Aborcja – studium braku zdrowego rozsądku i manipulacji

Poniższy artykuł nie ma na celu przekonywać Was do zajęcia jakiegokolwiek stanowiska w temacie aborcji, a ja sam nie jestem tzw. katotalibem z pISIS, który pragnie kontrolować macice kobiet. Osobiście uważam, że temat ten nie powinien być w ogóle dotykany w obecnym klimacie politycznym. Po co zatem napisałem ten tekst? Jak zawsze – aby zachęcić Was do krytycznego spojrzenia na problem.

Są takie tematy, które od czasu do czasu wyskakują w przestrzeni publicznej jak królik z kapelusza i w magiczny sposób pozbawiają wszystkich dookoła zdrowego rozsądku. Dobra, nie wszystkich. Część ludzi kieruje się zwyczajnym cynizmem lub partykularnym interesem, bo doskonale zdają sobie sprawę, że na kontrowersji mogą zbić kapitał polityczny i finansowy. Gdzieś pośrodku ścieżki między kontrowersją a zarobkiem znajdujemy się my – zwykli ludzie, którzy najczęściej zwyczajnie nie rozumieją, co się dzieje w „wielkim świecie”.

Nie oszukujmy się – większość z nas nie interesuje się polityką, finansami i prawem, a swoje poglądy w tych dziedzinach budujemy w oparciu o tzw. autorytety lub zaufane źródła informacji. Jednak w procesie kreowania własnych opinii biorą udział również inne czynniki, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy lub nie chcemy zdawać. Są to uprzedzenia, fobie, błędy poznawcze i w końcu brak kompetencji.

Trochę teorii na początek

W dyskursie publicznym – i każdym innym na dobrą sprawę – mamy zasadniczo dwie formy dochodzenia swoich lub grupowych racji. Pierwsza opiera się o swojskie „bo ja tak uważam”, a druga – o prawa (naturalne i stanowione przez ludzi oraz prawa logiki). Innymi słowy: racji dochodzić możemy za pomocą narzędzi subiektywnych i obiektywnych.

Pierwsza strategia zamyka wszelkie pole do dialogu, druga – odwrotnie. Jeśli Ania będzie domagać się prawa X, ponieważ jest przekonana, że jej się należy nie dostarczywszy jednak żadnych racjonalnych i mierzalnych podstaw do uznania tego prawa, wówczas Piotr ma prawo odmówić jej tego prawa dokładnie z tej samej przyczyny – tj. bo tak uważa. Wynika to z prostego faktu: obie strony dyskursu dysponują argumentami o tej samej wadze merytorycznej. W takim wypadku decyzję o uznaniu racji którejkolwiek ze stron podejmuje strona posiadająca silniejszą legitymację, autorytet lub siłę wedle swojego widzimisię lub norm, za pośrednictwem których legitymacja lub autorytet zostały uznane.

Druga strategia wynika z przekonania, że wobec mnogości opinii i relatywizmów etyczno-moralnych, nie jest możliwe, aby każdy mógł dowolnie realizować swoją rację, jeśli chcemy uniknąć anarchii. Niezbędne jest zatem stosowanie się do reguł istniejących poza osobistą preferencją jednostki.

Jedni nazywają to racjonalizmem, inni umową społeczną, a jeszcze inni – dyktatem silniejszego (lub większości). W przypadku sporu, o którym traktuje ten artykuł, takimi regułami istniejącymi „poza osobistą preferencją jednostki” jest ustrój demokratyczny. Abstrahując od jakości polskiej demokracji i sensowności tego ustroju ogólnie, przyjęliśmy taki modeli wzajemnych relacji (lub został nam narzucony, ale godzimy się na niego, ponieważ nie potrafimy sobie wyobrazić świata bez innego ustroju) i jeśli chcemy, aby respektowano nasze demokratyczne prawa, wówczas musimy stosować się do przyjętego dyskursu.

Przeszkody na drodze do poznania

Spór o aborcję, a raczej forma jego prowadzenia, świadczy o tym, że osoby angażujące się w niego nie do końca zdają sobie sprawę z konfiguracji naszego państwa oraz konsekwencji swoich postulatów. I to absolutnie bez względu na to, czy mają racją czy nie. Jeśli umawiamy się, że żyjemy w państwie demokratycznym, w którym panuje jakaś forma równości wobec prawa, wówczas musimy liczyć się z tym, że nasze wybory, nawet jeśli z punktu widzenia przyjętej przez nas moralności czy etyki są słuszne, mogą spowodować reakcję osób o innym systemie wartości. Z kolei wysuwane przez nas postulaty zmian obyczajowo-prawnych, zawsze będą mieć implikacje moralne i logiczne względem innych obyczajów czy praw.

Tak jest w przypadku sporu o aborcję, w którym żadna ze stron nie przyjmuje do wiadomości, że akcja powoduje reakcję, a w świecie ciągłych tarć brak kompromisu zawsze prowadzi do zaburzenia równowagi i eskalacji konfliktu. To z kolei ostatecznie prowadzi do holokaustu (nie, to nie jest hiperbola), o czym mieliśmy przyjemność przekonać się w ubiegłym stuleciu. Warto o tym pamiętać, bo gra nie toczy się tylko o jakieś tam racje mniejszej czy większej grupy, tylko o zdolność społeczeństwa do stanowienia o sobie bez konieczności wchodzenia na ścieżkę rozlewu krwi.

Jeśli uznamy, że nasza racja jest lepsza, BO TAK, to co stoi na przeszkodzie, aby ktoś inny uznał, że może zrobić z nami, co mu się żywnie podoba, BO TAK? Nic.

Najbardziej fascynujące rzeczy dzieją się jednak, gdy wyrażamy swoje poglądy nie zdając sobie sprawy z tego, że nasze postrzeganie skażone jest przez liczne błędy poznawcze. Jednym z nich jest tzw. naiwny realizm, czyli przekonanie, że jesteśmy zdolni do obiektywnej oceny otaczającego nas świata, a osoby mające odmienny punkt widzenia są niedoinformowane, nieracjonalne lub dotknięte błędnym rozumowaniem, które oczywiście nas nie dotyczy.

Jedną z konsekwencji obecności tego błędu poznawczego jest tzw. fałszywa polaryzacja polegająca na interpretowaniu poglądów innych osób jako bardziej ekstremalnych niż w rzeczywistości są i w konsekwencji pogłębiania postrzeganych różnić między grupami. Inną konsekwencją naiwnego realizmu jest tzw. reaktywna dewaluacja, która powoduje, że odrzucamy propozycję rozwiązania konfliktu interesów przez stronę przeciwną motywując swoje stanowisko niekompetencją oponentów lub podejrzeniem nieczystości intencji.

Oba te zjawiska zostały zaobserwowane w praktyce. W 1996 roku Robinson et al. zauważyli, że zwolennicy organizacji pro-life i pro-choice wzajemnie demonizowali swoje poglądy i znacząco przeceniali wpływ ideologii na poglądy innych[1]. Nie przypomina Wam to czegoś czasem?

Jeśli zaś chcielibyście znaleźć przykład reaktywnej dewaluacji na naszym poletku, przypomnijcie sobie cyrki, jakie wyczyniano przy okazji sporu o Trybunał Konstytucyjny. I wcale nie mam na myśli polityków, którzy byli doskonale świadomi, co wyczyniają. Mam na myśli zwykłych ludzi z obu stron barykady, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi szermowali niczym nie popartymi stwierdzeniami na lewo i prawo próbując uzasadnić swoje uprzedzenia. W tym konkretnym wypadku zdołacie znaleźć praktyczne zastosowanie również innych błędów poznawczych, o których nie miałem okazji napomknąć w tym artykule.

Teraz wyobraźcie sobie, że wszystkie opisane przeze mnie złudzenia poznawcze łączą siły i przyjmują postać przeciętnego Polaka z wykształceniem wyższym, który ma zdefiniowane poglądy na konkretny temat. Ów osobnik uważa za zasadne wypowiadanie się na forum w tematach politycznych i światopoglądowych, ponieważ jest przekonany, że ma do tego wystarczające kompetencje. Gdyby jednak przeprowadzić test wiedzy z wymienionych dziedzin, okazałoby się, że nie tylko nie posiada on prawie żadnej wiedzy na najbardziej podstawowe tematy, w których chętnie się wypowiada, ale też nie potrafi łączyć faktów w logiczne całości czy wyciągać racjonalnych wniosków bazując na dostępnych danych.

Ponieważ jednak osobnik ten nie ma zielonego pojęcia o polityce, a środowisko w którym się obraca nie kontestuje jego poglądów w imię solidarności grupowej, to razem ze swoimi kolegami wspólnie żyją w bezkrytycznej bańce uniemożliwiającej dostrzeżenie własnych niekompetencyj. Gdy stają w obliczu konfliktu światopoglądowego z frakcją przeciwną, padają ofiarą naiwnego realizmu, fałszywej polaryzacji, a następnie reaktywnej dewaluacji. Nie tylko nie są w stanie zauważyć, że nie mają racji, ponieważ nie są na tyle kompetentni, aby dostrzec swoją niekompetencję, ale – przede wszystkim – są przekonani, że osoby o przeciwnym światopoglądzie to banda debili zmanipulowana przez konkretną ideologię padającą na ich mózg ciężkimi głazami fanatyzmu.

I jak tu prowadzić zdrowy dialog?

Przegląd argumentów za i przeciw

Aby ubrać powyższe rozważania w jakąś formę, poniżej przedstawiam najpopularniejsze argumenty obu stron sporu wraz z pytaniami, które osoba myśląca krytycznie powinna sobie zadać, zanim opowie się za którąkolwiek ze stron.

  1. Konstytucja chroni każde życie ludzkie, dlatego aborcja powinna być zakazana.
    • Jeśli Twoim koronnym argumentem za całkowitym zakazem aborcji jest Konstytucja, a nie dobro człowieka, to może warto zmienić Konstytucję? Jednak dobro człowieka? To dlaczego używasz Konstytucji jako argumentu za zakazem aborcji?
  2. Życie jest święte. Każdy ma prawo do życia.
    • Jak zatem uzasadnisz istnienie armii czy kary śmierci?
  3. Decyzja o macierzyństwie powinna należeć do kobiety.
    • Czy zatem mężczyzna powinien mieć prawo odmawiania płacenia alimentów, jeśli kobieta zdecyduje się zachować ciąże? A co, jeśli mężczyzna chce być ojcem, ale matka odmawia doniesienia ciąży? Kto wówczas powinien podjąć ostateczną decyzję i dlaczego?
  4. Kobieta ma prawo robić ze swoim ciałem, co chce.
    • Czy płód/dziecko w Twojej macicy jest częścią Twojego ciała? Na jakiej podstawie tak uważasz?
  5. Płód to nie człowiek.
    • Kto o tym decyduje? Czy świat nauki ma jednoznaczną opinię na ten temat? Jeśli ten pogląd jest wynikiem Twoich subiektywnych rozważań, dlaczego uważasz, że Twoje subiektywne zdanie jest lepsze od mojego?
  6. Idziemy na manifestację, aby pokazać, że nie ma przyzwolenia narodu na delegalizację aborcji / liberalizację aborcji.
    • Jeśli uważasz, że obecna ustawa powinna być zmieniona, ponieważ taka jest wola większości, to dlaczego nie wystąpisz o przeprowadzenie referendum w tej sprawie?
    • Jeśli w wyniku referendum okaże się, że przeciwna opcja ma większość, przyjmiesz zmiany zgodnie z Twoim wcześniejszym postulatem, że większość decyduje?
  7. Hipotetycznie (kontrowersja celowa): Jeśli kobiety powinny mieć prawo do usuwania ciąży, gdy dziecko może urodzić się z zespołem Downa, czy zatem powinny mieć również prawo do usuwania ciąży, jeśli badanie stwierdzi, że dziecko będzie mieć inną orientację seksualną, niż wskazywałaby na to płeć biologiczna? Tak? Nie? Dlaczego?
  8. Jeśli kobieta powinna mieć prawo przerwać ciążę, jeśli dziecko urodzi się upośledzone umysłowo lub fizycznie, ale będzie zdolne do samodzielnej egzystencji, to czy automatycznie nie kategoryzujemy tych dzieci jako mniej wartościowych? Co zatem powiesz dzieciom bez kończyn lub z syndromem Downa, które już się urodziły? Czy masz wówczas prawo do wypowiadania się w temacie poszanowania praw mniejszości lub odmienności?
  9. Episkopat lub ruchy LGBT nie powinny wtrącać się w seksualność ludzi.
    • Co zatem daje im prawo, aby wtrącać się w seksualność dzieci w szkołach? Gdzie jest granica wtrącania się? Czy demokracja nie daje prawa wszystkim możliwości wyrażania swoich poglądów?
  10. Przerwanie ciąży to kwestia sumienia.
    • Czy sumienie jest dobrym wyznacznikiem tego, co wolno, a co nie? Czy możemy zmierzyć, kto ma sumienie, a kto jest psychopatą i robi rzeczy bez sumienia? A co z sumieniem morderców czy złodziei? Czy wówczas sumienie też powinno dawać prawo do czynienia rzeczy, których nie uznajemy za dobre? Jeśli nie, to dlaczego w przypadku aborcji odwołujemy się do sumienia? Czy takie kryterium ma prawo bytu?
  11. Czy nie obawiasz się, że ruszanie obecnej ustawy aborcyjnej nie spowoduje, że odmienna opcja w akcie odwetu zmieni ustawę o 180 stopni, gdy zyska większość?
  12. Każde dziecko ma prawo do godnego życia.
    • Ilu krytycznie upośledzonym dzieciom pomogłeś osobiście, aby godnie żyły?

Kłamstwa, manipulacje, bezmyślność

Na koniec chciałbym odnieść się do manipulacji, jakich dopuszczano się względem opinii publicznej wykorzystując temat aborcji. Zerknijmy na główne zarzuty wiodących mediów i działaczy użyte w “debacie”:

1. Prawo i Sprawiedliwość na zlecenie Episkopatu chce wprowadzić całkowity zakaz aborcji.

Autorem projektu ustawy jest Instytut na rzecz kultury prawnej ORDO IURIS. Jest to projekt obywatelski i żeby trafić do sejmu, musi uzbierać odpowiednią ilość podpisów obywateli.

2. Kobieta pójdzie siedzieć, jeśli poroni.

§ 6. Nie podlega karze [pozbawienia wolności] matka dziecka poczętego, która dopuszcza się czynu określonego w § 2.[2]

3. Życie matki nie będzie ratowane.

§ 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.[2]

4. Zdelegalizowane zostaną badania prenatalne.

Ustawa na ten temat nic nie mówi. Ustawa natomiast narzuca obowiązek informowania o ryzyku związanym z takimi badaniami oraz zobowiązuje lekarzy do zachowania maksymalnej ostrożności, aby nie uszkodzić płodu nieodpowiedzialnym “wbijaniem igieł”. Czy zgodzilibyście się na kolonoskopię, gdyby lekarz nie gwarantował, że Was przy okazji nie zabije?

5. Inne kwestie

Ustawa precyzuje obowiązek organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego do zapewnienia pomocy materialnej i opieki dla rodzin wychowujących dzieci dotknięte upośledzeniem, chorobą zagrażającą życiu, jak również matkom, których poczęcie wynikło z czynu zabronionego, czyli np. gwałtu.

W mojej ocenie na duży minus jest wprowadzenie do programu szkół lekcji do życia w rodzinie. Będzie to niestety kolejne narzędzie bezmyślnej propagandy ze strony nieuków. Mój rocznik był objęty takimi lekcjami i wiem, że to kolosalna strata pieniędzy podatników. O takie rzeczy powinni dbać rodzice zgodnie ze swoim sumieniem, a nie państwo. Uważam też, że szkoły nie powinny prowadzić zajęć z wiedzy o życiu seksualnym. Dokładnie z tych samych powodów. Obecna ustawa przewiduje takie zajęcia, a więc zapis ten powinien zostać całkowicie zniesiony.

Oczywiście ustawa w tym kształcie ma swoje konsekwencje i precyzuje obecne prawo zamykając niektóre furtki do dokonania aborcji, co nie zmienia faktu, że reakcja mediów nie ma charakteru rzetelnej oceny ustawy, tylko zastraszania i uderzania w najniższe instynkty ludzkie.

Wszystkim, którzy mają wątpliwości, odsyłam do tekstu ustawy, której link znajdziecie w przypisach. Jeśli gdzieś zrobiłem błąd lub czegoś nie rozumiem, jestem otwarty na dyskusję.

Posłowie

Ludzką rzeczą jest błądzić. Ludzką rzeczą jest również powtarzać te same błędy w kółko Macieju. Tylko, czy naprawdę chcemy przeżyć swoje życie w manipulacji, kłamstwie i ciągłym przerzucaniu się jadem, bo nie mamy na tyle pokory, aby przyjąć do wiadomości, że nie zawsze mamy rację?

____
[1] Jost, John T.; Major, Brenda (2001-09-10). The Psychology of Legitimacy: Emerging Perspectives on Ideology, Justice, and Intergroup Relations. Cambridge University Press. ISBN 978-0-521-78699-7.
[2] http://www.ordoiuris.pl/pliki/dokumenty/stop_aborcji_2016.pdf

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię