Czego możemy nauczyć się od ludzi sukcesu i dlaczego tak mało?

Jest rok 1943. Amerykańskie bombowce ponoszą ogromne straty w nalotach na pozycje nazistowskich Niemiec. Wojsko postanawia znaleźć sposób na zminimalizowanie strat zasięgając rady u matematycznych geniuszy działających na Uniwersytecie Kolumbijskim w ramach tzw. Grupy Badań Statystycznych (Statistical Research Group). Jedną z opcji jest wzmocnienie pancerza samolotów. Ponieważ jednak wiązałoby się to z dodatkowym obciążeniem maszyn, konieczne było wybranie miejsc, w których dozbrojenie było niezbędne dla osiągnięcia optymalnych wyników.

Grupa Badań Statystycznych była jedną z wielu grup wybitnych naukowców powołanych do życia na krótko po dołączeniu USA do wojny, a jednym z ich zadań było wspieranie Departamentu Obrony USA w rozwiązywaniu bieżących problemów militarnych. Do grona SRG należeli m. in. Milton Friedman, George Stigler (zdobywcy nagrody Nobla) i Abraham Wald, który stał się głównym beneficjentem legendy narosłej wokół rozwiązania problemu bombowców.

Wald miał bowiem otrzymać od wojska dużą ilość danych statystycznych na temat uszkodzeń samolotów ocalałych w ferworze walki. Dane te wykazały m. in. że najwięcej dziur po nabojach niemieckich myśliwców znajdowało się w kadłubie, a najmniej w okolicy silnika. Wojsko miało zatem zarekomendować wzmocnienie kadłuba, który pozornie był najbardziej narażony na ostrzał. Wald miał wówczas stanowczo zaoponować i zaproponować wzmocnienie tych części samolotu, które według danych statystycznych ucierpiały najmniej.

Zły pomysł?

Wald, a w rzeczywistości cały panel pracujący nad rozwiązaniem, zauważyli, że statystyki dotyczą tylko tych samolotów, którym udało się szczęśliwie wrócić z akcji. Oznacza to, że wszystkie samoloty, które otrzymały najcięższe obrażenia, nigdy nie wróciły z misji. Jeśli bombowiec nie wrócił, bo został zestrzelony, to siłą rzeczy nie było jak sprawdzić rodzaju obrażeń, które przyjął w czasie batalii. Te, natomiast, które wróciły, statystycznie rzecz biorąc wykazywały największą gęstość uszkodzeń głównie w tych miejscach, których ostrzelanie wciąż umożliwiało relatywnie bezpieczny powrót do domu.

Przytoczona historia jest przykładem błędu logicznego, zwanego błędem przeżywalności lub błędem selekcji danych, który powoduje, że mamy skłonność do skupiania się na ludziach lub rzeczach, które coś przetrwały lub odniosły sukces, jednocześnie ignorując ludzi lub rzeczy, którym się nie udało.

Konsekwencje myślenia w tych kategoriach, a uwierzcie mi – myślimy w ten sposób każdego dnia nie zdając sobie z tego sprawy, są różnorakie i mogą powodować nieuzasadniony optymizm prowadzący z kolei do podejmowania błędnych decyzji czy formowania szkodliwych stereotypów.

Jednym z nich jest przekonanie, że muzyka kiedyś była znacznie lepsza, a współcześnie gra się barachło niewarte funta kłaków. Osoby wierzące w spadek jakości muzyki nie biorą pod uwagę, że do czasów współczesnych dotarły tylko te przeboje, które w przeszłości zdołały wybić się z zalewu chłamu. Podobnie będzie za 50 czy 100 lat. Do świadomości naszych potomków dotrą tylko wybrane perełki, ale już na przykład polskie reggae nie ;).

W ten sam schemat można wcisnąć niemal wszystkie emanacje naszej kultury – architekturę („W Starożytnym Rzymie budowano lepsze drogi”), teatr – („Czasy Szekspira już dawno minęły”), literaturę, rzemiosło, a nawet produkty RTV/AGD.

Czy możemy nauczyć się czegoś od ludzi sukcesu?

W moim przekonaniu najciekawsze konsekwencje opisanej tu przypadłości zaobserwować można w sposobie postrzegania przez nas ludzi sukcesu oraz skłonności do powielania ich zachowań, ponieważ uważamy je za skuteczne.

Coraz chętniej bierzemy udział w konferencjach motywacyjnych, podczas których tzw. ludzie sukcesu (mierzonego z reguły saldem na koncie lub wyceną majątku zgromadzonego dzięki swojej przedsiębiorczości) opowiadają o swoich motywacjach, wartościach, sposobie myślenia i przekazują przeróżne rady, które mają nam pomóc w osiągnięciu celu. Nie oceniając samych prelegentów czy idei takich konferencji, warto zastanowić się, czy obraz świata przekazywany przez wszelakie ikony sukcesu nie zamazuje rzeczywistości i nie powoduje rezultatu odwrotnego do zamierzonego.

Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że nadmiar optymizmu, wbrew aforyzmom krążącym po Internecie, nie jest wcale taki dobry, ponieważ odbiera nam zdolność trzeźwej oceny sytuacji i generuje brawurę. Brawura z kolei jest ryzykowna, a ryzyko, którego nie dostrzegamy z nadmiaru optymizmu, o wiele częściej kończy się katastrofą niż sukcesem. Problem w tym, że większości tych porażek nie widzimy, bo nie są dla nas dostępne lub nie zwracamy na nie uwagi. Firmy, które upadają zanim osiągną sukces, artyści, którym nigdy nie udało się wyjść na wielką scenę czy popularne ostatnimi czasy start-upy kończące działalność zanim wkroczą na etap developerski stanowią miażdżącą większość całości.

Co ważne, wraz z ich zniknięciem niedostępne stają się dla nas również przyczyny ich niepowodzeń. Nie prowadzi się przecież konferencji „ludzi porażki”, mimo że pod kątem wartościowej wiedzy najprawdopodobniej byłyby o wiele korzystniejsze dla wszystkich amatorów sukcesu. Bo czy jest jakiś sposób na sukces? Czy można powielić cechy osobowościowe czy chronologię działań Billa Gatesa, aby stać się jego kopią?

Spójrzmy np. na Facebooka. Współcześnie jest to największa platforma social media na świecie (skądinąd bardzo źle zarządzana, ale to już inny temat), ale czy można uczciwie powiedzieć, że jej sukces wynika z cech osobowościowych, przekonań lub konkretnych decyzji Marka Zuckerberga? Oczywiście nie wolno ignorować wiedzy, wytrwałości czy pasji, którymi zapewne twórca Facebooka się cechował na wczesnym etapie swojej działalności, ale przecież gdyby wymienione czynniki były wystarczające do osiągnięcia sukcesu, wówczas wszyscy odważni, ambitni i inteligentni ludzie byliby ludźmi sukcesu w swojej dziedzinie.

A jednak jest zupełnie odwrotnie.

Statystycznie rzecz biorąc nie jest możliwe, aby wszyscy robili to, co sobie wymarzyli, ponieważ nie byłoby komu robić rzeczy, które są niezbędne do funkcjonowania cywilizacji i przetrwania ludzkości. Oczywiście nie oznacza to, że mamy złożyć broń i nie walczyć o realizację marzeń, bo natura ludzka jest nierozerwalnie związana z eksploracją świata i możliwości, które oferuje życie.

W moim przekonaniu sukces to umiejętność minimalizacji strat i unikania katastrof. Jeśli uznamy, że jesteśmy jak te amerykańskie bombowce, to nie powinniśmy skupiać się na tym, dlaczego dany człowiek osiągnął sukces, ale co zrobił, aby nie iść na dno jak inni.

P.S. Abraham Wald zginął w katastrofie lotniczej.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

2 Comments

  • Tomek

    Cześć, dlaczego Twoim zdaniem FB jest bardzo źle zarządzany?
    Pozdrawiam

    25/01/2017 at 11:59 am
    • Adam J. Wichura
      Adam J. Wichura

      Ponieważ jest wysoce niestabilny i generuje błędy frontendowe niemal każdego dnia.

      26/01/2017 at 9:27 pm

Wyraź swoją opinię