podatek

10 psychologicznych sztuczek, dzięki którym godzisz się na podatki

Psychologia podatków to temat zawiły jak Amazonka. Kwestie poruszane przeze mnie na przestrzeni tego artykułu to zaledwie wierzchołek góry lodowej, na którą składają się liczne i jakościowe badania z zakresu psychologii kognitywnej. Szczególnie ważnej, ponieważ procesy poznawcze i błędy z nich wynikające są powszechne u wszystkich ludzi bez względu na preferencje polityczne, pochodzenie czy wyznanie, a współczesne systemy podatkowe niezwykle chętnie eksploatują nasze ułomności, aby maksymalnie obciążyć portfel podatnika, minimalnie obciążając jego psychikę z tego tytułu.

1. System podatkowy jest tak skonstruowany, aby przeciętny podatnik nie czuł, że jest mu cokolwiek zabierane. Zamiast jednego dużego podatku, np. 60%, mamy kilkanaście mniejszych widocznych i niewidocznych, różnie nazywanych dla niepoznaki. Płacimy składki, opłaty, akcyzy, ubezpieczenia, etc. Prawda, że każde z tych słów brzmi ładniej niż “podatek”?

2. Powszechność transakcji bezgotówkowych pozwala w dużej mierze ukryć skalę obciążeń przed podatnikiem, ponieważ fizycznie nikt niczego nam nie zabiera. Dawniej chłop musiał oddać część tego, co zebrał w polu, a więc fizycznie sprzed oczu znikały mu zbiory. W innych formach rozliczeń chłop musiał przepracować konkretny okres za darmo, a więc np. przez dwa dni niczego nie dostawał w zamian za swoją pracę w systemie folwarkowym. Dziś pracujemy za wirtualne pieniądze i mamy przekonanie, że każdy dzień naszej pracy to dzień, za który otrzymujemy wynagrodzenie. I faktycznie, jak sobie uśrednimy na koniec miesiąca, to statystycznie rzecz biorąc można sobie tak na to patrzeć. Jest to w pewnym sensie zdrowsze, bo idąc do pracy w przekonaniu, że pierwszy tydzień (lub dwa) robimy za darmo, nasza wydajność byłaby zatrważająco niska.



3. W standardowej ekonomii nagroda jest brakiem kary, a kara jest brakiem nagrody. Dodatek dla rodzin jest karą dla bezdzietnych, dodatek dla małżeństw jest karą dla singli. Ludzie są bardziej skłonni do postrzegania daniny pozytywnie, jeśli określana jest w kategoriach dodatku lub bonusu, a nie kary. Jeśli zakładamy, że ubodzy z dziećmi powinni otrzymywać bonus (np. zwolnienie z podatku), to musimy też założyć, że są ubodzy bez dzieci, którzy takiego bonusu nie otrzymają. Jedni są zatem karani podatkiem za brak potomstwa, a drudzy – wynagradzani (zwolnieniem z podatku). W obu sytuacjach cały czas mówimy o tym samym, ale używamy dwóch różnych ram odniesienia, aby zmanipulować preferencje odbiorcy. Jeśli ludzie z dziećmi mają 50% upustu z tytułu podatku dochodowego, to siłą rzeczy ludzie bez dzieci muszą płacić 50% więcej podatku niż dzietni. Czy gdyby wszyscy płacili taki sam podatek lub nie płacili wcale, to czy ktokolwiek byłby z niego całkowicie lub częściowo zwolniony? Nie.

4. Załóżmy, że chcemy wprowadzić podatek od transakcji kartą płatniczą w wysokości 10 gr zł, ale jednocześnie chcemy uniknąć poczucia klientów, że zostali obciążeni nową daniną. Aby uniknąć fali niezadowolenia, podatek nazywamy ulgą od płatności gotówkowych. Z perspektywy ekonomii rachunek jest ten sam – transakcja kartą płatniczą kosztuje 10 gr więcej względem transakcji gotówkowej, a klient jest zadowolony, że może skorzystać z atrakcyjnego upustu. Obserwację taką poczynił zresztą Richard Thaler w 1980 wykazując[2], że ludzie chętniej korzystają z karty kredytowej, gdy dodatkowy koszt transakcji postrzegany jest przez pryzmat rezygnacji z promocji (upust za płatność gotówką), a nie podatku (z tytułu płatności kartą).

5. Składki na ZUS, służbę zdrowia czy świadczenia pracownicze nie „idą” na ZUS, służbę zdrowia i świadczenia pracownicze. To jest kwestia umowna. Dochody z tytułu tych podatków idą do jednego państwowego koszyka, z którego dopiero później redystrybuowane są na poszczególne potrzeby. Symptomem tego jest chociażby tzw. „bankructwo” ZUS-u, do którego pompowane są środki z innych miejsc, aby podtrzymać system czy dług publiczny zbliżający się powoli do 1 biliona złotych[3]. Innymi słowy – ZUS czy służba zdrowia finansowane są również z akcyzy, podatku dochodowego, zadłużeń państwa (czyt. obywateli), etc.

A mimo to jesteśmy bardziej skłonni zgadzać się na podatki od wynagrodzeń niż podatki dochodowe, ponieważ te pierwsze określane są jako „składki” (czyli uderzamy w nutę solidarności obywatelskiej, złudnej dobrowolności, wspólnego dobra), wiązane są niesłusznie ze świadczeniami socjalnymi, rzekomo ponoszone są w większej mierze przez pracodawców (a faktycznie przerzucane są na pracowników, tylko nikt nam o tym wprost nie powie), pobierane są bez naszej wiedzy i przejawiają się w postaci małych i częstych sum, a nie jednej wielkiej[4].

6. W serii eksperymentów[4] McCaffrey zauważył, że badani byli bardziej skłonni do akceptowania wysokich podatków, kiedy rozbite były na dwie różne daniny, niż gdy mieli do czynienia z jedną o dokładnie tej samej sumie. Obserwacja ta potwierdza również tezę, że przeciętny podatnik nie postrzega podatków całościowo tylko indywidualnie, nawet mimo faktu, że matematycznie nie ma między nimi żadnej różnicy. Innymi słowy – jesteśmy w stanie znieść wyższą daninę, jeśli rozbita jest na wiele mniejszych, niż gdyby rozliczana była sumarycznie jako wielka całość[4].

7. Wyższe podatki wydają się nam „uczciwsze”, kiedy przedstawiane są w procentach niż w konkretnych kwotach. W jednym z eksperymentów McCaffrey wykazał, że badani preferują więcej progresji podatkowej, gdy pytanie jest zadane w procentach, a nie w dolarach. Nie miało właściwie znaczenia, że pytania dotyczył tych samych, tylko inaczej przedstawionych kwot.

8. Wyniki eksperymentu przeprowadzonego w 2011[9] potwierdzają hipotezę, że podatki traktowane są przez nas w sposób szczególny. Uczestnicy badania, którym przedstawiono dwa rodzaje promocji, byli wrażliwi na rodzaj zniżki do tego stopnia, że przyćmiło to ich postrzeganie opłacalności wyboru. Zdecydowana większość badanych wolała jechać 30 minut, aby otrzymać zniżkę w wysokości 8% związaną z podatkiem (np. promocja typu „tniemy VAT”), niż o 1% wyższą zniżkę nie mającą żadnego związku z podatkiem (np. z tytułu wietrzenia magazynu). Rezultaty jasno pokazują, że ludzie nie tylko nie są fanami podatków, ale przede wszystkim są wobec nich uprzedzeni do tego stopnia, że wolą poświęcić czas i pieniądze, aby ich uniknąć, nawet jeśli nie jest to specjalnie opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia.

9. W 2011 magazyn Reason.com przeprowadził sondę[5] pytając Amerykanów, czy rząd USA powinien podwyższyć podatki zamożnym. Na “tak” było aż 69% respondentów, dlatego następnie zapytano, jaki poziom dochodów gospodarstwa jest wg nich oznaką zamożności. Co się okazało? Badani konsekwentnie wskazywali zamożnych jako tych, którzy zarabiali więcej od nich, co sugerowałoby, że owszem podwyżka podatków jest zasadna, byle nie dotyczyła ich samych. Respondenci zarabiający mniej niż 25 000$ rocznie wskazywali zamożnych jako osoby zarabiające od 100 000 do 500 000 rocznie, z kolei ci, których przychody oscylowały między 100 a 200 tys. optowali za opodatkowaniem zarabiających minimum 250 tys. Jak możecie się domyślić, zarabiający ponad 200 tys. wskazywali zarabiających ponad 300 tys. i tak dalej.

10. Już w 1981 Melzter i Richard sugerowali[13], że ludzie z dochodem poniżej mediany popierają wysokie podatki i większą redystrybucję (czyli funkcjonalnie przekazanie pieniędzy bogatych biednym), natomiast ludzie powyżej mediany żądają niższych podatków i mniej redystrybucji. Kilka innych badań[6][7] potwierdziło tę hipotezę dowodząc, że nasze postrzeganie podatków zależy od osobistych lub klasowych korzyści.

Powyższy tekst jest skrótem publikacji: Psychologia podatków: dlaczego płacisz, mimo że niekoniecznie chcesz



___
[1] Schelling, T. C. (1981). Economic reasoning and the ethics of policy. Public Interest, 63, 37–61.
[2] Thaler, Richard H. (1980). “Toward a positive theory of consumer choice”. Journal of Economic Behavior & Organization. 1 (1): 39–60. doi:10.1016/0167-2681(80)90051-7
[3] http://www.dlugpubliczny.org.pl
[4] McCaffery, E.J., and Baron, J. (2003). The Humpty Dumpty blues: Disaggregation bias in the evaluation of tax systems. Organizational Behavior and Human Decision Processes, 91, 230-242.
[5] http://reason.com/poll/2011/09/19/tax-the-rich2
[6] Dornstein, M. 1987. Taxes: Attitudes and perceptions and their social bases. Journal of Economic Psychology, 8, 55-76.
[7] Peggy A. Hite and Michael L. Roberts. An Experimental Investigation of Taxpayer Judgments on Rate Structure in the individual Income Tax System. The Journal of the American Taxation Association 13 (Fall 1991), pp. 47-63.
[8] http://tvn24bis.pl/surowce,78/podatki-paliwo-marza-sprawdz-za-co-placisz-tankujac-samochod,504967.html
[9] Sussman, A. B., Olivola, C. Y. (2011). Axe the tax: Taxes are disliked more than equivalent costs. Journal of Marketing Research, 48, S91-S101.
[10] Kirchler, Erich (1998), “Differential Representations of Taxes: Analysis of Free Associations and Judgments of Five Employment Groups,” Journal of Socio-Economics, 27 (1),421–437.
[11] http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/surowce-naturalne-w-polsce-eksperci-bardzo,12,0,1732108.html
[12] http://www.pga.org.pl/geotermia-perspektywy.html
[13] Meltzer and Richards. 1981. A rational theory of the size of government. Journal of Political Economy 89 (5): 914-927.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Językoznawca specjalizujący się w procesach poznawczych człowieka ze szczególnym uwzględnieniem wpływu języka na wybory moralne jednostki. Ukończył językoznawstwo kognitywne na Uniwersytecie Warszawskim.

Add comment