlaczego wprowadzenie zmian jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Bezsensowna krytyka, szczególnie ta nacechowana ujemnymi emocjami, doprowadzi tylko do pogorszenia stosunków między nami a innymi członkami grupy, a wyniki nie tylko się nie poprawią, ale wręcz pogorszą.

Przejmij inicjatywę

Nie ma nic gorszego niż drużyna bez lidera. Tyczy się to zarówno sportów zespołowych, jak i pracy zespołowej nad projektem w pracy. Brak koordynacji, spójności i dbania o morale grupy niemal zawsze prowadzą do spektakularnej porażki, nawet jeśli poszczególni członkowie grupy to specjaliści w swojej dziedzinie.

Zła decyzja jest lepsza niż niezdecydowanie. Jeśli w grupie nie ma osoby, która trzymałaby wszystko w kupie, przejmij inicjatywę. Sukces sam się nie zrobi.

Walcz do końca

Szczerze? Nie zawsze się opłaca i czasem warto zrezygnować, aby spożytkować energię na coś innego. Ale są takie sytuacje, kiedy odrobina wytrwałości wobec beznadziejności sytuacji może zaowocować ogromnym sukcesem. Wielokrotnie brałem udział w rozgrywkach, które po dwóch kwadransach zamieniały się w przykrą rzeź mojej drużyny. Kiedy wydawało się, że nie mamy żadnych szans, przynajmniej w jednej na trzy takie rozgrywki zdarzały się cuda i np. gracz drużyny przeciwnej dostał laga i zginął bezsensownie dając nam tym samym kilkadziesiąt sekund przewagi. Wielokrotnie przeciwników gubiła też zwyczajna pycha albo pogarda wobec przegrywających.

Walcząc do końca ryzykujesz tylko przegraną. Jak się poddasz, to i tak przegrasz. Tyle że na 100%.

Słowo na koniec.

To nie jest poradnik. Znajomość dobrych zachowań to jedno, znalezienie motywacji na wdrożenie ich w praktykę dnia codziennego – drugie. W większości sytuacji życiowych wiem, co należy zrobić, ale nierzadko nie mam na to ochoty, siły, albo przekora bierze górę nad rozsądkiem. Nie zmienia to faktu, że kiedy naprawdę muszę stanąć na wysokości zadania, przywołanie tych zachowań nie stanowi dla mnie problemu, ponieważ wystarczy, że wyciągnę je z tylnej szuflady i zacznę je stosować. Później mogę wrócić do bycia głupkiem. Ale to później.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Add comment