10 oznak, że „lubisz” robić ludziom dobrze

Wielu z nas na co dzień paraliżuje strach przed dezaprobatą osób, z którymi wchodzimy w interakcje. Bez względu na to, czy jesteśmy w pracy, w domu czy na mieście ze znajomymi, zdarza się, że czujemy odpowiedzialność za ich dobre samopoczucie. Jeśli jednak zdarza się to zbyt często, to z reguły oznacza to tyle, że mamy niską samoocenę. Nie ma jednej recepty na zbudowanie wartościowego życia. Trudno jest nakreślić granicę, po przekroczeniu której przedkładanie czyjegoś dobra ponad własne jest… niedobre.

Robić coś z miłości, pragmatyzmu lub szacunku to jedno. Robić coś ze strachu – drugie. Bywa że bez względu na motywację, przeginamy w jedną lub drugą stronę i nie zdajemy sobie z tego sprawy. Warto wówczas sprawdzić, czy liczba niekorzystnych dla nas zachowań, naszych własnych zachowań, nie przypomina schematu. Na co warto zwracać uwagę dokonując takiej oceny? Poniższe przykłady mogą okazać się bardzo pomocne w ogłoszeniu werdyktu.

1. Martwisz się, że ludzie nie będą Cię lubić, jeśli nie pójdziesz im na rękę. Wchodząc ludziom bez przerwy tam, gdzie światło nie dociera, może i będziesz lubiany, ale niekoniecznie szanowany. Gdy Twoi „wielbiciele” zostaną postawieni przed wyborem – ich sukces kosztem Twojego dobra – wówczas bez chwili zastanowienia skorzystają z okazji. Przecież i tak cały czas chodzisz im na rękę, więc dlaczego miałbyś mieć im za złe dokonanego wyboru?

2. Przepraszasz za wszystko, bo wydaje Ci się, że losy wszechświata spoczywają na Twoich barkach. Gdy w pracy pójdzie coś nie tak, zamiast na trzeźwo dotrzeć do przyczyn niepowodzenia, bez zastanowienia bierzesz odpowiedzialność na siebie. Wydaje Ci się, że to uszlachetnia i w oczach kolegów stajesz się wybawicielem, któremu będą wisieć przysługę albo przynajmniej zapamiętają Twoje bohaterstwo. Nic z tych rzeczy. Po 5 minutach zapomną, przejdą do porządku dziennego, a Ty zostaniesz ze swoim heroizmem sam. Przy okazji jakiś czas później ktoś decyzyjny nie omieszka Ci przypomnieć, że zrobiłeś błąd.
Przepraszać trzeba. Jednak zanim ukorzymy się przed kimś, warto poczekać aż emocje opadną i zastanowić się, czy faktycznie wina leży (w całości) po naszej stronie.

3. Próbujesz być zbyt odpowiedzialny. W rzeczywistości jesteś małostkowy i przykładasz zbyt dużą wagę do niedużych rzeczy. Jeśli masz problem z określeniem, gdzie jest granica odpowiedzialności, której nie powinieneś przekraczać, zastanów się, jak do błędów, niepowodzeń czy swoich obowiązków podchodzą inni. Nie oznacza to, że masz równać do przeciętności, tylko określić punkt odniesienia do kalibracji swojego nastawienia, aby nie trwonić energii na rzeczy, na które nikt nie zwraca uwagi.

4. Stawiasz potrzeby innych ponad własnymi. Pod warunkiem, że nie mówimy o dzieciach, rodzinie, najbliższych, to nie ma absolutnie żadnego powodu, aby rezygnować ze swojego dobra na rzecz kogoś z kim łączą nas tylko powierzchowne relacje. Żeby jednak nie brzmiało to jak zachęta do egoizmu i bezmyślnego hedonizmu, trzeba zaznaczyć, że cały czas mówimy o codziennych sytuacjach – w pracy, domu czy w gronie znajomych. Sytuacje wyjątkowe (zagrożenie życia, śmierć bliskiego, problemy finansowe przyjaciela) powinny być zawsze traktowane oddzielnie. Jednak czy naprawdę musisz brać za koleżankę nadgodziny, bo ta ma randkę z Antonio Banderasem w każdy piątek i musi koniecznie wyjść z pracy wcześniej, aby zrobić na nim piorunujące wrażenie swoim makijażem?

5. Nie potrafisz powiedzieć NIE i przyjmujesz na siebie dodatkowe obowiązki lub dajesz się wyciągnąć na imprezę, mimo że masz inne, ciekawsze plany. Boisz się, że odmowa pociągnie za sobą konsekwencje w postaci odroczonego awansu lub uszczuplenia grona znajomych. Jeśli bierzesz na siebie dodatkowe rzeczy, mimo że nie masz czasu, to nikt się nie dowie, że masz za dużo rzeczy do roboty. Faktyczny rozmiar Twoich obowiązków będzie zatem cały czas postrzegany jako mniejszy od optymalnego, mimo że w rzeczywistości będzie zbyt duży. Gdy natomiast chodzi o znajomych – naprawdę potrzebujesz relacji z osobami, których trzeba uszczęśliwiać, aby chcieli się z Tobą zadawać?

6. Boisz się wyrażać swoją opinię, aby nikogo nie urazić, nawet mimo faktu, że wszyscy dokoła trajkoczą jak najęci nie obawiając się reakcji rozmówców. Nie zachęcam do wygadywania niepopartych niczym bzdur, a szczególnie w dyskusjach światopoglądowych. W tych, jak praktyka pokazuje, najlepiej trzymać się zasady, że milczenie jest złotem. Jak mawiał klasyk, lubimy ludzi wypowiadających odważne poglądy, pod warunkiem, że mają takie poglądy jak my. Jeśli natomiast chodzi o sprawy relacji w rodzinie, w pracy czy wśród znajomych, to warto mówić o swoich wątpliwościach, aby wzmacniać te relacje pracując nad ich usprawnieniem. Problem niewypowiedziany nie istnieje. Jeśli osoba, na której Wam zależy, unika „trudnych” tematów lub traktuje Was z góry, to warto sobie dać spokój z takim delikwentem.

7. Jesteś wobec siebie zbyt krytyczny i dokonujesz na sobie emocjonalnego linczu jeszcze przed zabraniem się za robotę. W rzeczywistości boisz się, że rezultat Twoich starań nikogo nie zadowoli, dlatego rezygnujesz z działania i pogrążasz się w bezczynności. Bez względu na to, czy cierpisz na przypadłość zwaną perfekcjonizmem czy dolega Ci coś innego, sprawdź co zrobić, aby wyrwać się ze szponów nadmiernej samokrytyki.

8. Zachowujesz się jak męczennik i często żalisz się znajomym, że masz za dużo na głowie, że nie wyrabiasz, że ledwo zipiesz i masz ochotę zwinąć się w kulkę i łkać, że nikt Cie nie rozumie, nie docenia i nie bierze pod uwagę. Niestety realia są takie, że bardzo rzadko zostaniesz doceniony, jeśli nie zadbasz o odpowiednią komunikację swoich osiągnięć. Użalanie się nad sobą spowoduje tylko tyle, że nie tylko sytuacja się nie poprawi, ale zniechęcisz do siebie innych znacznie zmniejszając szanse na poprawę.

9. Czujesz żal. Bardzo słusznie zresztą. Problem w tym, że duża część Twoich bolączek wynika ze sposobu, w jakim sam siebie traktujesz. Oczywiście, że są problemy, z którymi sami sobie nie poradzimy. Jednak jestem gotów zaryzykować, że większość Twoich problemów możesz śmiało rozwiązać we własnej głowie. Pytanie tylko, czy masz odwagę, aby to zrobić?

10. Jesteś zmęczony. Bardzo. Wszak dźwiganie na swych barkach losów całego wszechświata to nie lada wysiłek.

Adam J. Wichura

Adam J. Wichura

Ukończył filologię angielską ze specjalizacją językoznawczą na Uniwersytecie Warszawskim. Pilot wycieczek zagranicznych, specjalista od marketingu cyfrowego, lektor języka angielskiego, tłumacz. Fascynat psychologii ewolucyjnej, antropologii, astrofizyki, języka chińskiego i geopolityki.

Wyraź swoją opinię